Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Śr lis 22, 2017 14:06



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 194 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna strona
 Jak poradzić sobie z samotnością 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): So cze 17, 2006 14:25
Posty: 8
Post Jak poradzić sobie z samotnością
Witam. Wiem,że o samotności już trochę było na tym forum. Mnie chodzi głównie o samotność rozumianą jako życie w pojedynkę, bez męża, dzieci. To nie zawsze musi być dobrowolny wybór. Może być tak, że ktoś w swoim dotychczasowym życiu nigdy nie spotkał osoby, którą by pokochał. :-( Ja nie chcę nawet słyszeć o samotności. Chciałabym kochać i być kochaną. Nie wiem czy tą swoją samotność rozumieć jako Bożą wolę.Jak na razie nie potrafię, się z tym pogodzić. Jeżeli na forum są osoby, które podobnie jak ja nie dawały sobie z tym rady, a teraz potrafią z tym żyć, to proszę żeby o tym napisały.


Wt cze 27, 2006 15:06
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lut 17, 2005 22:28
Posty: 1652
Post 
Jeśli taka jest wola Boża to napewno znajdziesz swoją drugą połówkę :)
Pozatym osoba żyjąca bez rodziny, męża, chłopaka wcale nie musi być samotna. Tutaj największą rolę odgrywają przyjaciele, bo przecież miłość do przyjaciół też jest miłością. Moim zdaniem mając wspaniałych przyjaciół, kolegów, znajomych nie można czuć się samotnym. Zawsze jest się do kogo przytulić, wypłakać na ramieniu. Taka miłość jest czysta i niczym nieskażona jak łza.

Dużo łatwiejszą byłaby odpowiedź na Twoje pytanie, gdybyś napisała ile masz lat. Może się na to zdecydujesz ;-) Bo jest tak, że chłopacy w pewnym wieku muszą się poprostu wyszaleć i nie szukaja dziewczyny na stałę.

Może nawet się wypowiem na swój temat.
Heh ja jak narazie jestem singlem z wyboru i dobrze mi z tym :) Myślę, że należy tu oddzielić od siebie dwa pojęcia singiel i samotny. Osoba, która jest singlem nie musi być samotna, a więc jedno z drugim raczej się nie łączy.
Miałam w swoim życiu dużo chłopaków i poprostu stwierdziłam, że to nie to. Zawsze z ich strony były jakieś pretensje, a to, że nie mam dla nich wystarczająco dużo czasu, to znó, że rozmawiam z kimś kto im się nie podobał, były też żale, że niby ich zdradzałam (?). Dałam sobie spokój i wiem, że nie są mi do szczęścia potrzebni, bo gdybym się zdecydowała pewnie została bym bigamistką :P

Pozdrawiam


Wt cze 27, 2006 23:21
Zobacz profil WWW
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49
Posty: 10065
Lokalizacja: Trójmiasto
Post 
Przecież istnieje coś takiego, jak powołanie do samotności :)

http://www.mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_43.htm

_________________
Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)

Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www


Śr cze 28, 2006 8:59
Zobacz profil WWW

Dołączył(a): So cze 17, 2006 14:25
Posty: 8
Post Jak poradzić sobie z samotnością
Meg, mam 31 lat. Wiem, że przyjażn jest czymś pięknym i ważnym. Tylko, że przyjaciół kocha się inną miłością niż męża czy żonę. Ja najnormalniej w świecie chcę mieć rodzinę. Jeżeli Tobie pasuje życie bez faceta to ok -Twój wolny wybór. Ze mną jest trochę inaczej. Ja w swoim życiu nigdy nie kochałam żadnego faceta ( mam na myśli prawdziwą miłość, a nie jakieś tam zakochanie).

ToMu, wiem, że istnieje powołanie do samotności. Problem polega na tym, ze ja nie chce tak żyć. Dla mnie taka samotność = cierpienie. Przecież nie chodzi o to żeby przez całe życie być rozgoryczonym i jęczeć.

Dlatego zależy mi na tym żeby napisał ktoś, kto na początku też nie dawał rady a teraz potrafi z tym żyć i nie ma o nic pretensji do Boga.


Śr cze 28, 2006 9:55
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19
Posty: 12587
Lokalizacja: Chorzów, Śląskie
Post 
Goja...

Z taką samotnością można żyć. Można żyć dobrze i pięknie, choć to czasem boli i czasem jest trudne. Ból jest jednym z elementów obrazu, nie najważniejszym :-) Moja znajoma kiedyś powiedziała: "potrzebuję czegoś pozytywnego - potrzebuję sensu takiej samotności"...

Ale - tak szczerze powiedziawszy - ja na Twoim miejscu bym nie pytała o powołanie do samotności, tylko szukała spełnienia swoich marzeń. Masz czas i szanse. Tylko bez nastawienia "jaki taki, byle był", bo to czasem wpadanie z deszczu pod rynnę. I może warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego "jakieś tam zakochania" dotąd się nie zamieniły w miłość? W czym leżał problem?

Co to jest miłość?

_________________
Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony


Śr cze 28, 2006 10:12
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lut 17, 2005 22:28
Posty: 1652
Post 
Wiesz jest tak, że jeśli czegoś szukasz na siłę i wyczekujesz tego to poprostu tracisz czas. Prawdziwa miłość przychodzi wtedy kiedy jej nie szukasz. W najmniej odpowiednim momencie. Napewno kiedyś spotkasz tego jedynego i stworzycie razem rodzinę. Jesteś jeszcze młoda i masz trochę czasu więc radzę się nie martwić i zająć sie realizacją własnych marzeń, a miłość sama przyjdzie, nawet nieproszona.


Śr cze 28, 2006 10:34
Zobacz profil WWW
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt cze 27, 2006 13:20
Posty: 4
Post 
Jedna z rzeczy, ktora mnie czasami drazni u katolikow to fakt,z co by sie nie stalo zawsze mowia"tak chcial Bog". Oczywiscie nie neguje tego ale uwazam, ze nie mozna tak ciagle mowic bo to jak pojscie na latwizne.
Mozna siedziec w domu z zalozonymi rekami i czekac az przyjdzie ta wielka milosc bo przeciez "przychodzi w najmniej spodziewanym momencie". To takie oklamywanie samego siebie. Trzeba wyjsc do ludzi, otworzyc sie na nowe znajomosci. Trzeba uwierzyc, ze umiemy kochac i warci jestesmy tego, zeby ktos kochal nas.

_________________
"Lepiej grzeszyć i żałować niż żałować, że się nie grzeszyło" Giovanni Boccaccio


Śr cze 28, 2006 12:32
Zobacz profil

Dołączył(a): So cze 17, 2006 14:25
Posty: 8
Post 
Jotka, boli i jest ciężko. Ja się nie chcę nad sobą użalać, ale tak to wygląda, a im jestem starsza tym jest trudniej. Jeśli chodzi o nastawienie "jaki taki byle był" to uważam, że to głupota i tyle. Znam pewne małżeństwo gdzie nie widzę (nie tylko ja) miłości i szacunku ze strony tego mężczyzny i gdybym miała mieć takiego męża to już wolę być sama.

Haniu będąc w kościele często słyszy się o powołaniu, chociaz o tym do samotności bardzo rzadko. Dlatego myśląc o swoim życiu zastanawiam się czy to Boża wola czy nie.

I jeszcze jedno - szlag mnie trafia jak słyszę "stara panna". Ostatnio słyszałam czyjąś rozmowę, zastanawiali się nad różnicą między singlem a "starą panną". Usłyszałam, że singiel to nie to samo co "stara panna", bo to ktoś kto jest sam z własnego wyboru. Rozumiem, że "stara panna" to kobieta, której nikt nie chciał :-X .
To co i tak nie jest łatwe niektórzy ludzie potrafią utrudnić jeszcze bardziej....


Śr cze 28, 2006 14:11
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lut 17, 2005 22:28
Posty: 1652
Post 
Hania612 napisał(a):
Jedna z rzeczy, ktora mnie czasami drazni u katolikow to fakt,z co by sie nie stalo zawsze mowia"tak chcial Bog". Oczywiscie nie neguje tego ale uwazam, ze nie mozna tak ciagle mowic bo to jak pojscie na latwizne.
Mozna siedziec w domu z zalozonymi rekami i czekac az przyjdzie ta wielka milosc bo przeciez "przychodzi w najmniej spodziewanym momencie". To takie oklamywanie samego siebie. Trzeba wyjsc do ludzi, otworzyc sie na nowe znajomosci. Trzeba uwierzyc, ze umiemy kochac i warci jestesmy tego, zeby ktos kochal nas.

Niestety musisz się z tym pogodzic, bo na forum wiara.pl - czyli forum religijnym - często padają takie sformuowania. Mnie też wiele rzeczy drażni. To nie jest okłamywanie siebie, tylko moim zdaniem najlepsza droga. Jesli cchesz możemy nawet przyjąc, że takie jest przeznaczenie danej osoby (skoro Bóg Cię drażni ;-) ) Twoim zdaniem należy "latać" przez całe życie szukajac dla siebie dobrego męża? Fakt "szukajcie, a znajdziecie", tylko, że nie zawsze szukamy w odpowiednich miejscach. Najlepiej jest żyć własnym życiem, awielką miłośc spotkasz pewnie całkiem przypadkowo, jadąc być może do rodziny itp.


Śr cze 28, 2006 23:02
Zobacz profil WWW
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19
Posty: 12587
Lokalizacja: Chorzów, Śląskie
Post 
Goja - trudniej jest wytrzymać idiotyczne komentarze i jeszcze bardziej idiotyczne życzenia świąteczne (lub ich brak - bo uznali że już przepadło :P:D )*. Mniej jest też pewnie takich kontaktów mimowolnych, jakie dają np studia. Więcej spotyka się ludzi "zajętych", a znajomym dzieci już idą do szkoły :)

No i tyle :) Ale rada jest jedyna - wyjść do ludzi. I robić to co możesz i chcesz - dla siebie, dla innych. A czy kogoś spotkasz, czy nie to się po prostu okaże. Jeśli nie wchodzi w grę zakon ani instytut świecki - co wymaga decyzji "na tak" - to życie świeckie nie wymaga określania się od razu. Po co?

Bóg Cię powołał. Z pewnością. Tylko na razie nie wiesz do czego - to się okaże. Na pewno do czegoś, co będzie Twoją radością i Twoim szcześciem. Więc żyj jak najlepiej i rób to co chcesz i lubisz robić i co jest dobre i nie zamykaj sobie żadnej z dróg - a powołanie Cię odnajdzie :-)

*PS. Swoją drogą życzący ma większy problem - życzyć czy nie? Jak widać - i tak źle i tak niedobrze :P:D

_________________
Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony


Cz cze 29, 2006 7:58
Zobacz profil

Dołączył(a): Cz cze 09, 2005 16:37
Posty: 10047
Post 
Meg napisał(a):
Niestety musisz się z tym pogodzic, bo na forum wiara.pl - czyli forum religijnym - często padają takie sformuowania.


Może i często padają, ale to nie znaczy, że trzeba się z nimi pogodzić. Tym bardziej, że nie wydaje mi się, aby wynikały z wiary katolickiej, a wręcz przeciwnie, uważam, że są nadinterpretacją.

Meg napisał(a):
Mnie też wiele rzeczy drażni. To nie jest okłamywanie siebie, tylko moim zdaniem najlepsza droga. Jesli cchesz możemy nawet przyjąc, że takie jest przeznaczenie danej osoby (skoro Bóg Cię drażni ;-) ) Twoim zdaniem należy "latać" przez całe życie szukajac dla siebie dobrego męża? Fakt "szukajcie, a znajdziecie", tylko, że nie zawsze szukamy w odpowiednich miejscach. Najlepiej jest żyć własnym życiem, awielką miłośc spotkasz pewnie całkiem przypadkowo, jadąc być może do rodziny itp.


Twoje życie i Twoje prawo do takiej strategii, którą uważasz za najlepszą. Ja akurat nie lubię przypadku i czekania na przeznaczenie i skłaniam się do teorii, że szczęściu należy pomóc. Oczywiście w granicach rozsądku, a nie za wszelką cenę.

Aby nie robić offtopa, napisałbym jeszcze coś w głównym nurcie wątku, ale jo_tka już to napisała :)


Cz cze 29, 2006 10:07
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 12, 2004 15:17
Posty: 1986
Post 
Ja wybrałam samotność w sposób wolny, dobrowolny i świadomy i nie chcę by mnie ktokolwiek zmuszał do małżeństwa ponieważ mam wolną wolę. I czuję się z tym dobrze. Wpłyneło na to doświadczenia bycia ranioną w domu rodzinnym, uczucia złego traktowania przez rodziców. Także to że na katolickim forum dyskusyjnym zamiast uzyskać pomoc jak budować chrześcijańską rodzinę opartą na Bogu spotykam się z tematami w stylu o wibratorze czy wypowiedzi sugerujące że pierwszą rzeczą po złożeniu przysięgi małżeńskiej którą należy mozliwie jak najszybciej zrealizować jest seks. Widząc taką wizją całkowicie zrezygnowałam w przyszłości z wejścia w związek małżeński. Dobrze czuje się sama, i pomaga mi to odkryć Boga choćby na rekolekcjach z całkowitym milczeniem

A odpowiadając na pytanie założycielki tematu. Aby jakoś znieść samotność trzeba wyjść ze swych czterech ścian do ludzi. Najlepiej do wspólnoty religijnej. W zależności ile masz lat są różne oazy, duszpasterstwa akademickie, odnowa w duchu świętym i wiele innych. Dają nie tylko możliwość pogłębienia formacji chrześcijańskiej ale także możliwość spotkania z ludźmi, rozmowy, spędzenia czasu w towarzystwie, wspólnych wyjazdów. Zetknęłam się z grupą 33 skupiającą osoby żyjące w stanie wolnym, stykając się z tą grupą zauważam w nich radość choć są osobami samotnymi. W wakacje organizują wyjazd rekolekcyjny, gdybyś była zainteresowana (można też w internecie poszukać innych rekolekcji, też dają możliwość spotkania z ludźmi). Dobrym sposobem by nie odczuwać samotności jest również poświęcenie się pomaganiu ludziom np z zespole charytatywnym, caritasie. Wtedy wychodząc z siebie, zapominając o swoim bólu, o swej samotności przeżywa się radość że jest się komuś potrzebnym i pomaga się innemu człowiekowi. Właśnie żyjąc w pojedynkę, bez męża i dzieci można znaleść więcej czasu na to by pomagać ludziom i życie wtedy również może być wypełnione miłością.

_________________
[i]Wierzyć-to znaczy zawierzyć Bogu, powierzyć Mu nasz los. Wierzyć-to znaczy nawiązać głęboko osobistą więź z naszym Stwórcą i Odkupicielem w mocy Ducha Świętego, i uczynić tę więź fundamentem całego życia (Benedykt XVI)[/i]


Cz cze 29, 2006 21:19
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lis 15, 2005 17:06
Posty: 968
Post 
akacja napisał(a):
Widząc taką wizją całkowicie zrezygnowałam w przyszłości z wejścia w związek małżeński.

Wydaje mi się, że nie można znaleźć powołania na zasadzie: to jest fe, to też fe, to pozostaje mi to... Chyba sęk w tym, żeby dostrzec wartość i piękno zarówno małżeństwa, jak i samotności.

Przykład:
Cytuj:
Także to że na katolickim forum dyskusyjnym zamiast uzyskać pomoc jak budować chrześcijańską rodzinę opartą na Bogu spotykam (...) wypowiedzi sugerujące że pierwszą rzeczą po złożeniu przysięgi małżeńskiej którą należy mozliwie jak najszybciej zrealizować jest seks.

Zapewne przywołujesz teoretyczne rozważania PTRka. Służyły one jednak chyba zgłębieniu tajemnicy sakramentu małżeństwa - kiedy dokładnie jest zawarte. Co do ważności seksu - dla małżeństwa jest on tak istotny, że bez niego związek jest nieważny. To nie jest ciekawostka czy jakieś ortodoksyjne widzimisię, ale znak, że nasze ciało i seksualność są przez Boga kochane i "wykorzystane", by do Niego prowadzić. I wracając do tematu...

Tak samo chyba Bóg potrafi "wykorzystywać" naszą samotność i ciszę. Sam doświadczyłem w pewnym momencie mojego życia wielkiego osamotnienia i w ciszy właśnie Bóg mnie nawrócił ku swojej Miłości. Taką znalazł do mnie drogę :) . W pustce, po której nie spodziewałem się już niczego, zobaczyłem, że On Jest.

Wiedziałem, czym jest samotność. Wiedziałem, czym może być małżeństwo. Pytałem o Jego wolę i tak jakoś po drodze ( :D ) poznałem wspaniałą dziewczynę, którą niedługo przyjmę za żonę. :) Potwierdza się zdanie pewnego księdza, który powiedział, że wola Boża jest zgodna z naszymi najgłębszymi pragnieniami.

Jak to ładnie nazwała jotka, "powołanie Cię znajdzie". :)

_________________
Nie smuć się zaraz z nieszczęść na świecie, bo nie znasz dobra zamierzonego w wyrokach Bożych, które one niosą z sobą dla wiecznej radości wybranych. (św. Jan od Krzyża)


Cz cze 29, 2006 22:16
Zobacz profil

Dołączył(a): So cze 17, 2006 14:25
Posty: 8
Post 
Podsumowując - żyć jak najlepiej i czekać. Oki. Tylko, że można się nie doczekać.

Meg i Akacja napisały, że życie w stanie wolnym to ich świadomy wybór.
Dziewczyny, nie wiem ile macie lat, ale wydaje mi się, że mniej niż ja.
Mając dwadzieścia parę lat też myślałam, że życie w pojedynkę nie jest takie trudne.
Szczerze mówiąc jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś kto jest przez całe życie sam może być szczęśliwy, a tak mówią o sobie ludzie z grupy 33.
Ktoś z tej grupy napisał:
Moim cichym marzeniem jest, aby zabrzmiał dla mnie marsz weselny. Jeśli taka będzie wola Boża i się spełni, to wspaniale, a jeśli Bóg ma w stosunku do mnie inne plany, to też przyjmę je z pokorą i radością.

Ja z tą radością i pokorą, przynajmniej na razie, miałabym problem.
Wiem, że wola Boga jest najważniejsza. Jednak ciężko mi wyobrazić sobie sytuację, że mówię Bogu: dobrze, jeśli tego ode mnie chcesz pójdę przez życie sama.

Pomaganie innym, np. samotnym, starszym - jak najbardziej. Tylko, że trudno wyjść do innych jeśli wewnątrz jest żal, rozgoryczenie i czasami po prostu z nikim nie chce się gadać. A ci ludzie potrzebują ciepła, uśmiechu.

No ale żeby nie było, że tylko narzekam. Jest też plus mojej dotychczasowej samotności - zaczęłam się głębiej zastanawiać nad sakramentem małżeństwa. Podchodzę do tego teraz zdecydowanie poważniej niż kiedyś.

Pozdrawiam :)


Pn lip 03, 2006 21:40
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lut 17, 2005 22:28
Posty: 1652
Post 
goja napisał(a):
Meg i Akacja napisały, że życie w stanie wolnym to ich świadomy wybór.
Dziewczyny, nie wiem ile macie lat, ale wydaje mi się, że mniej niż ja.
Mając dwadzieścia parę lat też myślałam, że życie w pojedynkę nie jest takie trudne.

Tak świadomy wybór, ale nie mogę wykluczyć, że kiedyś pokocham kogoś aż tak na zabój, że nie zmienie tej decyzji. Życie jest nieprzewidywalne :) Zresztą też teraz chociaż zyje w stanie wolnym, to nie oznacza, że się z nikim nie spotykam, poprostu się nie wiąże.
Ale może kiedyś, może... :) ;-)


Pn lip 03, 2006 23:08
Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 194 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 13  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL