Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Cz sie 17, 2017 4:55



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 
 Wiara przenosząca góry. 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): N gru 25, 2016 21:33
Posty: 10
Post Wiara przenosząca góry.
"20 Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. 21 Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: «Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło». 22 Jezus im odpowiedział: «Miejcie wiarę w Boga! 23 Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. 24 Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. 25 A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze ".
Mk 11, 20-25

Gdybyśmy mieli dość wiary w sobie ( chociaż tyle co w ziarnku gorczycy ) przenosilibyśmy góry, uzdrawiali chorych, wskrzeszali umarłych, zamieniali kamienie w złoto, powstrzymywali powodzie i tornada. Życie byłoby ciekawsze i pewnie szczęśliwsze.
Dlaczego tak bardzo mało w nas wiary ? Czy trzeba być Synem Bożym, żeby dokonywać takich cudów ? Czy zwykłemu człowiekowi na ziemi jest dana możliwość takiego uwierzenia w swoją moc ( lub moc Boga ), aby mógł rozkazywać otaczającej go materii ?
Jak obudzić w sobie taką wiarę ?
Trzeba przede wszystkim odpuścić innym- jak mówi Pismo- aby i Ojciec nasz, który jest w Niebie nam odpuścił, ale co dalej ?


So sie 12, 2017 6:49
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 3405
Post Re: Wiara przenosząca góry.
niunio napisał(a):
Gdybyśmy mieli dość wiary w sobie ( chociaż tyle co w ziarnku gorczycy ) przenosilibyśmy góry, uzdrawiali chorych, wskrzeszali umarłych, zamieniali kamienie w złoto, powstrzymywali powodzie i tornada. Życie byłoby ciekawsze i pewnie szczęśliwsze.
Dlaczego tak bardzo mało w nas wiary ? Czy trzeba być Synem Bożym, żeby dokonywać takich cudów ? Czy zwykłemu człowiekowi na ziemi jest dana możliwość takiego uwierzenia w swoją moc ( lub moc Boga ), aby mógł rozkazywać otaczającej go materii ?
Jak obudzić w sobie taką wiarę ?
Trzeba przede wszystkim odpuścić innym- jak mówi Pismo- aby i Ojciec nasz, który jest w Niebie nam odpuścił, ale co dalej ?


I tutaj widać jak ludzie są słabej wiary.
Bo przecież nigdzie nie widać żeby ktoś siłą modlitwy góry przenosił, czy choćby był w stanie nakarmić, te miliony przymierających głodem afrykańskich dzieci.

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


So sie 12, 2017 9:40
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30
Posty: 376
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Robek napisał(a):
I tutaj widać jak ludzie są słabej wiary.

Nie generalizuj @Robku. Są ludzie, którzy dzielą się świadectwem swojej wiary także i dziś. Warunkiem wiary nie jest widowiskowość, lecz cierpliwość, wytrwałość, nadzieja czy miłość. Nie chodzi o to, aby fizycznie przenosić góry, lecz by zawierzać Bogu swoje życie pomimo wszelkich przeciwności losu, by wierzyć że dobro wygrało nad złem i kroczyć przez życie ścieżkami Boga ufając, że z każdego zła zostanie wyciągnięte dobro. Zwycięstwem Złego jest to, że dziś ludzie mają problem z wiarą w dobro, że łatwo ulegają pokusom tego świata, a duchowość wydaje im się nieatrakcyjna. Człowiek, który w cudowny sposób wyzdrowieje dzięki wierze jest dla przeciętnego człowieka czymś niezwykłym, bo nie wierzy, że w jego życiu może być podobnie. Wiara wymaga odwagi uwierzenia w coś, co dziś wydaje się niemożliwe, bo przykładowo lekarze i statystyki są bezlitosne. To oddanie sprawy Bogu, zaufania że już mnie uwolnił od zła, nawet jeżeli tego dziś nie doświadczam, mogę nawet umrzeć, bo śmierć nie jest końcem, a oznacza zdrowie w innym wymiarze.
Z perspektywy pomocy innym, nie chodzi znów o spektakularność, lecz o pracę od podstaw. Pomagamy rodzinie, sąsiadom, tym którzy żyją w najbliższym otoczeniu, a gdy wierzymy, że możemy pomóc w Afryce, organizujemy akcje charytatywne i robimy co możemy, aby pomóc tym, którzy mieszkają znacznie dalej od nas. Nie podcina naszej wiary to, że nie wykarmimy milionów, lecz cieszymy się, że możemy wykarmić np. wioskę.
Moja parafia utrzymuje syryjską rodzinę, zapewniając im utrzymanie tj. wyżywienie, środki czystości, ubrania, opłacając rachunki za prąd, gaz itp.
Niedawno robiono zrzutkę dla afrykańskiego misjonarza, który zbiera m.in. na budowę studni.
Na większą skalę działają różne organizacje charytatywne, nie tylko kościelne i one z pewnością wykarmiają miliony głodnych afrykańskich dzieci i dorosłych. Więc może nie jedna osoba, lecz setki ludzi dzięki swojej wierze stworzyło wspólnie na wielką skalę coś fajnego, co służy potrzebującym.
Jest też wiele jednostkowych inicjatyw, które wspierają potrzebujących, są takie które zostały zekranizowane np. Kaznodzieja z karabinem, więc @Robku nie trać wiary w ludzi, tylko rozejrzyj się uważnie wokół siebie, bo możesz się jeszcze zdziwić.

_________________
"Nauka jest kłótliwa i piękna. Jeśli chcesz mieć z nią coś do czynienia, mu­sisz pro­wadzić wie­cznie proces sądowy."
Isaac Newton


So sie 12, 2017 20:34
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 3405
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Mrs_Hadley napisał(a):
Warunkiem wiary nie jest widowiskowość, lecz cierpliwość, wytrwałość, nadzieja czy miłość. Nie chodzi o to, aby fizycznie przenosić góry,


Więc to była tylko taka zwykła gadanina, i za pomocą wiary góry się nie przeniesie?

Mrs_Hadley napisał(a):
że łatwo ulegają pokusom tego świata,


Walczenie z pokusami ponad wszystko :mrgreen:
Widziałem kiedyś w jakimś religijnym filmie, takie coś jak samobiczowanie, więc z tego co mówisz to teraz już wiem z czego wynikają takie zachowania.
Jak najdalej od jakichkolwiek pokus, wręcz aż do samookaleczenia.

Mrs_Hadley napisał(a):
a duchowość wydaje im się nieatrakcyjna.


Bo nie jest atrakcyjna.
W końcu co to za atrakcja modlić się do Boga, który i tak na końcu może nas wepchnąć do piekła.

Mrs_Hadley napisał(a):
Człowiek, który w cudowny sposób wyzdrowieje dzięki wierze


Nie spotkałem się z czymś takim.

Mrs_Hadley napisał(a):
Wiara wymaga odwagi uwierzenia w coś, co dziś wydaje się niemożliwe, bo przykładowo lekarze i statystyki są bezlitosne.


Tu nie chodzi o to czy jest to możliwe czy nie możliwe, tu chodzi o to że nie ma w tym żadnego sensu.
Nawet bym powiedział że to jakieś szaleństwo, bo jeśli w krajach ateistycznych ludzie chorują i zdrowieją tak samo jak w Polsce, to opowiadanie że tam zdrowieją z samego zdrowienia, a u nas w Polsce to Bóg uzdrawia, jest jak dla mnie przejawem jakiegoś szaleństwa.

Mrs_Hadley napisał(a):
Z perspektywy pomocy innym, nie chodzi znów o spektakularność, lecz o pracę od podstaw. Pomagamy rodzinie, sąsiadom, tym którzy żyją w najbliższym otoczeniu, a gdy wierzymy, że możemy pomóc w Afryce, organizujemy akcje charytatywne i robimy co możemy, aby pomóc tym, którzy mieszkają znacznie dalej od nas. Nie podcina naszej wiary to, że nie wykarmimy milionów, lecz cieszymy się, że możemy wykarmić np. wioskę.
Moja parafia utrzymuje syryjską rodzinę, zapewniając im utrzymanie tj. wyżywienie, środki czystości, ubrania, opłacając rachunki za prąd, gaz itp.
Niedawno robiono zrzutkę dla afrykańskiego misjonarza, który zbiera m.in. na budowę studni.
Na większą skalę działają różne organizacje charytatywne, nie tylko kościelne i one z pewnością wykarmiają miliony głodnych afrykańskich dzieci i dorosłych. Więc może nie jedna osoba, lecz setki ludzi dzięki swojej wierze stworzyło wspólnie na wielką skalę coś fajnego, co służy potrzebującym.


To też ciekawe co mówisz :mrgreen: bo ja nie mam w żadnej mierze nikomu z Afryki czy gdziekolwiek indziej pomagać, wręcz niczym i nikim się nie przejmuje.
A pewnie znany ci forumowicz "czytelnikBiblii" mówił że ja jestem przyjacielem świata :mrgreen: bo w końcu albo jestem przyjacielem Boga albo świata.
I jakoś nawet sam "chwat" tego nie kwestionował, więc by wychodziło że to prawda.

Mrs_Hadley napisał(a):
więc @Robku nie trać wiary w ludzi, tylko rozejrzyj się uważnie wokół siebie, bo możesz się jeszcze zdziwić.


Wierzyć to ja sobie mogę w Boga, a nie w ludzi.
Ludzie są jacy są, więc czym tu się dziwić?

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


So sie 12, 2017 22:09
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30
Posty: 376
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Robek napisał(a):
Więc to była tylko taka zwykła gadanina, i za pomocą wiary góry się nie przeniesie?

Czyżbym przeoczyła, że @Robek konwertował na protestantyzm?
Robek napisał(a):
Walczenie z pokusami ponad wszystko

Od nas zależy ku jakim wartościom zmierzamy. Bóg dał @Robkowi wolność wyboru, więc @Robek żyje wedle swojej woli.

Robek napisał(a):
Bo nie jest atrakcyjna.
W końcu co to za atrakcja modlić się do Boga, który i tak na końcu może nas wepchnąć do piekła.

Czasem się zastanawiam @Robku w jakiej szafie znalazłeś Boga-psychopatę, który na koniec może Ci wbić nóż w plecy i uparłeś się wierzyć, że taki już jest. Odnoszę wrażenie, że ten wykrzywiony obraz Boga, który ochoczo nam tu przedstawiasz, to w rzeczywistości Szatan, trudno gościa lubić, bo próbuje manipulować pojęciami dobra i zła, tak że czarne wydaje nam się białe i odwrotnie. Robienie interesów z takim Jokerem faktycznie jest fatalne w skutkach, mydli nam, że tu możemy odpuścić, bo i tak nam się nie uda, to zrobić, bo i tak gorzej być już nie może, a koniec końców może na tych interesach źle nie wyjdziemy i nie wepchniemy się do piekła? Ano jakaś zdrowaśka, może koronkę się odbębni, wszak ktoś gdzieś powiedział, że to chroni przed wiecznym potępieniem, c'nie?
W katolicyzmie wierzymy, że Bóg=dobro. Jesteśmy wolni i dokonujemy w życiu pewnych wyborów, które determinują naszą przyszłość. Jeżeli @Robek zechce dokonać rewolucji w swoim życiu i wybierze podążanie za wartościami, które wskazuje mu Jezus, to Bóg mu odpowie. Nie gromami z nieba, tylko dobrem. Tylko, czy @Robek chce doświadczyć dobra pochodzącego od Boga?

Robek napisał(a):
A pewnie znany ci forumowicz "czytelnikBiblii" mówił że ja jestem przyjacielem świata :mrgreen: bo w końcu albo jestem przyjacielem Boga albo świata.

W jednej z homilii papież Franciszek powiedział: Nasza wiara może wszystko! Oto zwycięstwo! I dobrze byłoby sobie to powtarzać, bo częstokroć jesteśmy chrześcijanami przegranymi. A Kościół jest pełen takich przegranych chrześcijan, którzy nie wierzą w to, że wiara jest zwycięstwem; którzy nie żyją tą wiarą. Bo gdy nie żyje się wiarą, przychodzi klęska i zwycięża świat, książę tego świata. Wiara to wyznanie Boga, ale Boga, który nam się objawił, od czasów naszych ojców aż do teraz; Boga dziejów. I to właśnie każdego dnia wypowiadamy w Credo. Jednak jedną rzeczą jest odmawiać Credo z serca, a inną czynić to jak papugi: Wierzę, wierzę w Boga, wierzę w Jezusa Chrystusa, wierzę... Czy wierzę w to, co mówię? Czy to wyznanie wiary jest prawdziwe, czy też recytuję je z pamięci, bo tak trzeba? Czy też wierzę połowicznie? Wyznawać wiarę! Całą, nie tylko po części! Całą! I tej wiary w całości strzec, tak jak do nas przyszła drogą tradycji: całą wiarę! A jak poznać, że dobrze wyznaję wiarę? Jest taki znak: kto dobrze wyznaje wiarę, i to całą, jest zdolny do oddania czci Bogu

Nie wiem, czy tak jak twierdzi @CzytelnikBiblii jesteś przyjacielem świata, nie wiem również, czy jeżeli napiszę, że pragniesz zostać przyjacielem Boga, a @chwat tego nie zakwestionuje, to czy to okaże się prawdą. Faktem jest, że wielu ludzi żyje tak, jakby Boga nie było, choć przyjmują sakramenty, chodzą do kościoła i deklarują się jako katolicy. Trudno budować wiarę na kruchych fundamentach, ostrzegał przed tym Jezus w przypowieści o siewcy:
1 Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. 2 Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. 3 I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. 4 A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. 5 Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. 6 Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. 7 Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. 8 Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. (MT 13, 1-8)


Tak jak w przypadku wiary, która góry przenosi nie jest to bajka o ziarenkach, ptaszkach i cierniach, lecz historia z morałem. Jezus tłumaczy ją w późniejszych wersetach Mt 13, 18-23:
18 Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! 19 Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. 20 Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; 21 ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. 22 Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. 23 Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».

Człowiek może leżeć w szpitalu, usłyszeć druzgocącą diagnozę od lekarzy, którzy poinformują go, że zostało mu już tylko spisać testament bowiem dalsze leczenie jest bezcelowe. Może uwierzyć światu, że jego życie jest skończone, a on niedługo wpadnie w objęcia nicości. Może wybrać Boga i zawierzyć Jemu swoje życie. Jeżeli taka będzie Jego Wola, wprawi lekarzy w osłupienie nagłym powrotem do zdrowia, dzięki wierze w Tego, dla którego wszystko jest możliwe. To jest wiara, która góry przenosi i powoduje nawrócenie wielu ludzi. Jezus na kartach ewangelii wciąż wytyka ludziom brak wiary, brak zawierzenia Jego Słowu. Byle podmuch wiatru pokazuje, że nasza wiara nie ma w sobie korzenia i jesteśmy chwiejni. Zatem mamy w życiu to, w co wierzymy. Każdy zbiera plony tego co zasiał.

_________________
"Nauka jest kłótliwa i piękna. Jeśli chcesz mieć z nią coś do czynienia, mu­sisz pro­wadzić wie­cznie proces sądowy."
Isaac Newton


N sie 13, 2017 16:10
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 3405
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Mrs_Hadley napisał(a):
Czyżbym przeoczyła, że @Robek konwertował na protestantyzm?


Ja nie wiedziałem, że z tym gurami to nie jest katolickie :mrgreen:

Mrs_Hadley napisał(a):
Czasem się zastanawiam @Robku w jakiej szafie znalazłeś Boga-psychopatę, który na koniec może Ci wbić nóż w plecy i uparłeś się wierzyć, że taki już jest.


Bo moim zdaniem, tak właśnie jest.

Mrs_Hadley napisał(a):
Odnoszę wrażenie, że ten wykrzywiony obraz Boga, który ochoczo nam tu przedstawiasz, to w rzeczywistości Szatan, trudno gościa lubić, bo próbuje manipulować pojęciami dobra i zła, tak że czarne wydaje nam się białe i odwrotnie. Robienie interesów z takim Jokerem faktycznie jest fatalne w skutkach, mydli nam, że tu możemy odpuścić, bo i tak nam się nie uda, to zrobić, bo i tak gorzej być już nie może, a koniec końców może na tych interesach źle nie wyjdziemy i nie wepchniemy się do piekła? Ano jakaś zdrowaśka, może koronkę się odbębni, wszak ktoś gdzieś powiedział, że to chroni przed wiecznym potępieniem, c'nie?


Tutaj akurat bym się z tak myśleniem zgodził, w końcu nikt o własnych siłach sobie tego zbawienia nie zagwarantuje, więc można tym się aż tak nie zajmować.

Mrs_Hadley napisał(a):
Nie gromami z nieba, tylko dobrem. Tylko, czy @Robek chce doświadczyć dobra pochodzącego od Boga?


Nie ma czegoś takiego, a przynajmniej nie za życia.

Mrs_Hadley napisał(a):
Nie wiem, czy tak jak twierdzi @CzytelnikBiblii jesteś przyjacielem świata, nie wiem również, czy jeżeli napiszę, że pragniesz zostać przyjacielem Boga, a @chwat tego nie zakwestionuje, to czy to okaże się prawdą.


Nie jestem przyjacielem świata, ale tak właśnie z tego co "czytelnikBiblii" mówił, wychodziło.
Też w sumie opowiadanie tego co tam ten "czytelnikBiblii" wymyślił nie jest najlepszym pomysłem, w końcu w innych tematach straszne głupoty opowiadał.

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


N sie 13, 2017 19:59
Zobacz profil

Dołączył(a): N gru 25, 2016 21:33
Posty: 10
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Cytuj:
Nie generalizuj @Robku. Są ludzie, którzy dzielą się świadectwem swojej wiary także i dziś. Warunkiem wiary nie jest widowiskowość, lecz cierpliwość, wytrwałość, nadzieja czy miłość. Nie chodzi o to, aby fizycznie przenosić góry, lecz by zawierzać Bogu swoje życie pomimo wszelkich przeciwności losu, by wierzyć że dobro wygrało nad złem i kroczyć przez życie ścieżkami Boga ufając, że z każdego zła zostanie wyciągnięte dobro. Zwycięstwem Złego jest to, że dziś ludzie mają problem z wiarą w dobro, że łatwo ulegają pokusom tego świata, a duchowość wydaje im się nieatrakcyjna. Człowiek, który w cudowny sposób wyzdrowieje dzięki wierze jest dla przeciętnego człowieka czymś niezwykłym, bo nie wierzy, że w jego życiu może być podobnie. Wiara wymaga odwagi uwierzenia w coś, co dziś wydaje się niemożliwe, bo przykładowo lekarze i statystyki są bezlitosne. To oddanie sprawy Bogu, zaufania że już mnie uwolnił od zła, nawet jeżeli tego dziś nie doświadczam, mogę nawet umrzeć, bo śmierć nie jest końcem, a oznacza zdrowie w innym wymiarze.
Z perspektywy pomocy innym, nie chodzi znów o spektakularność, lecz o pracę od podstaw. Pomagamy rodzinie, sąsiadom, tym którzy żyją w najbliższym otoczeniu, a gdy wierzymy, że możemy pomóc w Afryce, organizujemy akcje charytatywne i robimy co możemy, aby pomóc tym, którzy mieszkają znacznie dalej od nas. Nie podcina naszej wiary to, że nie wykarmimy milionów, lecz cieszymy się, że możemy wykarmić np. wioskę.
Moja parafia utrzymuje syryjską rodzinę, zapewniając im utrzymanie tj. wyżywienie, środki czystości, ubrania, opłacając rachunki za prąd, gaz itp.
Niedawno robiono zrzutkę dla afrykańskiego misjonarza, który zbiera m.in. na budowę studni.
Na większą skalę działają różne organizacje charytatywne, nie tylko kościelne i one z pewnością wykarmiają miliony głodnych afrykańskich dzieci i dorosłych. Więc może nie jedna osoba, lecz setki ludzi dzięki swojej wierze stworzyło wspólnie na wielką skalę coś fajnego, co służy potrzebującym.
Jest też wiele jednostkowych inicjatyw, które wspierają potrzebujących, są takie które zostały zekranizowane np. Kaznodzieja z karabinem, więc @Robku nie trać wiary w ludzi, tylko rozejrzyj się uważnie wokół siebie, bo możesz się jeszcze zdziwić.

To o czym piszesz, to religijność i miłosierdzie. Mi chodziło konkretnie o wiarę - tą prawdziwą przenoszącą góry, o której mówił Jezus.

Cytuj:
W jednej z homilii papież Franciszek powiedział

Najlepsze jest to, że nawet Papież Franciszek nie ma w sobie tyle wiary, co w ziarnku gorczycy ( najmniejszym z ziarenek )... a jest następcą św. Piotra - apostoła.


Pn sie 14, 2017 2:55
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30
Posty: 376
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Robek napisał(a):
Ja nie wiedziałem, że z tym gurami to nie jest katolickie

Protestanci gur wiarą również nie przenoszą, autokorekta nie ostrzegła?

Robek napisał(a):
Bo moim zdaniem, tak właśnie jest.

Jeżeli Zło utożsamiamy z królestwem Szatana, a Bóg jest emanacją Dobra, to oznacza że wyznajesz wiarę w Szatana, którego nazywasz Bogiem. Zazwyczaj ludzie z takim obrazem Boga zasilają grono ateistów/agnostyków, to prosta droga do utraty wiary, bo w Boga-psychopatę nie da się na dłuższą metę wierzyć i rozwijać relacji z Nim. Tak się niszczy, nie buduje. Szatan nie jest tak głupi jakby się niektórym wydawało.

Cytuj:
Tutaj akurat bym się z tak myśleniem zgodził, w końcu nikt o własnych siłach sobie tego zbawienia nie zagwarantuje, więc można tym się aż tak nie zajmować.

Jeżeli Bóg jest psychopatą, mamy gwarantowane piekło, nie sądzisz?

Cytuj:
Nie ma czegoś takiego, a przynajmniej nie za życia.

Ludzie doświadczają spotkania z Żywym Bogiem, warunkiem jest wiara, ale nie wiara pesymistyczna, próbująca wszystko kontrolować czy narcystyczna. Jezus mówił, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, trzeba tylko wiary. Nie spotkamy Boga, jeżeli sami będziemy sabotować własne wysiłki wierząc z jednej strony, że doświadczymy działania Jego łaski, a z drugiej powątpiewając w sens własnej wiary. Jaka jest nasza wiara, takie są łaski, których doświadczamy. Jezus gromił ludzi za brak wiary, przykładem są choćby uczniowie, którzy nieraz powątpiewali w jego moc, jak choćby kiedy przebywali na łodzi podczas sztormu, czy też gdy przyszedł do Niego ojciec syna chorego na padaczkę. Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Najpierw trzeba uwierzyć, żeby się przekonać, czy to prawda. Wiary nie buduje się gdy sytuacja jest beznadziejna, lecz powinno się budować dużo wcześniej, żeby w sytuacjach trudnych i beznadziejnych nie zachwiać się, a gdy to nastąpi szybko powrócić na właściwe tory. @Niunio pytał co należy robić, by zbudować wiarę, która ma moc sprawczą, ale tu nie ma jednej odpowiedzi, bo Bóg podchodzi do każdego indywidualnie, dostosowuje się do naszej często kiepskiej kondycji i prowadzi nas po swojemu względem naszych możliwości. Na każdym etapie możemy odpuścić i często to robimy, ulegając pokusie Złego, że to bez sensu, Bóg i tak nie ma siły/nie jestem dla Boga ważny/będzie mnie karał etc., dajemy się zwieść a nawet wyrwać uzdrowienie, a wiara oznacza trwanie bez względu na to, co się dzieje. Ludzie oczekujący szybkich, łatwych rozwiązań bez większego wysiłku, bez pracy nad sobą, w myśl zasady "należy mi się" nie zbudują wiary, ani nie nauczą się pokory, która pozwoli im widzieć na pierwszym miejscu zawsze Boga, nie narcystyczne potrzeby własne.

niunio napisał(a):
Mi chodziło konkretnie o wiarę - tą prawdziwą przenoszącą góry, o której mówił Jezus.

Czy można zbudować wiarę w oderwaniu od naśladowania Jezusowego stylu życia? Czy wiara o której mówił Jezus istnieje bez relacji z miłosierdziem? Na jakich fundamentach chcesz budować?

Nauki Jezusa byłby spójne. By doznać cudu ludzie przychodzili do Jezusa, tak desperacko pragnęli spotkania z Nim, że byli gotowi przełamywać swoje ograniczenia byleby dotknąć choćby frędzli u Jego płaszcza, czasem Jezus sprawdzał ich wiarę wchodząc z nimi w dialog na temat wiary. Może nawet forum stanowi dla nas lekcję, czy wierzymy czy raczej powątpiewamy w Jego moc?
Ludzie, którzy doświadczyli nagłego uzdrowienia opowiadali co je poprzedzało. Była to walka z samym sobą, ze swoją niewiarą, z obrazem Boga, których ich nie kocha, z własną beznadzieją w jakiej tkwili. To nieraz były rozpaczliwe sytuacje, ale oni nie ustawali w swoich poszukiwaniach Boga dochodząc do punktu, w którym potrafili zaakceptować dalsze cierpienie bądź nawet śmierć, jeżeli tylko Bóg wyciągnie z tego dobro, wierząc że choć ciało i psychika cierpi, to Bóg i tak ich już uzdrowił/rozwiązał trudną sytuację i kwestią czasu jest, kiedy doświadczą zmysłami, to co w duchu już im się stało. Inną sprawą jest, że wierzyli w moc Ducha Świętego, który przenikał ich wysiłki i uzdalniał ich do budowy wiary. Do tego wystarczy modlitwa i zawierzenie Bogu, otwarcie na Jego działanie.

Mamy wiele świadectw, w których ludzie mówią o tym, że w najtrudniejszych życiowych chwilach, gdy wszystko w ich życiu legło w gruzach, odkładali swoją beznadzieję na bok i uwielbiali Boga, a On wtedy przychodził do Nich ze swoją mocą i przemieniał ich życie. Mało kogo stać na takie poświęcenie, gdy w człowieku jest gniew na wszystko, zwłaszcza na Boga i jeszcze ma Bogu dziękować za katastrofy życiowe, które go spotkały. Najprościej wtedy obrazić się na Boga, przypisać mu negatywne cechy i ogłosić światu, że jesteś ateistami. To ateizm zbudowany na gniewie, emocjonalny.
Na mszach uwielbieniowych ludzie czasami płaczą z rozpaczy, jakby byli na gorzkich żalach, dają upust napięciu psychicznemu, z którym nie potrafią sobie poradzić. To może być dla nich oczyszczające, a nawet uzdrawiające, o ile będą w stanie odwrócić uwagę od swojego JA i zwrócić się w kierunku Tego, który ich kocha. Czasem tą wiarę budzi w nich słowo księdza na kazaniu, czasem współczujący wzrok wiernego stojącego obok nich, czasem to atmosfera panująca na mszy czy radość człowieka doświadczającego uzdrawiającej mocy Boga, trudno przewidzieć, gdyż wiara jest czymś osobistym.
niunio napisał(a):
Najlepsze jest to, że nawet Papież Franciszek nie ma w sobie tyle wiary, co w ziarnku gorczycy ( najmniejszym z ziarenek )... a jest następcą św. Piotra - apostoła.

Nie sądźcie, abyście sami nie byli sądzeni. Stan naszej wiary widzi Bóg, my nie mamy boskich okularów, które dawałyby nam wgląd w cudzą wiarę. Niemal często z kolei widzimy odbicie naszej wiary u innych, czy raczej jej brak.

_________________
"Nauka jest kłótliwa i piękna. Jeśli chcesz mieć z nią coś do czynienia, mu­sisz pro­wadzić wie­cznie proces sądowy."
Isaac Newton


Wt sie 15, 2017 17:01
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 3405
Post Re: Wiara przenosząca góry.
Mrs_Hadley napisał(a):
Jeżeli Zło utożsamiamy z królestwem Szatana, a Bóg jest emanacją Dobra.


Gdyby Bóg był emanacją dobra, to by czegoś takiego jak potop, nie było.

Mrs_Hadley napisał(a):
Jeżeli Bóg jest psychopatą, mamy gwarantowane piekło, nie sądzisz?


Bez przesady :-D
Mamy co najwyżej gwarancje tego że po śmierci będzie ciekawie, bo kwestia tego kto trafi do Nieba a kto do piekła będzie zależała od Boga, a jak sam mówiłeś z Bogiem może być różnie.

Mrs_Hadley napisał(a):
Ludzie doświadczają spotkania z Żywym Bogiem, warunkiem jest wiara, ale nie wiara pesymistyczna, próbująca wszystko kontrolować czy narcystyczna. Jezus mówił, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, trzeba tylko wiary.


To się w końcu zdecyduj, można za pomocą wiary góry przenosić, czy jednak nie?

Mrs_Hadley napisał(a):
Nie spotkamy Boga, jeżeli sami będziemy sabotować własne wysiłki wierząc z jednej strony, że doświadczymy działania Jego łaski, a z drugiej powątpiewając w sens własnej wiary.


Jakiej łaski? co to takiego?



Mrs_Hadley napisał(a):
Wiary nie buduje się gdy sytuacja jest beznadziejna, lecz powinno się budować dużo wcześniej, żeby w sytuacjach trudnych i beznadziejnych nie zachwiać się, a gdy to nastąpi szybko powrócić na właściwe tory.


O jakie beznadziejnej sytuacji tutaj mówisz?
To umnie była jakaś beznadziejna sytuacja? to niby wcześniej było ze mną lepiej? :badgrin: jakaś nadzieja była?

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


Wt sie 15, 2017 18:38
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 9 ] 

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL