Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So wrz 23, 2017 6:44



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
 NPR, opór małżonki 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): Pn wrz 04, 2017 9:56
Posty: 1
Post NPR, opór małżonki
Witajcie,

To mój pierwszy wątek i pierwszy post na Forum. Zdecydowałem się go założyć, gdyż poszukuję rozwiązania bardzo trudnej dla mnie sytuacji a nie znajduję jej poważnego rozwiązania w tym, co dotychczas udało mi się przeczytać.

Wybaczcie mi proszę długość posta. Zależy mi na tym, aby dokładnie przedstawić sytuację.

Jesteśmy z Żoną po ślubie już prawie dekadę, mamy dwójkę dzieci, które urodziły się kilka lat po nim w dwuletnim odstępie czasowym. Przed ślubem byliśmy ze sobą 4 lata, w tym dwa lata w narzeczeństwie. Staraliśmy się wówczas być uczciwi wobec siebie i jasno formułowaliśmy nasz stosunek do wszystkich sfer rzeczywistości, w tym do religii. Mówiliśmy o tym, że jesteśmy rzymskimi katolikami i żyjemy i chcemy dalej żyć według zasad wynikających z tejże wiary. Otwarcie też mówiliśmy, że chcemy mieć dzieci. Żona mówiła o trzech, ja nie określałem liczby dokładnie, ale mówiłem, że czwórka byłaby fajna.

Po ślubie stosowaliśmy NPR (metoda objawowo-termiczna) i, najwyraźniej, robiliśmy to skutecznie, gdyż pierwsze dziecko pojawiło się wtedy, gdy chcieliśmy. Być może dlatego, że nie współżyliśmy wtedy zbyt często a przynajmniej nie na tyle często ile ja bym tego oczekiwał a na ile pozwalałoby stosowanie NPR. Żona nie była w stanie zawierzyć Bogu i skuteczności NPR, więc zgadzała się na współżycie tylko wtedy gdy była absolutnie niepłodna. Najczęściej do tego współżycia nie dochodziło nawet wtedy, gdyż rzecz jasna, nie miała wtedy rozbudzonych potrzeb.

Okres, w którym pojawiły się dzieci, czyli w sumie gdzieś około 3-4 lata, był dla naszego współżycia w zasadzie stracony. Dochodziło do niego jeszcze rzadziej, niż wcześniej, z przerwami na okres ciąży. Wówczas współżyliśmy częściej, jednak Żona zachowywała się skrajnie biernie, ewidentnie tak, jakby traktowała to współżycie na zasadzie przykrego obowiązku, który trzeba odbębnić.

W zeszłym roku Żona zapragnęła rozpocząć współżycie na nowo, stanowczo deklarując jednak, że nie chce wracać do NPR a woli zacząć stosować prezerwatywy, gdyż nie jest już otwarta na nowe życie - nie chce mieć więcej dzieci a chce kochać się wtedy, kiedy ma na to ochotę, mając jednocześnie komfort pewności, że nie zajdzie w ciążę. Poza tym NPR wymaga od Niej podejmowania jakiegoś działania, którego podejmować Jej się nie chce. W tym uporze trwa do dziś.

Jak analizuję te kilka ostatnich lat, to dochodzę do wniosku, że u Żony rzeczywiście postępowało osłabianie wiary i odchodzenie od niej. Począwszy od praktyk religijnych a skończywszy na wyrażanych poglądach na różne kwestie, coraz bardziej odbiegających od zasad wiary. Poszczególne elementy tego procesu dostrzegałem, składałem to jednak trochę na karb okresu ciąży i okołoporodowego, który dla Żony był skrajnie trudny. Jego wspomnienia powodują, że Żona nie chce już nawet myśleć o kolejnych dzieciach. Dopiero jakiś czas temu wszystkie zaczęły mi się składać w jedną całość. Uświadomiłem sobie nawet, że Ona już chyba z półtora roku nie przystępowała do komunii świętej ani nie była u spowiedzi.

Początkowo, nie bez pewnych oporów, zgodziłem się na stosowanie prezerwatyw. Okazałem słabą wolę, gdyż za nią tęskniłem i chciałem się z nią kochać. Poza tym miałem nadzieję, że ta niechęć do NPR okaże się czymś przelotnym, tymczasowym.

Gdy jednak z biegiem czasu utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest trwała postawa, to zacząłem sobie uświadamiać, że trwając w tym stanie rzeczy już nigdy nie będę mógł w pełni uczestniczyć w Sakramencie Eucharystii i, w zasadzie, będę się oddalał od Boga. Powiedziałem Jej o tym szczerze, Ona jednak, mimo to, nie chce zmienić swojego zdania. Nie twierdzę, że jestem święty i nie grzeszę. Grzeszę, tak, jak każdy, ale nie chcę świadomie skazywać się na trwanie w grzechu do końca życia a przynajmniej do Jej menopauzy.

Kocham Żonę ale nie chcę wybierać pomiędzy Nią a Bogiem. Chcę móc mieć i to, i to. Żeby ją zatrzymać byłbym pewnie w stanie nawet zgodzić się na brak współżycia, choć zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie niesie ze sobą taka decyzja. Żona jednak nie wyobraża sobie naszego dalszego życia bez niego (współzycia). Twierdzi, że jest młoda i chce korzystać z życia, poza tym wie, że taka postawa będzie prowadziła do konfliktów. Ma w tym rację, bo teraz, gdy ze sobą nie współżyjemy, to rodzi to wiele nieporozumień i ewidentnie oddala nas od siebie. Często się kłócimy, i te kłótnie przybierają ogromne rozmiary.

Na tą chwilę nie widzę dobrego rozwiązania tej sytuacji. Możemy np. się rozstać, wtedy Ona bez problemu znalazłaby sobie pewnie kogoś innego (jest piękną i intelignetną kobietą) a ja, nie znajdując innej kobiety, mógłbym trwać w sakramentalnym związku małżeńskim (mimo cywilnego rozwodu) i czekać na Nią aż zmieni zdanie, co pewnie nigdy by się nie stało. Choć oczywiście dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Wówczas mógłbym ją nadal kochać i jednocześnie w pełni uczestniczyć w Sakramencie Eucharystii, gdyż pozostawałbym wierny zasadom wiary. Odbiłoby się to jednak negatywnie na dzieciach (rozstanie rodziców nigdy im nie służy).

Mogę po prostu zgodzić się na prezerwatywy, wtedy będę miał ją ale będę oddalał się od Boga. Przypuszczam, że w konsekwencji odbije się to negatywnie na mnie, na tym, jakim jestem człowiekiem i może po jakimś czasie doprowadzić do tego, że i w małżeństwie pojawią się kłopoty. Tutaj przynajmniej dzieci byłyby w miarę szczęśliwe, przynajmniej przez kilkanaście lat.

Dochodzę do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdybym zmarł. Wtedy Ona znalazłaby sobie kogoś innego, dzieci pewnie przeżyłyby traumę, ale, biorąc pod uwagę, że czas leczy rany, to po jakimś czasie doszłyby do siebie a ta nowa osoba w życiu Żony być może byłaby na tyle otwarta i kochająca, że potrafiałby im mnie zastąpić. Z kolei ja nie musiałbym trwać w grzechu. Oczywiście samobójstwo nie wchodzi w grę, nie chcę sam sobie odbierać życia. To absurdalne. Gdyby jednak tak przypadkiem potrącił mnie samochód, albo przytrafiłaby mi się jakaś śmiertelna choroba, czy ogólnie straciłbym życie wbrew swej woli i w wyniku działania sił zewnętrznych, to mam wrażenie, że wszystko by się wtedy rozwiązało, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Potrzebuję jakiejś zewnętrznej opinii, żeby się trochę zdystansować. Być może wtedy znajdę jakieś rozwiązanie. Bardzo Was o nią proszę. Będę wdzięczny również za namiary na kogoś z kim mógłbym o tym porozmawiać. Sam teraz czuję się bezsilny.


Pn wrz 04, 2017 11:06
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 18, 2009 9:51
Posty: 2413
Post Re: NPR, opór małżonki
Aby już, Czcigodni Bracia, przejść do omówienia spraw, sprzeciwiających się poszczególnym dobrom małżeństwa, potrąćmy najpierw o potomstwo. Wielu ośmiela się nazywać je przykrym ciężarem małżeństwa i poleca wystrzegać się go starannie, nie przez uczciwą wstrzemięźliwość (która za zgodą obojga małżonków także w małżeństwie jest dozwolona), lecz gwałceniem aktu naturalnego. Na te zbrodnicze czyny pozwalają sobie jedni dlatego, że sprzykrzywszy sobie dzieci, zażywać pragną samej rozkoszy bez ciężarów, inni tem się zasłaniają, że ani wstrzemięźliwości zachować, ani też potomstwem obarczyć się nie mogą, już to ze względu na siebie, już to na małżonkę, już też na swój stan majątkowy.
(...)
Wie również doskonale Kościół święty, że nieraz jedna strona znosi raczej aniżeli popełnia grzech, zezwalając z ważnego naogół powodu, wbrew własnej woli, na naruszenie właściwego porządku. Strona ta jest w takim wypadku bez winy, byleby nie zapomniała o obowiązku miłości bliźniego i drugą stronę starała się od grzechu powstrzymać.


Rozdział: Nadużycie małżeństwa w stosunku do potomstwa
Pius XI Casti connubii
dnia 31 grudnia 1930 roku


+++


Dawna encyklika, ale w zasadzie nigdy nie odwołana, w encyklice Humanae Vitae jest wyraźne odniesienie do tamtej. A co z tym poczniesz, to już Twoja sprawa.

PS: Tak, wiem, dotychczas pewnie nie słyszałeś.

_________________
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
...

(Koh 3:1nn)


Pn wrz 04, 2017 12:38
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So paź 23, 2010 23:17
Posty: 7282
Post Re: NPR, opór małżonki
Powiem Ci, że kwestia z tym umieraniem faktycznie wskazuje na potrzebę spojrzenia z większego dystansu. I nikt w pełni nie zastąpi dzieciom ojca.

Przede wszystkim jednak powinieneś pamiętać o tym, co przytoczył bert04. Tutaj jeszcze artykuł na ten temat:
http://www.szansaspotkania.pl/index.php ... olmalzonka

Pozostaje sprawa przekonania żony do NPR ale to już nie jest tak bardzo pilne. W każdym razie NPR ma wyższą skuteczność niż prezerwatywy. Są też inne zalety i korzyści ze stosowania NPR. Można spróbować poszukać więcej informacji w sieci. Oczywiście dobrze byłoby też rozumieć realne i sensowne obawy żony oraz je uwzględniać. Niektórzy np. stosują NPR plus prezerwatywę. Może to jest jakiś pomysł i krok w dobrym kierunku?

Pozdrawiam

_________________
Don't tell me there's no hope at all
Together we stand, divided we fall

~ Pink Floyd, "Hey you"


Pn wrz 04, 2017 12:51
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 18, 2009 9:51
Posty: 2413
Post Re: NPR, opór małżonki
Soul33 napisał(a):
W każdym razie NPR ma wyższą skuteczność niż prezerwatywy.


Skuteczność jednak dotyczy planowania (czy "na plus" czy "na minus"), a autor tematu opisuje... efekty uboczne dla samego współżycia.

I nie jest to pierwsza relacja o podobnych doświadczeniach, z jaką się spotkałem. Chociaż nie każdy małżonek miał od razu jakieś pragnienia śmierci czy podobne głupie myśli. No ale różnie ludzie przeżywają takie rozterki, w sumie nie powinienem oceniać.

_________________
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
...

(Koh 3:1nn)


Pn wrz 04, 2017 13:05
Zobacz profil

Dołączył(a): N wrz 03, 2017 10:58
Posty: 32
Post Re: NPR, opór małżonki
Widać, że czujesz się w tej relacji niepotrzebny, więc ta relacja potrzebuje przebudowy, a nie samo życie łóżkowe. Dośc późno zauważyłeś, że coś się dzieje niefajnego z jej praktykami religijnymi.

Zalecałbym raczej szczerą rozmowę z żoną o waszym związku, a nie tylko o samym życiu łóżkowym. To już raczej tylko objaw a nie przyczyna.


So wrz 09, 2017 12:04
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 5 ] 

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL