Autor |
Wiadomość |
Enson Flame
Dołączył(a): Wt maja 17, 2005 21:43 Posty: 528
|
Cytuj: Nauka Kościoła jest taka, że jeśli kobieta nie osiągnęła orgazmu podczas aktu małżeńskiego, może się do niego doprowadzić po stosunku w dowolny sposób - sama lub z pomocą męża - i nie będzie to grzech.
Kolejny przykład na brak konsekwencji a do tego jeszcze dyskryminację. Bo kobiecy orgazm nie jest potrzebny do rozmnażania to już mozna go traktować nie tak ostro jak męski. btw - wszelkie takie zasady są potrzaskane i nic tego nie zmieni. Z tej nauki kościoła wyłania się nam cały regulamin postępowania w łózku, małżónkowie powinni z niego jakiś egzamin chyba zdawac  . NIKT nie powinien małżeństwu mówić co im wolno robić w łózku, skoro biblia tego jednoznacznie nie określiła. Zresztą sam fakt że te kościelne nauki na przestrzeni wieków zmieniały się diametralnie dowodzi ile są warte. Kiedyś kobiecy orgazm w ogole był czyms złym, teraz już nawet mozna go sobie zafundować na bis. No i oczywiście Kościól nigy się nie myli (a Giordano Bruno poszedł na stos za sprawą Kościoła a potem Kościól zgodził się że facet jednak mial rację  ), nie wiem jak można słuchać takich bzdur.
_________________ Słów parę o religii
|
Pt sty 13, 2006 17:31 |
|
|
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Nauka Kościoła nic takiego nie mówi, już Piotr o tym napisał.
Incognito, pomyliłeś się i powinieneś się do tego przyznać.
|
So sty 14, 2006 1:46 |
|
 |
chester
Dołączył(a): So lut 26, 2005 22:56 Posty: 270
|
Ja po prostu nie rozumiem - jak osoby postrone chca sie "wtracac" do zycia intymnego dwoja osob  Dla mnie to co obydwoje RAZEM akceptuja jest najwazniejsze. Nie od ksiezy (ktorzy strasza grzechem, ale jak w milosci moze byc grzech  ) zalezy to w jaki sposob okazuje milosc...nawet jesli sa to pieszczoty nie zakonczone "zlozeniem nasienia w pochwie". To ze chce piescic cialo mojej partnerki, sprawic jej przyjemnosc ( to sie nazywa egoizm, jaaaasne  niekoniecznie w trakcie normalnego stosunku lub zamiast, nazywa sie grzechem  To gdzie tu wolna wola
I nie mam tu na mysli tylko i wylacznie pieszczot zamiast stosunku w czasie dni plodnych kobiety, ale nawet wtedy kiedy wedlug obliczen kobieta jest w fazie nieplodnej...Pytam sie - gdzie tu wolna wola
Nie mozna sie piescic, TYLKO i wylacznie jesli zakonczy sie to normalnym stosunkiem. Po prostu PARANOJA...
|
Cz sty 19, 2006 0:01 |
|
|
|
 |
Levis
Dołączył(a): Pn lip 25, 2005 22:32 Posty: 212
|
Mimo wszystko okazuje się, że dialog księżmi o seksualności to jak rozmowa ze ślepym o kolorach. Stąd biorą się w nauce KK takie absurdy. Dlatego do dobrego korzystania z daru seksualności potrzebne jest zdrowe i pewne sumienie, a nie nauki Kościoła.
_________________ "Starzy dając dobre rady pocieszają się, że nie mogą dać złego przykładu" - Francoise de la Rochefoucauld
|
Cz sty 19, 2006 8:55 |
|
 |
Spidy
Dołączył(a): Wt lis 15, 2005 17:06 Posty: 968
|
Drogi Levisie,
Seksualność (=płciowość) to takie coś, z czym się rodzi każdy człowiek - również przyszły ksiądz czy zakonnica. I ze swoją seksualnością umiera.
Jak spożytkuje ten dar od Pana Boga, to zależy w głównej mierze od powołania.
Celibatariusze swoją energię seksualną przelewają na inne dziedziny życia, niż współżycie płciowe. Poza tym widzą ostrzej pewne "kształty" naszej rzeczywistości, w tym problemy małżeńskie, właśnie dlatego, że są do nich z d y s t a n s o w a n i.
Chesterze!
chester napisał(a): Nie mozna sie piescic, TYLKO i wylacznie jesli zakonczy sie to normalnym stosunkiem. Po prostu PARANOJA
Małżeństwo chrześcijańskie powinno być otwarte na życie (nawet w dni niepłodne). Mnie ten argument przekonuje im dłużej o nim myślę.
Pieszczoty, które nie służą i nie prowadzą do "ognia namiętności", "burzy" czy jak to zwać - są dobre i wzmacniają więź dwojga ludzi.
Pieszczoty, przez które dochodzi do mocnego pobudzenia seksualnego wbrew pozorom nie zbliżają. Wprowadzają raczej "zamęt przedmałżeński", bo albo:
- decyzją dwojga ludzi nie kończą się naturalnym stosunkiem,
- kończą się stosunkiem.
To są jedyne dwie możliwości i obydwie nie służą przygotowaniu seksualności do małżeństwa, ani do kapłaństwa czy zakonu.
Seksualność jest zbyt piękna, żeby ją psuć już na starcie. Warto o nią dbać i powierzać ją opiece Bożej i wszystkich świętych
Natomiast małżeńskie pieszczoty to już chyba zupełnie inna bajka...
Pozdrawiam 
_________________ Nie smuć się zaraz z nieszczęść na świecie, bo nie znasz dobra zamierzonego w wyrokach Bożych, które one niosą z sobą dla wiecznej radości wybranych. (św. Jan od Krzyża)
|
Cz sty 19, 2006 12:02 |
|
|
|
 |
SweetChild
Dołączył(a): Cz cze 09, 2005 16:37 Posty: 10694
|
Spidy napisał(a): Pieszczoty, przez które dochodzi do mocnego pobudzenia seksualnego wbrew pozorom nie zbliżają. Wprowadzają raczej "zamęt przedmałżeński", bo albo: - decyzją dwojga ludzi nie kończą się naturalnym stosunkiem, - kończą się stosunkiem.
Ja bym jednak rozdzielił te dwie możliwości. W pierwszym przypadku zgodzę się co do tego, że nie zbliżają. W drugim upierałbym się, że jednak zbliżają. Więcej, mocno zbliżają, może aż za mocno... W rezultacie to wiązanie zaczyna silnie dominować nad innymi czynnikami, które po paru latach okazują się bardzo istotne dla stabilności związku.
|
Cz sty 19, 2006 13:42 |
|
 |
chester
Dołączył(a): So lut 26, 2005 22:56 Posty: 270
|
Spidy ja mialem na mysli malzenstwo i wszystko co sie w nim dzieje - ze same pieszczoty, nawet jesli prowadza do orgazmu, nie moga byc zle. Bo dlaczego  Bo tak ksiaza mowia
Jak juz mowilem jesli pragne sprawic mojej kobiecie przyjemnosc to nie oznacza to automatycznie, ze musze ZAWSZE "zlozyc w jej pochwie nasienie". Bo to juz bylby przymus - a ja jakos nie wyobrazam sobie seksu z przymusem tylko z wielka radoscia, bliskoscia.
Sa rozne sposoby okazywania milosci i jesli ktos nazywa chec sprawienia drugiej osobie przyjemnosci - egoizmem ( jak to wczesniej bylo niby zaznaczane ) to go po prostu wysmieje...
|
Cz sty 19, 2006 14:02 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Chester, w małżeństwie też trzeba dbać o czystość miłości.
|
Cz sty 19, 2006 15:11 |
|
 |
chester
Dołączył(a): So lut 26, 2005 22:56 Posty: 270
|
To wyjasnij mi co to jest "czystosc milosci"
Bo juz powiedzialem jak dla mnie wyglada okazywanie milosci - bez przymusu i pelnia wolnej woli, przy obopolnej checi, i zrozumieniu.
Czy to takie trudne do zrozumienia, ze nie zawsze ma sie ochote na "pelny" seks (ze tak powiem), sa jeszcze inne sposoby. I nie zgadzam sie, ze ZAWSZE musi byc "pelny" seks bo to tylko od nas zalezy co chcemy i jak chcemy.
Ale jesli powiesz ze ZAWSZE, ze to GRZECH dawac drugiej osobie przyjemnosc (gdzie tu jest egoizm ? prosze o wyjasnienie) to ja odpadam...
Ja na przymus nie wyrazam zgody
|
Cz sty 19, 2006 15:45 |
|
 |
rozalka
Moderator
Dołączył(a): Pt mar 19, 2004 19:24 Posty: 3644
|
chester napisał(a): Czy to takie trudne do zrozumienia, ze nie zawsze ma sie ochote na "pelny" seks (ze tak powiem), sa jeszcze inne sposoby. I nie zgadzam sie, ze ZAWSZE musi byc "pelny" seks bo to tylko od nas zalezy co chcemy i jak chcemy.
Nie trudne  Tak mi się wydaje Ale... uważasz, że nie będziesz miał ochoty na "pełny seks"? Z Twoich wypowiedzi w innym topicu wnioskuję, że ze swoją dziewczyną czekacie z tym do ślubu. Skąd więc możesz wiedzieć już teraz, że po pieszczotach nie będziesz miał ochoty na "pełny seks"? I wiesz co... drażni mnie słowo "ochota"  Cytuj: Ale jesli powiesz ze ZAWSZE, ze to GRZECH dawac drugiej osobie przyjemnosc (gdzie tu jest egoizm ? prosze o wyjasnienie) to ja odpadam...
Zależy jaką przyjemność masz na myśli. Ja mam zamiar przytulać się z moim mężem ile się da  i nie widzę w tym nawet pozoru grzechu. To wszystko zależy od pieszczot, jakie masz na myśli. A tak jak Lucyna powiedziała, w małżeństwie również obowiązuje czystość, oczywiście w innym wymiarze. To nie jest tak, że po ślubie czujemy wolność i już się nie kontrolujemy.
Dla mnie czystość miłości polega na szanowaniu drugiego człowieka i, co się z tym wiąże, jego woli, przyjmowaniu go ze wszystkim, dawaniu mu wszystkiego (dobra, ciepła, czasu itp.), na nieużywaniu go do własnych celów oraz troska o jego rozwój, o jego dobro. I chyba mogłabym jeszcze długo wymieniać
I jeszcze jedno (powinno być na pierwszym miejscu), mogę kochać prawdziwie czystą miłością tylko wtedy, gdy moja relacja z Panem Bogiem będzie właściwa. Bo przecież On jest źródłem Miłości, więc jak mogę kochać mojego męża nie kochając Jego i nie przyjmując Jego przykazań? Dla mnie te dwie sprawy się wykluczają, oczywiście wtedy, gdy mówimy o poważnej relacji budowanej na wartościach, a nie przyjemności.
Pozdrawiam 
_________________ Co dalej za zakrętem jest? Kamieni mnóstwo Pod kamieniami leży szkło Szło by się długo Gdyby nie to szkło, to by się szło... ♪
|
Cz sty 19, 2006 17:08 |
|
 |
MaBi
Dołączył(a): Śr paź 12, 2005 13:48 Posty: 249
|
Mozna zajrzeć tu:
http://www.lmm.pl/forum/viewtopic.php?t ... 8222;Gdyby
"Gdyby w akcie kobieta nie przeżywała orgazmu, może pozwolić, aby ją mąż zaspokoił po akcie w jakikolwiek sposób – nie popełnia wówczas żadnego grzechu. Kobieta ma prawo do orgazmu. Występuje on zazwyczaj później niż u mężczyzny. Gdyby nastąpił nawet przed samym stosunkiem, w bezpośredniej z nim łączności – także grzechu nie ma. Gdyby mąż w ogóle żony nie zaspokoił, wówczas żona może sama doprowadzić się do orgazmu w moralnej łączności z aktem małżeńskim. Grzechu nie będzie. Orgazm u kobiety nie jest potrzebny do zapłodnienia, ale ułatwia zapłodnienie i należy do natury stosunku. Kobieta ma do niego prawo. Jest to naturalna nagroda za podjęcie trudu zrodzenia i wychowania dziecka. Dlatego kobieta ma prawo do przeżycia rozkoszy w akcie małżeńskim. „(ks. A. Kokoszka. Moralność życia małżeńskiego. Sakramentologia moralna. Część III. Tarnów 1998 s. 137).
Cytat za: http://www.lmm.pl/forum/viewtopic.php?t ... c&start=90
_________________ "Oto czynię wszystko nowe" Ap 21,5
|
Cz sty 19, 2006 17:10 |
|
 |
chester
Dołączył(a): So lut 26, 2005 22:56 Posty: 270
|
Czyli wazniejsze od dawania przyjemnosci ( czyli ogolnie doznanie orgazmu przez kobiete ) jest to ze ja musze po "zlozyc nasienie". No Bravo...Co z tego ze robie to dla bezinteresownie, z miloscia i oddaniem. Wazniejsze jest czego nie ma...Czyli nie ma wyboru - nawet w milosci.
Wiecie co, ale to mi zalatuje totalitaryzmem - zagladanie pod koldre i mowienie czego nie wolno a co wolno. Te sprawy naleza tylko do dwojga osob i zamierzam robic wszystko to co jest dobre i co nam bedzie pasowalo......a nie ksiezom...ot
|
Cz sty 19, 2006 17:29 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Rewolucja seksualna spowodowała dewaluację miłości uczuciowej, wynosząc na piedestał seks. Dlatego też należy poszukiwać prawidłowego wzorca postępowania ( porządku moralnego). Kościół podaje nam ten wzorzec, który oparty jest na przykazaniach Bożych jak i na rozumowej analizie praw natury.
Powstaje w ten sposób katolicka etyka seksualna.
"Małżonkowie mają zjednoczyć się w Bogu, w duchu miłości i czystości, w związku podobnym do tego, który istnieje między Chrystusem a Kościołem".
Pamiętajmy, ze nasze ciała są Świątynią Ducha Świętego i to do czegoś nas zobowiązuje.
Same doznania zmysłowe i przeżywanie przyjemności nie jest jeszcze grzechem, to jednak sposoby ich wywoływania są często świadomymi i dobrowolnymi grzesznymi czynami.
Polecam książkę „Miłość i odpowiedzialność" Karola Wojtyły.
|
Cz sty 19, 2006 17:32 |
|
 |
chester
Dołączył(a): So lut 26, 2005 22:56 Posty: 270
|
Nie rozumiesz mnie - mi nie chodzi o to, ze mysle tylko o przyjemnosciach i seksie. Chodzi mi tylko i wylacznie o wybor, i wolna wole w tej akurat kwestii - ze jesli obydwoje mamy ochote (rozalko wybacz  ) to robimy wszystko co nam odpowiada bo wynika to z milosci. (Czy to wedlug was jest egoizmem  ) A nie z tego ze ktos (juz nie chce sie powtarzac kto) mowi ze to jest zle. Dodam ze ktos kto nie ma bladego pojecia co to jest seks, co to jest pozadanie i odpowiadanie na nie, poniewaz swiadomie je odrzucil.
Nie rozumiem dlaczego mamy cieszyc sie cialem drugiej osoby, calowac je itp. ale tylko pod warunkiem ze na samym koncu "zostanie zlozone nasienie". Ewidentnie widac tu przymus - to psuje calkowicie radosc plynaca z bliskosci...
Chodzi mi tylko o wybor, nic wiecej...
|
Cz sty 19, 2006 17:55 |
|
 |
SweetChild
Dołączył(a): Cz cze 09, 2005 16:37 Posty: 10694
|
chester napisał(a): Czyli wazniejsze od dawania przyjemnosci ( czyli ogolnie doznanie orgazmu przez kobiete ) jest to ze ja musze po "zlozyc nasienie". No Bravo...Co z tego ze robie to dla bezinteresownie, z miloscia i oddaniem. Wazniejsze jest czego nie ma...Czyli nie ma wyboru - nawet w milosci. Wiecie co, ale to mi zalatuje totalitaryzmem - zagladanie pod koldre i mowienie czego nie wolno a co wolno.
Nikt nie mówi, co wolno a czego nie wolno, tylko jak jest dobrze, a jak źle. Dopóki wolno czynić źle, nie można mówić o totalitaryzmie.
|
Cz sty 19, 2006 17:58 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|