Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pt lis 22, 2019 1:10



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
 Ecclesia de Eucharistia 
Autor Wiadomość
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post Ecclesia de Eucharistia
chciałabym zaprosić do rozmowy wszystkich tych, którzy czytali lub chcą ją przeczytać - uważam, że kuleje w Kościele Katolickim przybliżanie wiernym nauczania Kościoła - dlatego wierni musza sie za to wziąć sami ;) a ponieważ podejrzewam, że "ukrywa" się tu paru księży, ufam, że będą czuwać nad prawomyślnością naszych rozważań :)

no to do czytania i pisania :):)
podaję link do tej encykliki:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP ... 42003.html


Cz cze 26, 2003 9:26
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
hmm, wcale mnie nie dziwi brak postów :) bo kiedy zaczęłam czytac encyklikę, doszłam do wniosku, że musialabym ją całą przepisać... :)

a wczoraj kazanie na Mszy św. kończącej Oktawę Bożego Ciala Proboszcz oparł właśnie na tej encyklice :) tylko czemu przedstawił samo wprowadzenie? ;) pamietalam, o czym ono jest, bo własnie byłam świezo po czytaniu ;)

pierwsze wrażenie po przeczytaniu "tylko" Wprowadzenia - zaskoczenie mnogością treści, jaką niesie w sobie Eucharystia :) już wczoraj inaczej patrzyłam na to, co "rozgrywa" sie przy ołtarzu - mimo ze wcześniej sie wiedziało ze to Ofiara Pańska, ale słowa, że to jest Godzina mojego Odkupienia mocno do mnie przemówiły... że tu i teraz Jezus męczy się przed śmiercią, a za chwilę będzie na krzyżu konał - za mnie, a ja przy tym jestem.... "tajemnicza <równoczesność> między tamtym Triduum i wszystkimi mijającymi wiekami"

i tu w nawiązaniu do dyskusji o powołaniu kapłańskim - chylę czoła przed kapłanami :) co nie oznacza, ze nie będę od nich wymagać :)
bo to dzięki nim ta własnie niepojęta "równoczesność", to istnienie poprzez wszystkie wieki jednej "chwili" dzieje sie i teraz :) Bogu niech będą dzięki! :)

myślę, że wielką troską papieża wyrażoną m.in. poprzez tę encyklikę i porzez Deklarację Dominus Iesus jest ekumenizm - są to jakby wskazówki na drodze ku jedności... wskazówki i wymagania, stawiane nam, ale tez i innym wyznaniom... jak traktować Eucharystię i co ona uobecnia - byśmy o tym zawsze pamiętali i nie zgadzali sie na umniejszanie jej roli li tylko do spotkań wiernych... ukazanie innym, jak wiele dzięki niej otrzymalismy jako kosciól i otrzymujemy...

echh, i tu mi przychodzą od razu do głowy te różnice doktrynalne, które różnią kościoły chrześcijan... - ale na szczęście to nie ten temat :)


Pt cze 27, 2003 11:17
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn cze 01, 2009 10:00
Posty: 5103
Post 
elka
mówiąc szczerze – mnie też brak postów nie dziwi

Zastanawiam się ilu ludzi – i księży również - tak naprawdę czyta encykliki czy też inne dokumenty pisane przez papieża? :( Przyznam się szczerze, że ja niewiele przeczytałem – a że niektóre tak, to wynikało z tego, że musiałem je zaliczyć na studiach :( Dlatego dziękuję za temat, który założyłaś – mnie przynajmniej zmobilizował on do rozpoczęcia lektury :) Tak jak i Ty jestem dopiero po Wstępie więc niezbyt wiele mogę powiedzieć – ale jak to mówią „forum nie zając…..” ;) Dzisiaj więc tylko kilka myśli „na gorąco” po tym co przeczytałem :)

1. „Ustanowienie Eucharystii uprzedzało bowiem w sposób sakramentalny wydarzenia, które wkrótce miały nastąpić…”
No właśnie – wiemy, że każda Eucharystia jest uobecnieniem męki i śmierci Pana Jezusa, ale przecież pierwsza Msza Św. miała miejsce PRZED ową męką i śmiercią – w teologii jest to nazywane Wielką Antycypacją – to tak dla informacji – ze szczątków wiedzy z Seminarium :)
2. „Pragnie, ażeby uczniowie Mu towarzyszyli, a tymczasem doświadcza samotności i opuszczenia: << Tak, nie mogliście jednej godziny czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się , abyście nie ulegli pokusie>> (Mt 26, 40-41)”
Jakie jest nasze – kapłanów i wiernych – przeżywanie Mszy Św.? Czy i do nas Pan Jezus nie kieruje przypadkiem tych słów – „Tak, nie mogliście jednej godziny….” A później się dziwimy, że ulegamy pokusom……
3. „Czasami spotyka się bardzo ograniczone rozumienie tajemnicy Eucharystii. Ogołocona z jej wymiaru ofiarniczego, jest przeżywana w sposób nie wykraczający poza sens i znaczenie zwykłego braterskiego spotkania”
I tutaj rodzi się problem – jak znaleźć ów środek, żeby ludzie poczuli się na Eucharystii wspólnotą, a jednocześnie nie zatracić sakrum?

Pozdrawiam :)

i……..

do jak najszybszego przeczytania encykliki ;) :)


So cze 28, 2003 22:30
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn cze 01, 2009 10:00
Posty: 5103
Post 
Witam :)

I znowu garść refleksji „na gorąco” – tym razem po I rozdziale :)

„ [Eucharystia] Nie jest tylko przywołaniem tego wydarzenia [męki i śmierci Chrystusa], lecz jego sakramentalnym uobecnieniem”

„to kim Chrystus jest, to, co uczynił i co wycierpiał dla wszystkich ludzi, uczestniczy w wieczności Bożej, przekracza wszystkie czasy”

„Kościół żyje nieustannie odkupieńczą ofiarą i zbliża się do niej nie tylko przez pełne wiary wspomnienie, ale też poprzez aktualne uczestnictwo…”


Tak łatwo niestety o tym zapominamy, zapominamy w czym bierzemy udział, czego jesteśmy świadkami :( Pozwólcie, że przytoczę tutaj kazanie, które powiedziałem kiedyś. Żeby przypomnieć po raz kolejny i sobie i Wam

Na szczycie wzgórza stoją pionowe pale wkopane tam na stałe dla dokonywania wyroków. Poprzeczną belkę skazaniec przynosi na własnych barkach. Żołnierze obalają go na wznak w ten sposób, że ma ją pod rozłożonymi ramionami. Zgodnie z zasadami krzyżowania wbijają gwoździe długości co najmniej 20 cm i średnicy 2 cm. w kościec nadgarstka. Znajduje się tam osiem małych kostek oraz gęsta tkanka łączna, a więc wbity gwóźdź może utrzymać znaczny ciężar. Wbijanie gwoździa w tkanki powoduje poważne uszkodzenie nerwu pośrodkowego, który jest nerwem czuciowym i nerwem ruchu; sprawia więc to ból nie do zniesienia. Po przybiciu rąk oprawcy podnoszą Jezusa za pomocą liny w górę, aby połączyć belkę poprzeczną z pionową. Potem przygważdżają stopy ignorując strugi krwi i konwulsyjne drgawki torturowanego człowieka. Ukrzyżowany zwisa na ramionach, ból paraliżuje Jego mięśnie, a płuca nie są w stanie usunąć powietrza. Aby się nie udusić zwalnia napięcie ramion, wspiera się na przebitych stopach, unosi się na nich o jakieś 25 do 30 cm. i wtedy może odetchnąć. Ale znowu ból mięśni i kości wspartych na gwoździu jest tak straszliwy, że trzeba zwolnić mięśnie nóg i ponownie zawisnąć na rękach - i znowu przeżywać męczarnie duszenia. Ta zmiana następuje co kilka minut - przez trzy godziny. Aż wreszcie nadchodzi koniec. Twarz Jezusa nabiera barwy czerwonej, niemal fioletowej. Pot wytryska wszystkimi porami i spływa strumieniami mieszając się z krwią. Całe ciało okrywa się śmiertelną bladością. Rysy twarzy kurczą się i zaostrzają. Wzrok nieruchomieje, a ciałem wstrząsa dreszcz. Głowa pochyla się na piersi. Ostatnie westchnienie:
"Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha mego" i kielich cierpienia wychylony został do ostatniej kropli………………

Jeszcze tylko modlitwa eucharystyczna, komunia, nudne ogłoszenia, błogosławieństwo i koniec Mszy św. podczas której to wszystko się dzieje. Potem wreszcie możesz pójść do domu, by z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zjeść dobry obiad i mile spędzić niedzielne popołudnie.




Kolejna refleksja.
Papież podkreśla wielkość daru i łaski – możemy przyjmować Ciało Chrystusa. To nam się w głowie nie potrafi pomieścić – my zwykli ludzie możemy przyjmować samego Boga !!! Kiedyś przyszła mi do głowy smutna myśl, którą później wypowiedziałem na katechezach.
Gdyby księża na Mszach św. rozdawali pieniądze – kościoły byłyby pełne każdego dnia. Ponieważ rozdają „tylko” Pana Boga, na Mszach w tygodniu jest tylko garstka ludzi :(



„Eucharystia (...) jest przede wszystkim darem dla Jego Ojca. Oczywiście jest także darem dla nas, co więcej, dla całej ludzkości, ale przede wszystkim jest darem dla Ojca…”

Niby to takie oczywiste, ale często ta prawda gdzieś umyka ze świadomości – przynajmniej mnie.


Pozdrawiam :)


N cze 29, 2003 9:18
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19
Posty: 12719
Post 
Saxon!!!!!!!
Ups... :( Ten opis męki...

_________________
Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony


Pn cze 30, 2003 8:44
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
co do Twojego pytania, saxon, jak znaleźć ow środek, by ludzie poczuli sie wspólnota i by nie zatracono przy tym sacrum - czy uważasz, że gdy ludzie będą sie do siebie zbliżali (bo chyba to oznacza słowo wspólnota) to sacrum będzie zatracane?

cierpienie - powszednieje nam, gdy nas nie dotyczy bezposrednio, gdy my nie cierpimy - gdybyśmy mieli je ciągle przed oczami, gdybyśmy cierpienie Jezusa dostrzegali w innych - wtedy nie pozwolilibysmy sobie na "odpoczynek", wtedy służylibyśmy ciągle na okrągło, z radością... straszne - nie umiem sobie takiej wiecznej służby wyobrazic - chcę miec czas dla siebie i swoich pragnien, realizowania siebie... "już nie ja żyje, ale żyje we mnie Chrystus" i "gorliwość o dom Twój [braci moich] pożera mnie" - niestety, za dużo we mnie lenistwa i umiłowania samej siebie :(

a wracając do "Ecclesii.."
tajemnica wiary - czytając rozdział I zastanawiałam sie ciągle - jakie ma to odniesienie dla osób nie mogących przystępować do Komunii św. - nie mogących spożywac Ciała i Krwi.... chodzi mi np o osoby żyjące w związkach niesakramentalnych
"Zbawcza skuteczność ofiary urzeczywistnia się w pełni, kiedy w Komunii przyjmujemy Ciało i Krew Pana."
"...św Ignacy Antiocheński okreslał Chleb eucharystyczny jako <lekarstwo nieśmiertelności, antidotum na śmierć>."
oni tego nie doświadczają, sami zamknęli sobie drogę do przyjmowania Jezusa.... o ileż ciężej im przeciwstawiać sie pokusom, zasadzkom szatana, skoro nie mogą pić u źródła i pokrzepiać sie niebieską manna :(

i druga myśl - uporczywe pytanie - dlaczego??????? - dlaczego Ofiara Jezusa wtedy na Golgocie i w każdej Mszy św jest ta sama????? czy odpowiedzia na to sa słowa Jezusa: "kto Mnie spozywa, będzie żył przeze Mnie" - gdyby ta ofiara nie była tą Ofiarą, którą zlożył Jezus, wtedy Jego słowa nie znaczyłyby tego, co oznaczają w dosłownym sensie?

no i uderzające: "Nie chodzi tu o pokarm w sensei metaforycznym: <Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem> (J 6,55)" - "Jezeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie>(J 6,53)" - Jezus dosłowanie nakazywał spożywac swoje mięso, co wywołało zgorszenie Żydów...


Pn cze 30, 2003 9:19
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19
Posty: 12719
Post 
Elka... zgromadzenie oparte tylko na ludziach i ich sympatiach wspólnotą nie jest - nie będzie... nie da rady chyba... I można przychodzić na Eucharystię tylko jak na spotkanie z ludźmi i kompletnie zatracic jej sens... Na zasadzie, ze trzeba odwalić Mszę, zeby potem pogadać z ludźmi...

_________________
Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony


Pn cze 30, 2003 10:13
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
jotka - wiem to i tego nie kwestionowalam, ale wydaje mi sie, ze saxon mial coś innego na mysli: "jak znaleźć ów środek, żeby ludzie poczuli się na Eucharystii wspólnotą, a jednocześnie nie zatracić sakrum?" ponieważ to pytanie pojawiło sie po rozważaniach o ofiarniczym znaczeniu Eucharystii sugeruje, że gdy ludzie będą czuli sie wspólnotą, nie uświadomią sobie Ofiary Jezusa (sakrum) - dlatego zapyałam, czy saxon tak to rozumie

:)


Pn cze 30, 2003 10:52
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
no cóz - skoro saxon nie zamierza odpowiedzieć na moje pyanie, pójdźmy dalej :)

rozdział II - Eucharystia buduje Kościół...
wg mnie ten rozdział powinien nayzwac sie JEDNOŚĆ - bo o niej jest w nim mowa.
Jedność wiernych - co to znaczy? jedność w wyznawaniu wiary? [Credo] a może jednosć w pojmowaniu istoty Bóstwa Jezusa? a moze tez bardziej praktycznie - jedność w patrzeniu na naukę Kościołą, na to, co on głosi i czego wymaga od nas ... wymaga, gdyż to apostołowie [a Papież jest ich następcą] "weszli z Jezusem po raz pierwszy w Komunię sakramentalną"
jedność - "w Komunii eucharystycznej realizuje sie w podniosły sposób wspólne, wewnętrzne <zamieszkiwanie> Chrystusa i ucznia: <Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]>(por. J 15,4) - dostrzec już mozna, że encyklikę tę Papież zbudował niejako na Ewangelii wg Jana - kolejna wskazówka dla nas? :)
Pięknie jedność chrześcijan ukazuje punkt 23 rozdziału - i tu mozna sie zatrzymać, jesli idzie o jedność wśród chrześcijan - wszystkich!!- tylko w Ciele Jezusa ta jedność jest możliwa - ale jak to uczynić? skoro my wierzymy, ze następuje prawdziwe Przeistoczenie, a np protestanci - nie...
ale tez przedziwnie - w Eucharystii tylko możliwa jest jedność, a jednocześnie - z Eucharystii czerpac powinniśmy duchowa moc do ewangelizacji... [czy chodzi tu o nawracanie?]
no i to, co mnie sie podoba :) - niejako nakaz Ojca św. - adoracja Najświętszego Sakramentu :)

chcialabym sie właśnie nad tą adoracją teraz zatrzymać - "...nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej [Eucharystii] adoracja poza Mszą św. pozwala zaczerpnąć z samego źródla łaski." - jak myslicie - dlaczego? :)


Śr lip 02, 2003 14:30
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn cze 01, 2009 10:00
Posty: 5103
Post 
elka
eeeeeeeeeeeeeee…………., zaraz tam nie zamierza………… :(

niecierpliwa kobieto ;) :D :D :D

Najpierw jeszcze raz może przytoczę cytowany przeze mnie fragment encykliki:

„Czasami spotyka się bardzo ograniczone rozumienie tajemnicy Eucharystii. Ogołocona z jej wymiaru ofiarniczego, jest przeżywana w sposób nie wykraczający poza sens i znaczenie zwykłego braterskiego spotkania”

Otóż zdarzają się przypadki, (i to chyba ma na myśli papież pisząc te słowa) że czasem zbyt duży nacisk kładzie się na ową „wspólnotowość” i „braterskość”. Oczywiście nie przeczę, że są to elementy bardzo ważne, jednakże źle się dzieje jeśli zaczynają one przesłaniać to co najistotniejsze, a więc ów wymiar ofiarniczy. Dlatego właśnie pytałem o ten złoty środek. Albowiem z moich obserwacji wnioskuję, że w naszym przypadku tego poczucia wspólnoty i braterstwa jest o wiele za mało. Nie sugerowałem natomiast, że im bardziej ludzie czują się wspólnotą maleje jednocześnie sakrum i świadomość Ofiary. Raczej o to jak sprawić, aby ludzie tą wspólnotą bardziej się poczuli na Mszy św. i jednocześnie nie doprowadzić do tego aby traktowali ją głównie jako „spotkanie towarzyskie” czy „braterskie”


Masz rację, że brak możliwości przyjmowania Komunii Św. przez ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych jest dla wielu z nich przeżyciem bardzo bolesnym – kiedyś prowadziłem taką grupę i miałem okazję wielokrotnie o tym rozmawiać. Trzeba jednak pamiętać o tym, że obecny stan takich osób jest wynikiem niekiedy tragicznych kolei losu, niejednokrotnie nie zawinionych przez nich samych. Cóz wówczas można poradzić? Na pewno nie odrzucać, nie potępiać ale starać się ukazać im że są nadal w Kościele, że chociaż nie mogą przystępować do Stołu Pańskiego – to jednal nadal dostępny dla nich jest Stół Słowa Bożego, zachęcać aby starali się dążyć do tzw. komunii duchowej:
„Kto wierzy i kocha, ten jest zjednoczony z Chrystusem (por. Ef 3,17; J 14,23), znajduje się w duchowej jedności, czyli „komunii”, z Nim. Komunia bowiem znaczy - jedność. Wszystko, co pogłębia wiarę i miłość, umacnia równocześnie jedność z Chrystusem, np. modlitwa. Ta duchowa jedność z Chrystusem i Jego Mistycznym Ciałem, Kościołem, oparta na wierze i miłości, pogłębia się przez przystępowanie do Komunii św. Jeśli ktoś nie może przystąpić do Stołu Pańskiego, a gorąco pragnie przyjąć Ciało Chrystusa, jego pragnienie jako wyraz wiary i miłości do Jezusa przyczynia się do pogłębienia duchowej jedności z Nim oraz z Jego Kościołem. Nie należy jednak rezygnować z przyjmowania Chrystusa w Eucharystii, kiedy nie ma do tego przeszkód.”

Odnośnie Ofiary i tego, że jest ta sama.
Dla Pana Boga nie ma czasu. Dlatego też dla nas jest to niepojęte – że owa Ofiara dokonuje się tu i teraz, podczas Mszy Św., w której uczestniczymy. Nie mam za teraz zbyt dużo czasu, by to ująć inaczej – więc tylko kilka tekstów wartych jak sądzę przemyślenia:
Św. Paweł uczy: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11,26). Msza św. jest czymś więcej niż tylko wspomnieniem ofiary krzyżowej Jezusa: jest jej uobecnieniem. Pod postaciami chleba i wina w rzeczywisty sposób obecne jest Ciało Chrystusa, które zostało za nas wydane i Krew Jego — wylana za nas na krzyżu (por. Łk 22,20). W czasie każdej Mszy św. wspominamy także zmartwychwstanie Jezusa i Jego wstąpienie do nieba. W trzeciej modlitwie eucharystycznej znajdują się słowa: „Wspominając, Boże, zbawczą mękę Twojego Syna, jak również cudowne Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, oraz czekając na powtórne Jego przyjście, składamy Ci wśród dziękczynnych modłów tę żywą i świętą ofiarę”.
Zasadnicze podobieństwo między ofiarą krzyżową a Mszą św. polega na tym, że i na krzyżu, i w czasie każdej Mszy św. sam Chrystus jest zarówno kapłanem, jak i żertwą ofiarną. Różnica zaś tkwi w tym, że na krzyżu ofiara została złożona w sposób krwawy, zaś w czasie Mszy św. - w sposób bezkrwawy. Ponadto na krzyżu Chrystus sam złożył ofiarę z siebie, we Mszy św. w składaniu ofiary zaangażowany jest kapłan oraz cały lud Boży - Kościół, zgromadzony na uczcie ofiarnej. Wreszcie ofiara krzyżowa złożona była jeden raz, ofiara eucharystyczna natomiast sprawowana jest wielokrotnie.
W chwili konsekracji chleb zostaje przemieniony w Ciało Chrystusa, które zostało na nas wydane, a wino - w Jego Krew przelaną za nas. Przeistoczenie jest momentem uobecnienia się ofiary krzyżowej Chrystusa. W tę ofiarę mamy się włączyć, składając Ojcu niebieskiemu najcenniejszą żertwę ofiarną, którą stanowi Ciało i Krew Jego Syna. Przez tę ofiarę uwielbiamy Boga i przyczyniamy się do zbawienia całego świata.


Podobnie do niektórych pozostałych Twoich pytań:

Kult eucharystyczny poza Mszą św.
Z Instrukcją Eucharisticum mysterium dostrzegamy łączność kultu eucharystycznego poza Mszą św. z Ofiarą Chrystusa na krzyżu i łączność z Jego błogosławioną obecnością w niebie, kiedy siedzi po prawicy Ojca niebieskiego i nieustannie wstawia się za nami. Z Instrukcją dostrzegamy też łączność tego kultu z Ofiarą Mszy św. Sprawowanie Eucharystii jest bowiem prawdziwie początkiem i celem kultu oddawanego jej poza Mszą św. Chrystus bowiem nie przestaje istnieć w świętych Postaciach chleba i wina. Od początku je przechowywano dla udzielania Wiatyku. Przechowywanie to wytworzyło chwalebny zwyczaj adorowania tego niebieskiego posiłku (EM49).
Ludzie wierzący powinni kształtować u siebie świadomość, że obec­ność Chrystusa w Najśw. Sakramencie wywodzi się z Ofiary eucharystycz­nej i zmierza najpierw do Komunii św. Sam jednak kult i uwielbienie Chry­stusa poza Mszą św. powinny również prowadzić do Mszy św. i Komunii św. Taki kult opiera się na zdrowych zasadach i taki kult należy aprobować.

Przedmiot i podmiot adoracji
(Adoracja należy do cnoty pobożności i będąc żywą postacią czci i miłości, jest skierowana ku rzeczywistości Boga samego, objawiającego się w stworzeniu i w odkupieniu przez Chrystusa. Adoracja Najśw. Sakramentu wypływa właśnie z tej postawy czci i miłości, ukierunkowana zaś jest ku rzeczywistości Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa, który nas odkupił i który pozostał w sposób trwały i substancjalny w Eucharystii. Ta pełna czci i miłości postawa jest obowiązkiem całego Kościoła, choć nie wyklucza wcale możliwości i konieczności osobiste­go oddania się każdego chrześcijanina wraz z osobistymi uczuciami i zaspokojeniem własnych potrzeb.)

Istnieje wypowiedź św. Augustyna, która dobrze oddaje problem przedmiotu i podmiotu adoracji: „Chrystus modli się za nas jako Arcykapłan, modli się w nas jako Głowa nasza, a równocześnie jest przedmiotem naszych modlitw i naszego uwielbienia jako Bóg nasz". W tym sensie przedmiotem naszej adoracji jest razem z Chrystusem cała Trójca Przenajświętsza, Ojciec, z którym Chrystus jest złączony odwiecz­nym Bóstwem, a który chce, by oddawano Mu cześć w duchu i prawdzie. Przedmiotem adoracji jest tak samo Duch Święty jako trzecia Osoba, który tę adorację nam w ogóle umożliwia. On jest bowiem tym, który nam umoż­liwia spotkanie z Chrystusen w każdym sakramencie.
Przedmiotem naszej adoracji jest następnie sam Jezus Chrystus, obec­ny w Najśw. Sakramencie jako Bóg i człowiek, a obecny w sposób rzeczy­wisty i mistyczny. Temu Chrystusowi, który nadal ofiaruje się swemu Ojcu za nas, należy się najwyższy kult uwielbienia. Jest to więc obecność ofiarni-cza. Ale to nie wszystko. Przedmiotem naszej adoracji jest również ten Chrystus, który od czasu wniebowstąpienia siedzi po prawicy Ojca, przez tegoż Ojca uwielbiony. Pod postacią Chleba musimy umieć dostrzec całego Chrystusa: i tego ofiarującego się Ojcu i tego uwielbionego. Jedno i drugie jest rzeczywistością.
Przedmiotem naszej czci w Eucharystii jest również w pewnym sen­sie sam Kościół święty, gdyż jest złączony ze swoją Głową, Jezusem Chry­stusem. Eucharystia jest bowiem w samym środku Kościoła, ona tworzy Kościół, który bez Eucharystii nie może żyć, ona go żywi i łączy w jedno z Chrystusem. Nie chodzi przy tym, byśmy Eucharystię w Kościele i Ko­ściół w Eucharystii czcili tylko modlitwą i uwielbieniem, chodzi o przejaw tego kultu w jedności i troski wszystkich o tę jedność, a równocześnie o mi­łość do Kościoła i o trosce o miłość wszystkich dla wszystkich, dla braci i dla całej wspólnoty, z którą Jezus Chrystus się identyfikuje.
Podmiotem kultu eucharystycznego jest najpierw sam Chrystus, który zawsze modli się w nas i za nas. Podmiotem dalej jest Kościół ze względu na łączność ze swoją Głową. Jezus Chrystus przyszedł po to, by przywrócić chwałę swemu Ojcu, a uczynił to w sposób doskonały (por. KL 2).


Owoce płynące z adoracji Najśw. Sakramentu.

Zmartwychwstały Jezus jest obecny pod postaciami chleba i wina prawdziwie jako Bóg i jako człowiek — ze Swoim ciałem, krwią i duszą. Ze względu na tę stałą i realną obecność czymś bardzo pożytecznym jest adoracja Najświętszego Sakramentu, częste wstępowanie do kościoła na modlitwę. Praktyki te stają się okazją do wewnętrznego wyciszenia, uspokojenia się i modlitwy. Powinno to być pełne miłości spotkanie z naszym Bogiem, Panem, Stwórcą, Zbawicielem i najlepszym Przyjacielem. Adoracja Najświętszego Sakramentu stanowi pomoc w głębszym przeżywaniu Komunii św., przypomina o obecności Zbawiciela w naszej duszy, o Jego bliskości, miłości i pokorze, która skłania Go do ukrycia swojej wielkości i potęgi pod osłoną odrobiny chleba i wina. Wszystko to dla nas, abyśmy bez lęku i przymusu zbliżali się do Niego, rozmawiali z Nim i okazywali Mu naszą miłość.
Co adoracja nam daje? Razem z księgą Komunia i Kult Tajemnicy Eucharystii poza Mszą św. owoce adoracji możemy ująć następująco:
* Pobożność skłaniająca wiernych do adoracji Najśw. Sakramentu pociąga ich do pełnego udziału w tajemnicy paschalnej i do wdzięczności za dar Chrystusa.
* Wierni przebywając w obecności Chrystusa mogą cieszyć się zażyłą z Nim przyjaźnią i przed Nim mogą otwierać swoje serce w pokornej modlitwie za siebie i innych.
* Wierni mogą czerpać wzrost wiary, nadziei i miłości, i w ten sposób podtrzymywać w sobie odpowiednie dyspozycje, dzięki którym mogą obchodzić Pamiątkę Pańską.
* Wierni mogą przez adorację przedłużać zjednoczenie się z Chrystusem, które osiągnęli we Mszy św., zwłaszcza w Komunii św.
*Przez adorację wierni łatwo mogą zostać pobudzeni do zachowania w życiu i obyczajach tego, co przez wiarę i sakramenty otrzymali przy sprawowaniu Eucharystii, W czasie adoracji mogą być pobudzeni do spełniania dobrych uczynków, odpowiadając przez nie Chrystusowi na Jego miłość, tu też mają okazję do uświadomienia sobie zadania przepajania świata duchem chrześcijańskim i dawania światu świadectwa o Chrystusie.
* Adoracja jako systematyczne zmierzanie do Komunii św. sakramentalnej i duchowej sama przez się przygotowuje na spotkanie z Chrystusem „ twarzą w twarz" (por. l Kor 13,12), a tym samym jest zadatkiem nieśmiertelności (Komunia i Kult 56 i 57).


II rozdziału jeszcze nie przeczytałem – więc na razie tyle, reszta później

Pozdrawiam :)

i…….

cierpliwości życzę ;) :D


Śr lip 02, 2003 19:35
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn cze 01, 2009 10:00
Posty: 5103
Post 
No cóż.....

nie podaję linków do tekstów które wklejam - albowiem tak jak już kiedyś odpowiedziałem Pharisee - nie pamiętam ich poprostu - przez czas mojego pobytu na necie zgromadziłem pewną część opracowań na różne tematy - zarówno artykuły skopiowane bezpośrednio jak i wlasne opracowania z wielu różnych źródeł - było to mi potrzebne w różnorodnych prowadzonych przeze mnie dyskusjach - teraz to wykorzystuję nie na zasadzie popisywania się, ale dzielenia - rozumiem jednak, że niektórych może to razić - tak więc od teraz przestaję to robić

Pozdrawiam :)

PS. Powyższy tekst przesyłam jeszcze na kilka tematów - gwoli wyjaśnienia :)


Śr lip 02, 2003 22:40
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
dzieki za te wyjasnienia, bo chcialam prosic, bys przestał wklejać te opracowania - albo po przeczytaniu tekstu napisz cos od siebie, albo nie pisz wcale.... jesli bede chciala poczytac opracowania nt tej encykliki, to zamiast siedziec tutaj, posiedze na mateuszu lub opoce - a zysk bedzie z tego o tyle większy, ze bede czytała źródła twoich opracowań


Cz lip 03, 2003 5:51
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
saxonie - mam pytanie odnośnie tego "z moich obserwacji wnioskuje, ze w naszym przypadku tego poczucia wspólnoty i braterstwa jest o wiele za mało" - tzn? mozesz napisac, jak ta "małość" sie przejawia? i co wg ciebie świadczy o tym, ze jej czasem brak?

i moze zatrzymajmy sie jeszcze nad jedną rzeczą - wszedzie słychąc - Ofiara, ofiarniczy - ale co to znaczy? co znaczyło to dla Żydów, i co oznacza dla nas, chrześcijan....


Pt lip 04, 2003 7:58
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn cze 01, 2009 10:00
Posty: 5103
Post 
Witam :)

Znowu pewne opracowanie - tym razem jednak na wyraźną prośbę elki - jakby co ;) :D

Na resztę pytań postaram się odpowiedzieć dopiero za kilka dni :)

Stary Testament pełny jest opisów składanych ofiar i nie wyobraża sobie relacji religijnych bez elementu ofiary. Ofiary krwawe i bezkrwawe, ofiary całopalenia, ofiary dziękczynne i wotywne, ofiary przebłagalne i chwalebne, ekspiacyjne i oczyszczające, ofiary komunii i przymierza - wielkie mnóstwo idei i jeszcze więcej liturgicznych przepisów.
Nie istniał jednak właściwy i jednoznaczny termin na oznaczenie pojęcia ofiary. Mówiono: „rzeczy święte". Mówiono: „dar święty" albo „podarunek". Mówiono: „żertwa". I każdy akt ofiarny miał swoją może nawet nie nazwę, lecz raczej wskazanie określające: „pierwociny", „złożone przez ogień", „ofiara pachnącego dymu", „to, co podniesiono na ołtarz", „zebrane", wiele innych jeszcze określeń.
Jednakże to, co stanowiło istotę rzeczy - było poza wszelkim nazwaniem, a były ku temu racje natury zupełnie zasadniczej.
My, którzy wyrośliśmy z całkiem innego kręgu kulturowego - zawsze staramy się zbudować słowo dla określenia rzeczy i raczej nie do pomyślenia i nie przyjęcia jest dla nas sytuacja, aby istnieć mogła rzecz bez właściwego i możliwie ścisłego nazwania. Byłoby to ujmą. Jeśli pojawi się w naszej świadomości jakaś nowa rzecz albo zjawisko, staramy się je nazwać. Ludzie Pisma mniemali natomiast (o czym już była mowa, ale trzeba tę sprawę zawsze mieć przed oczyma), że relacje pomiędzy rzeczą i nazwaniem są zupełnie szczególne, gdyż imię albo nazwanie nie jest zastępczym hasłem wywoławczym, wymyśloną (i do wymyślenia) umowną etykietą, lecz czymś najgłębiej współistotnym z rzeczą. Wierzyli, że w pewnym sensie imię rzeczy jest samą rzeczą, zaś każdy byt jest równocześnie i słowem, którego człowiek nie może wymyślić, stworzyć lub zmienić; człowiek może je tylko poznać albo odgadnąć - i wtedy jest tak, jakby się dotykało samej rzeczy. I tu mieści się wejście do problemu. Jeśli bowiem ta rzecz była w ich wyczuciu nazbyt wielka i niepojęta, święta i nieogarniona - nie dziwne im było, że należy zatrzymać się przed jej imieniem. Zanim Mojżesz w wielkiej grozie zapytał o imię Boga, istniało wiele okrężnych słów, które - choć pełne treści - nie były zupełnym imieniem ani nawet zupełnym nazwaniem, lecz tylko wskazywały drogę myśli. I mówiono: El, Elion, Eloah, Elohim, Szaddaj, Adonai. Po Mojżeszu nadal były one w powszechnym użyciu, nie chciano bowiem dotykać nawet wargami objawionego imienia Boga. To tak. jakbyśmy próbowali mówić: Pan, Przedwieczny, Stwórca, Święty, Nienazwany.
W podobny nieco sposób zatrzymywano się także i przed tym, co stanowiło istotę ofiary. I mówiono okrężnie: „rzeczy święte", „dar", „podarunek", „to, co podniesiono na ołtarz". Dlaczego tak się działo?
Ofiary były i są znane wszystkim starożytnym religiom, znane były w ziemi Kanaan, znane były również przed Mojżeszem. Można bardzo skomplikowane rozważania genetyczne i sprzeczać się „gdzie", „skąd" i „od kogo" wzięło się to lub owo. Można też wskazywać na zbieżności pozareligijne: bo przecież również i poddani składali dary swoim ziemskim panom i władcom, aby zyskać ich przychylność. Otóż wszystkie te rozważania całkiem niezależnie od stopnia swej słuszności są mniej lub bardziej nieistotne i marginalne. Trzeba sobie bowiem zdać sprawę z tego, co stało się z ideą już nie „ofiary", lecz nawet „daru" w sytuacji, gdy z jednej strony stawał człowiek - z drugiej zaś Bóg Izraela taki właśnie, jakim Go objawiało Pismo. Zechciejmy zrozumieć:
Kiedy człowiek składał dar swemu ziemskiemu panu albo władcy, przyjacielowi albo niebezpiecznej osobistości, jeśli składał ów dar nawet jakiemuś bóstwu, które nie było Stwórcą w specyficznym sensie biblijnym - rzecz rozgrywała się zawsze na płaszczyźnie relacji pomiędzy kimś, kto rezygnuje z jakiejś swojej własności (czyli „ponosi ofiarę") oraz kimś drugim, kto bierze własność nie swoją, nabywa prawo własności, a więc tym samym zaciąga pewne zobowiązanie, dług wdzięczności, dług pamięci. „Ten oto złoty łańcuch jest mój. Daję go tobie. Staje się twoim dzięki mej ofierze, poprzez mój dar. Przyjm, wybacz, bądź mi życzliwy, spełń moją prośbę." Otóż sedno problemu tkwi w tym, że w światłach biblijnego Objawienia, w światłach biblijnej idei Boga cały ten mechanizm, całe to pojmowanie daru szło w drzazgi. Jahwe nigdy nie był i nie mógł być niczyim dłużnikiem. Człowiek Pisma nie miał swojemu Bogu nic do dania, nic do ofiarowania w tamtym dosłownym sensie, ponieważ wszystko, cokolwiek mógłby ofiarować - było i tak własnością Boga. Cokolwiek by dał - dawał to tylko, co zostało mu dane. Jeśli ofiarowywał Bogu pierwociny plonów - wiedział, że ofiarowuje rzecz otrzymaną od Boga, jeśli ofiarowywał zwierzę - nie dawał niczego, co i tak nie należałoby do Stwórcy. Jeśli składał nawet krew, o której wierzył, że jest życiem - wiedział, że ofiarowuje Panu „rzecz Pana", jego własność, coś, co od Boga wyszło i w Bogu jest zakotwiczone. Nie mówimy w tej chwili o zwichnięciach. Biblia zawiera liczne świadectwa dewiacji własnej swojej idei daru, idei ofiary. Są one związane zawsze z zamąceniem idei Boga biblijnego Objawienia; i rzeczywiście zdarzało się (jak i dziś wśród nas samych), że próbowano składać Mu ofiary tak, jakby był mezopotamskim bożkiem albo wschodnim satrapą, przyjacielem do kupienia albo niebezpiecznym przestępcą, przed którym należy się zabezpieczyć. Nie należy się tym gorszyć ani dziwić: byłoby rzeczą całkowicie niepojętą, gdyby dewiacji takich nie było. Toć Biblia nie zajmuje się relacją pomiędzy aniołami i Bogiem, lecz opowiada o Bogu i sprawach człowieka. I zresztą nie zawsze wchodziły tu w grę niskie intencje; czasem działała tu dobra ludzka tęsknota. Ludzie pragnęli przybliżyć sobie Boga, -chcieli zdobyć poczucie, iż mogą Mu coś dać, że mogą Go ubogacić bodaj swym serdecznym gestem (i w tym - jak zobaczymy - już było coś z prawdy).
Kiedy się jednak odstawi na bok wszystkie zrozumiałe dewiacje, widzi się istotę rzeczy: człowiek Pisma, stając przed Bogiem ze swoimi darami, ze swoją ofiarą - stawał przed Nim jakby nagi, w poczuciu bezradności, ubóstwa i zupełnego ogołocenia. Jedyną rzeczą, którą ofiarowywał naprawdę od siebie - była intencja, nastawienie, orientacja, właśnie ów serdeczny gest, najbardziej wewnętrzna chwała Boża w człowieku. Ale i o tym nie wiedział do końca, czy to jest jego własne naprawdę; bo i to w końcu było od Boga. Ta sytuacja naprawdę wywra­cała wszelkie pojęcia. W najlepszej intencji wiedziano, że Panu należy się co najlepsze i najcenniejsze; ale wobec Boga złoto tyle było warte, ile jesienny liść, zaś jakaś tajemna bieda człowiecza akurat tyle, co złoto. Dlatego właśnie dla tych ludzi istota ofiary człowieczej składanej Bogu była nieodgadniona i nie miała imienia. Nie można było jej nazwać, po­dobnie nieco jak nie należało lekkomyślnie dotykać wargami imienia Boga. Można było tylko osaczać ową sprawę tamtymi określeniami. Dla­tego my (na pewno w sposób beztrosko barbarzyński) mówimy o tej rzeczy „ofiara" sądząc, że w pojęciu tym tkwi wyczerpujący sens definiujący; zaś w tej samej sytuacji człowiek Pisma nie mówi nic. Nic prócz określeń okrążających: że „rzeczy święte", że „to, co podniesiono na ołtarz".


Pozdrawiam :)


N lip 06, 2003 18:41
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N cze 22, 2003 8:58
Posty: 3890
Post 
saxon - dziękuję :) choc musze przyznac, ze mam ogromny kłopot z twoim tekstem o ofierze...
1. Jezus był zydem i to nie ulega najmniejszych wątpliwości, był tez człowiekiem [nie czas na dywagacje, na ile uświadamiał sobie swoją Boskość :)] i problem - ofiarował siebie Bogu za ludzi, wykupił nas z niewoli grzechu - ofiarował siebie - jak to sie ma do słów, że ofiarował to, co zostało mu dane? swoje ludzkie życie? czy mozna to rozciągnąć, że niejako nas "tych, których mi dałes" - jak mowil do Ojca - też daje Ojcu? pośrednio, oczywiście

2.postawa - "człowiek Pisma, stając przed Bogiem ze swoimi darami, ze swoją ofiarą - stawał przed Nim jakby nagi, w poczuciu bezradności, ubóstwa i zupełnego ogołocenia" - czy tak samo stawał Jezus przed Ojcem? czy świadczy o tym modlitwa w Ogrójcu - nie moja wola, ale Twoja....

3. "istota ofiary człowieczej składanej Bogu była nieodgadniona i nie miała imienia" - jaka była istota ofiary Jezusa - tak w skrócie - jesli sie da, oczywiście - czy nieodgadniona oznacza, ze jej wielorakość do konca wieków bedzie dla nas niepojęta? :)

pzdr


Śr lip 09, 2003 13:35
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL