Autor |
Wiadomość |
Marek_Jakub
Dołączył(a): Wt mar 20, 2007 20:51 Posty: 131
|
Karo la napisała:
Cytuj: A kiedy Maryja wyszla za Jozefa??
No jak to kiedy ?  Przed tym jak się stała brzemienna.
"Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie." ( Mt 1,18-19 )
Plus Biblia słusznie umieszcza przypis:
Zaślubiny Maryi z Józefem były rzeczywistym związkiem małżeńskim. Brak mu było jedynie zamieszkania razem, czyli przeprowadzenia Maryi do domu Józefa.
|
So kwi 28, 2007 16:34 |
|
|
|
 |
arc
Dołączył(a): Pt maja 19, 2006 16:23 Posty: 950
|
filippiarz napisał(a): Godne życie zapewnia dziecku kochająca i mądra rodzina a nie małżeństwo - bez tego sakramentu żyje 80% globu ziemskiego i spora grupa katolików.
Tzn, że 80% par/rodzin nie ma sakrametnu małżeństwa? Nie wiem skąd te dane, ale ok, przyjmijmy, że są prawdziwe.
W każdym razie nie wiadomo ile z tych 80% jest szczęśliwa.
A także ile jest dzieci, które np żyją z mamusią i jej partnerem, a tatusia ma gdzieś indziej z jakąś inną partnerką.
Dlatego myslę, że małżeństwo to dobry wynalazek Kościoła. 
_________________ arcarc
|
So kwi 28, 2007 16:39 |
|
 |
Marek_Jakub
Dołączył(a): Wt mar 20, 2007 20:51 Posty: 131
|
filippiarz napisał(a): Marek_Jakub napisał(a): A więc.. odpowiedzialność. Kwestia rozpoczyna się wówczas, gdy trafnym okazuje się fakt: nie istnieje środek antykoncepcyjny skuteczny w 100%. Jeśli więc nie można wykluczyć poczęcia dziecka, to gdzie objawia się odpowiedzialność rodziców za zapewnienie dziecku godnego życia ? Myślę tutaj o takim pojęciu odpowiedzialności: najpierw myślę, potem działam. No to pomyśl nad tym  Godne życie zapewnia dziecku kochająca i mądra rodzina a nie małżeństwo - bez tego sakramentu żyje 80% globu ziemskiego i spora grupa katolików. Ja tam nie widzę zbyt dużej zależności pomiędzy dzieckiem i małżeństwem, no chyba, że chodzi o małżeństwa w wyniku "wpadki" 
W pewnych sprawach się zgadzam, w innych nie.
Mianowicie temat wciąż dotyczy seksu przedmałżeńskiego, po co więc wtrącać związki nieformalne? To jest już inna kwestia. Albo rozmawiamy o rodzinie chrześcijańskiej (nazwa grupy tematycznej) albo nie.
80%... hmm, chętnie bym spojrzał na te dane.
Druga sprawa. Zgadzam się co do tego, że "godne życie zapewnia dziecku kochająca i mądra rodzina".
Ok, wszystko w porządku ładnie i milusio. Jednak ja właśnie poruszyłem tutaj wątek tzw. "wpadek".
Na ile może być pewna dziewczyna, która zaszła w ciążę, że jej partner nie okaże się zwykłym tchórzem? W praktyce okazuję się, że jednak nie może być tego pewna.
Najczęściej właśnie w obliczu wydarzeń, które przerastają wyobrażenie partnera okazuje sie, ze gdzies jednak ta milosc uciekla. Uciekło także wyobrazenie o kochającej i mądrej rodzinie.
Częstym rozwiązaniem jest oczywiście małżeństwo, na które wywiera presję także otoczenie. Ale i z mojej własnej wiedzy zwykle brakuje im tego czegoś.
Są to oczywiście czarne scenariusze, ale często się urzeczywistniają.
Dziecko dla wielu moze sie okazać ciężarem, a nie darem.
Pytanie więc ciągle brzmi gdzie tu jest odpowiedzialność?
Stawiam je w świetle "wpadek" i ich skutków. I nie traktuję tego jako jakiś szczególny przypadek. Sama ilość wpadek przemawia za siebie. A co do w/w rozwiązań takich sytuacji sądzę, że przemawiają za nimi liczbowo duże procenty.
|
So kwi 28, 2007 17:16 |
|
|
|
 |
filippiarz
Dołączył(a): Pn maja 29, 2006 12:06 Posty: 4608
|
Marek_Jakub napisał(a): Mianowicie temat wciąż dotyczy seksu przedmałżeńskiego, po co więc wtrącać związki nieformalne? To jest już inna kwestia. Albo rozmawiamy o rodzinie chrześcijańskiej (nazwa grupy tematycznej) albo nie. 80%... hmm, chętnie bym spojrzał na te dane. arc napisał(a): Tzn, że 80% par/rodzin nie ma sakrametnu małżeństwa? Nie wiem skąd te dane, ale ok, przyjmijmy, że są prawdziwe. Katolicy to ok. 1.1 miliarda osób, czyli zaokrąglając ok. 20% mieszkańców planety Ziemia (za Wiki). arc napisał(a): W każdym razie nie wiadomo ile z tych 80% jest szczęśliwa. A także ile jest dzieci, które np żyją z mamusią i jej partnerem, a tatusia ma gdzieś indziej z jakąś inną partnerką. Dlatego myslę, że małżeństwo to dobry wynalazek Kościoła. 
No a ja nie wiem ile z katolickich małżeństw jest szczęśliwych, bo że nie są to wszystkie, to raczej nie ma co dyskutować
Zupełnie nie wiem natomiast o co chodzi z tym "mamusią i jej partnerem, a tatusia ma gdzieś indziej z jakąś inną partnerką"... Z mojego doświadczenia to takie przypadki rozkładają się po równo wśród katolików i niewierzących - nie dostrzegam wpływu małżeństwa ani na plus ani na minus. Jedynie co dostrzegłem, to fakt, że małżeństwa katolickie po prostu rozpadają się dłużej i boleśniej.
A już nawiązując do tego "partnera" - pomagałem z dziesięć lat temu kumplowi, którego żona wybrała rozrywkową stronę życia i zostawiała nam dzieciaczka gdy szła "randkować" - więc tu życie pisze jeszcze ciekawsze historie niż kolega wymyśla  Swoją drogą ten kumpel to święty człowiek był - zaakceptował sytuację i po prostu starał się być jak najlepszym ojcem (a ksywie miał "Jezus"). To tyle jeśli chodzi o dziwne historie z życia katolickich małżeństw, na szczęście znam i udane związki sakramentalne 
_________________ "Diabolus enim et alii daemones a Deo quidem natura creati sunt boni, sed ipsi per se facti sunt mali"
 "Inter faeces et urinam nascimur".
|
So kwi 28, 2007 17:26 |
|
 |
Mroczny Pasażer
Dołączył(a): Cz gru 07, 2006 8:54 Posty: 3956
|
Cytuj: Zatem zapraszam do dyskusji o w/w odpowiedzialności. Za porównanie, jeśli obraża to przepraszam, miało być po prostu trafne merytorycznie.. a nikomu nie ubliżam że ma rozum świni, bo tym samym ubliżałbym dziełu Bożemu, przynajmniej nie miałem takiego zamiaru. Analiza mówi, że porównałem do świni seks przedmałżeński a nie osoby.
A więc.. odpowiedzialność. Kwestia rozpoczyna się wówczas, gdy trafnym okazuje się fakt: nie istnieje środek antykoncepcyjny skuteczny w 100%. Jeśli więc nie można wykluczyć poczęcia dziecka, to gdzie objawia się odpowiedzialność rodziców za zapewnienie dziecku godnego życia ? Myślę tutaj o takim pojęciu odpowiedzialności: najpierw myślę, potem działam.
Cóż, ubliżyłes i nie jest to nadinterpretacja jak wielmożny arc pisze. Skoro w seksie przedmałzeńskim jest tyle odpowiedzialności co rozumu u świni to chyba znaczy tyle co nic. Ale seks przedmałżeński sam z siebie się nie uprawia, ktoś go musi uprawiać. Więc pośrednio obraziłeś też tych ludzi. Arc pomyśl czasem, to nie boli.
Rozumiem, że odpowiedzialność ta pojawia się z magicznym momentem zaślubin? Nieważne, że para nie ma własnego lokum, zarabia 1500PLN razem i ledwo wiąże koniec z końcem? Wtedy ta odpowiedzialność się pojawia ajt? Bo jest ślub? Śmieszny jesteś.
A jeśli zamierzasz napisać coś o tym, że rodzice pomogą itp. to przepraszam, bez ślubu nie pomogą?
A może po prostu chodzi o to, że jak to można mieć dziecko bez ślubu?! Co sąsiedzi pomyślą no nie?
_________________ "Problem z cytatami w internecie jest taki, że każdy od razu automatycznie wierzy w ich prawdziwość" - Abraham Lincoln
|
So kwi 28, 2007 17:36 |
|
|
|
 |
Mroczny Pasażer
Dołączył(a): Cz gru 07, 2006 8:54 Posty: 3956
|
Cytuj: Tzn, że 80% par/rodzin nie ma sakrametnu małżeństwa? Nie wiem skąd te dane, ale ok, przyjmijmy, że są prawdziwe. W każdym razie nie wiadomo ile z tych 80% jest szczęśliwa. A także ile jest dzieci, które np żyją z mamusią i jej partnerem, a tatusia ma gdzieś indziej z jakąś inną partnerką. Dlatego myslę, że małżeństwo to dobry wynalazek Kościoła. Uśmiech...
Tzn. że jak już jest małżeństwo to tatuś mamusi dla innej nie opuści? Wy otwieracie czasem oczy na świat?
_________________ "Problem z cytatami w internecie jest taki, że każdy od razu automatycznie wierzy w ich prawdziwość" - Abraham Lincoln
|
So kwi 28, 2007 17:38 |
|
 |
arc
Dołączył(a): Pt maja 19, 2006 16:23 Posty: 950
|
filippiarz napisał(a): więc tu życie pisze jeszcze ciekawsze historie niż kolega wymyśla No niestety, tak pewnie jest. A mnie chodziło o to, że związki sakramentalne są jednak trwalsze przez sam fakt sakramentu (taki jest mój punkt widzenia). Nie o to mi chodzi, że ślub załatwia wszystko i od tej pory zawsze będzie miłość - bo tak można by mnie pewnie zrozumieć. Uwazam natomiast, że ślub jest takim jakby uporządkowaniem i decyzja o nim i fakt, że mozna tylko raz determinuje odpowiedzialność. Zresztą.... chyba namieszałem  Mroczny napisał(a): Arc pomyśl czasem, to nie boli
Twierdzisz, że nie myślę. Obrażasz mnie!
P.S.Przeczytaj jeszcze raz, co napisałem wczesniej, a jeśli nadal twierdzisz, że źle napisałem, to czekam na PW. Chętnie to wyjaśnię jeszcze raz  A tymczasem nie zaśmiecajmy forum 
_________________ arcarc
|
So kwi 28, 2007 17:58 |
|
 |
arc
Dołączył(a): Pt maja 19, 2006 16:23 Posty: 950
|
Mroczny napisał(a): Tzn. że jak już jest małżeństwo to tatuś mamusi dla innej nie opuści?
Chodzi o to, że jeśli zanika coś takiego jak małżeństwo, to takie sytuacje są bardziej prawdopodobne.
Na Twoje drugie pytanie też mam odpowiedzieć? Nie wiem, po co tak zapytałeś, ale było to zbedne.
_________________ arcarc
|
So kwi 28, 2007 18:06 |
|
 |
Asienkka
Dołączył(a): Wt gru 23, 2003 0:41 Posty: 4103
|
Mroczny Pasażer napisał(a): Cytuj: Tzn, że 80% par/rodzin nie ma sakrametnu małżeństwa? Nie wiem skąd te dane, ale ok, przyjmijmy, że są prawdziwe. W każdym razie nie wiadomo ile z tych 80% jest szczęśliwa. A także ile jest dzieci, które np żyją z mamusią i jej partnerem, a tatusia ma gdzieś indziej z jakąś inną partnerką. Dlatego myslę, że małżeństwo to dobry wynalazek Kościoła. Uśmiech... Tzn. że jak już jest małżeństwo to tatuś mamusi dla innej nie opuści? Wy otwieracie czasem oczy na świat? Już ta kwestia była w tym temacie poruszana x razy... a Ty nadal swoje Zacytuję rozalkę: Cytuj: Wiem, że może być różnie, ale po to właśnie jest ta przysięga, by mieć pewność. Dzisiaj, teraz, a nie za 20 lat. Ja mam tę pewność, bo wiem kim dla mojego męża jest Pan Bóg i dana Jemu obietnica. Wiem, że gdyby nawet któreś z nas się zakochało w kimś innym, to umielibyśmy to rozwiązać w imię Boga, Jego Miłości i naszej miłości. Może nazwiesz to naiwnością, ale ja wolę być naiwna niż żyć w strachu i z choćby ziarnem wątpliwości w miłość mego męża. Nie sądzisz, że to byłoby nieuczciwe?
To, że tego nie rozumiesz - nie oznacza, że my nie myślimy,czy też nie otwieramy oczu - daruj więc sobie obrażanie...
Jeżeli Bóg jest na właściwym miejscu w życiu człowieka - oczywiście życie nie jest przez to prostsze czy latwiejsze, jednak wiadomo (wtedy) że nie ja jestem najważniejszy, nie moje szczęście (często wynikające z wlasnego "widzimisia"), ale drugi czlowiek. To, że mam walczyć o czystość, małżenstwo, milość, że mam dotrzymywać słowa - chociażby swojej przysięgi przed Najwyższym. Mam o to walczyć, mam być odpowiedzialna, być wierna sobie i swoim wyborom. Chociaż w dzisiejszym świecie jest to bardzo trudne.
Bardzo utkwily mi w pamięci te słowa :
"Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą".
_________________ Mądremu tłumaczyć nie trzeba, głupi i tak nie zrozumie.
|
So kwi 28, 2007 18:09 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Perseus napisał(a): Ja nie potrafię udawać kogoś innego - nawet w "necie" z szacunku dla prawdy, która jest taka jaka jest a nie okazuje się prawdą dopiero jak sie wyda, żę się oszukuje.
Każdy człowiek ma niejedno oblicze. "Prawda" to bardzo subiektywne i płynne pojęcie, zależne od m.in światopoglądu, religii, etc. Perseus napisał(a): A na tym forum jak nas traktujesz?
Z dystansem. Nie jesteście grupą ludzi, z którymi na co dzień obcuję, a nie obcuję z ludźmi religijnymi, co najwyżej katolikami na papierku. Perseus napisał(a): Ja nie jestem naiwny - ja jestem beznadziejnie naiwny, naiwny do kwadratu, moja naiwność przerasta wszystkie naiwności tego świata. Tyle razy już się "przejechałem" na tej swojej naiwności i nic - nie oduczyłem się - może ktoś z forumowiczów zna metodę jak przestać być naiwnym.
Ciekawe czym jest u Ciebie spowodowane to nieuczenie się na błędach w tej kwestii? Perseus napisał(a): Np. napisze - "ukradłem samochód" - ktoś ma prawo wnioskować, że jestem złodziejem - wiem, że jest to "płytkie" wnioskowanie, nie zna okoliczności ale przecież mogę je podać w odpowiedzi dla wyjaśnienia.
To nie tylko płytkie wnioskowanie, ale też kompletnie nieanalogiczne. Perseus napisał(a): Ooooo, myślę, że wszyscy jesteśmy ciekawi tych 95%(tylko bez szczegółów "technicznych").
Żeby było 100% to się nie da bez szczegółów technicznych  A co byś konkretnie chciał wiedzieć? Perseus napisał(a): Ciężko napisać w Boga nie wierzę - łatwiej napisać "w bożków" - prawda?.
Nie, nie mam kompletnie z tym kłopotu. Doskonale wiem, że żadnego boga ani bożków nie ma. Mogę napisać - nie wierzę w boga. Równie łatwo mi to przychodzi co "nie wierzę w bożków". Być może "bożki" są bardziej dosadne i być może poniżające dla katolików. Tego nie wiem. Perseus napisał(a): Miłości nie znajduje sie tylko w związku tzn. w realacji do drugiego człowieka - można ją odnaleźć w relacji do Boga - ale oczywiście czuję, że mnie wyśmiejesz po takim stwierdzeniu.
Możesz sobie tak mysleć. Nie wyśmieję Cię, pomimo, że jest to śmieszne - dla mnie jest to śmieszne, natomiast co kto robi i w co wierzy i jakie miłości między kim a kim uznaje to już nie moja broszka. Perseus napisał(a): Ja nie kwestionuje popędu seksualnego - to dobrze, że się przyciagamy do siebie(mężczyzna i kobieta) - że mężczyzna dostrzega piękno kobiety, kobieta widzi "coś tam mężczyzny- nie wiem, niech dziewczyny cos napiszą  " Co za dyskryminacja homosksualistów!  Ich wykluczach z wzajemnego "przyciągania się"?  Poza tym to strasznie stereotypowy facet jesteś. Perseus napisał(a): Trzeba tylko na tym popędem zapanować i właściwie go ukierunkować - właśnie w kierunku miłości.
"Musi to na Rusi" Absolutnie nie uważam, aby seks musiał koniecznie i bezwzględnie wynikać z miłości. Obecnie u mnie nie wynika z miłości, a z potrzeby fizjologicznej, którą mnie twój bóg obdarzył  Więc z niej korzystam  Przyjdzie czas na miłość to będą seksy z miłości. Perseus napisał(a): "napędza na seksy" - nie podoba mi się to określenie, wolę być podmiotem w działaniu a nie być przez coś napędzany.
Możesz nazywać to jak chcesz. I tak sprowadza się to do popędu, który cię napędza. Ty robisz z tego otoczkę miłości i boga, a tak naprawdę jedynym inicjatorem jest tutaj popęd seksualny, bez którego nie uprawiałbyś seksu i żaden bóg ani miłość ani ta cała twoja filozofia by ci nie pomogła. Perseus napisał(a): No ale właśnie to jest to ofiarowywanie siebie drugiemu - to troszczenie się, opiekowanie, pomaganie - oddawanie siebie drugiemu, chodzi o to, żeby siebie oddać drugiemu również w tej sferze seksualnej - i tu niektórzy mają wewnętrzne pragnienie oddania się tylko tej jednej kochanej osobie - nie rozumiem dlaczego nie możesz usznanować takiej postawy, może nie zrozumieć ale przynajmniej uszanować.
Uszanować mogę - u innych, ale nie u siebie. Jak już pisałem nie zamierzam się nikomu "ofiarowywać" - jest to wg mnie pogięte i negatywne słowo. Mogę się co najwyżej dzielić emocjami i przeżyciami z drugą osobą, ale nie "ofiarowywać"... Perseus napisał(a): Po prostu tak to wygląda z mojej subiektywnej perspektywy.
I dlatego jest nieobiektywne i wyssane z palca, oparte bardziej na twoich mylnych wyobrażeniach wg twojego takiego a nie innego światopoglądu, a mniej na faktach. Perseus napisał(a): Chodzi o to, że niektórzy chcą być najbardziej razem, najbardziej intymnie z tą jedną osobą, którą kochają, żeby ją w ten sposób wyróżnić.
Znowu jakieś wg mnie głupie pojęcie - "wyróżnić". Kompletnie mi to nie pasuje. "Wyróżnić", "ofiarowywać" - zupełnie nie moja filozofia, ale co kto lubi  Perseus napisał(a): Aaaa czyli dzielisz dziewczyny na te "łatwe" z klubów i mniej łatwe, które do klubów nie chodzą - pytanie jest takie - czy te "trudne" będą chciały wiązać sie z kimś kto chodzi "na seksy" do klubów.
Przede wszystkim, jeśli ktoś mi coś takiego powie lub wyczuję takie podejście to od razu wypad i papa. Perseus napisał(a): Do tego w tej relacji chłopak-dziewczyna podczas "seksa" to nie wiadomo tak naprawdę kto jest "łatwy". Przez te "trudne" dziewczyny możesz być właśnie określany jako "łatwy" - bez urazy.
Bez obaw i proszę bardzo  Dla mnie to nie jest gorszące  Choć nie czuję się "łatwy", bo uważam się za atrakcyjnego faceta i mam duże powodzenie i to ja mogę wybrzydzać i przebierać jak w ulęgałkach  Trochę to bezwzględnie i chamsko brzmi, ale taka jest prawda. Perseus napisał(a): Wybacz ale jakoś wcześniej nie wspominałeś o kolacjach i wycieczkach.
Bo nie pytałeś.
|
So kwi 28, 2007 18:11 |
|
 |
Mroczny Pasażer
Dołączył(a): Cz gru 07, 2006 8:54 Posty: 3956
|
Cytuj: Twierdzisz, że nie myślę. Obrażasz mnie!
Inni mogą to i ja mogę.
Asienkka: wszystko fajnie i pięknie, ale nawet jeśli, nie daj Boże, w Twoim małżeństwie kiedyś w dalekiej przyszłości będą ostre kłótnie, mąż zacznie pić, bić, cokolwiek, to nadal będziesz się przy nim trzymać bo dałaś kiedyś przysięgę?
A są takie "małżeństwa", która nie rozchodzą się właśnie dlatego bo "przysięga". To normalne?
_________________ "Problem z cytatami w internecie jest taki, że każdy od razu automatycznie wierzy w ich prawdziwość" - Abraham Lincoln
|
So kwi 28, 2007 18:15 |
|
 |
Mroczny Pasażer
Dołączył(a): Cz gru 07, 2006 8:54 Posty: 3956
|
Cytuj: Chodzi o to, że jeśli zanika coś takiego jak małżeństwo, to takie sytuacje są bardziej prawdopodobne.
Nie nie są bardziej prawdopodobne. Jeśli ktoś się będzie chciał rozwieźć to i tak się rozwiedzie.
_________________ "Problem z cytatami w internecie jest taki, że każdy od razu automatycznie wierzy w ich prawdziwość" - Abraham Lincoln
|
So kwi 28, 2007 18:16 |
|
 |
arc
Dołączył(a): Pt maja 19, 2006 16:23 Posty: 950
|
Mroczny napisał(a): Cytuj: Twierdzisz, że nie myślę. Obrażasz mnie! Inni mogą to i ja mogę. Doprawdy ciekawe uzasadnienie. Ale... jak wolisz... Mroczny napisał(a): Nie nie są bardziej prawdopodobne. Achaaaa... Mroczny napisał(a): Jeśli ktoś się będzie chciał rozwieźć to i tak się rozwiedzie.
Ale złamie obietnicę. Postąpi wbrew temu, co wcześniej uważał. Zależy też, jak wcześniej traktował małżeństwo i sam ślub. itd... itp... wiadomo.
Oczywiście nie generalizuję. Mówię o prawdopodobieństwie.
_________________ arcarc
|
N kwi 29, 2007 9:10 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
arc napisał(a): Ale złamie obietnicę. Postąpi wbrew temu, co wcześniej uważał. Zależy też, jak wcześniej traktował małżeństwo i sam ślub. itd... itp... wiadomo. Oczywiście nie generalizuję. Mówię o prawdopodobieństwie.
Zaiste dziwna logika.
"Obietnice", zwłaszcza daną na lata, można zmienić i wszystko się może zmienić do tego czasu. Przyrzeczenie małżeństkie traktowałbym raczej jako pewny rytuał ślubny, a nie bezwzględnie dane słowo raz na zawsze, bo rzeczywistość potem pokazuje coś zupełnie innego. Ludziom trudno dotrzymać obietnicę złożoną nieraz na miesiąc, czy dwa, a co dopiero mówić o małżeństwie. Poza tym nie można obiecać i zagwarantować, że się będzie kogoś dozgonnie kochało. Nikt ani nic nie jest w stanie dać takich gwarancji. Związek może upaść z bardzo wielu przyczyn. Dla mnie formułka ślubna jest tylko elementem tradycji, folkloru, uroczystości, a nie jakieś wielkiej "obietnicy" której "broń panie boże" nie można złamać, ani uwstecznić. Nikt nie wie co będzie za tydzień, za miesiąc, a co dopiero dawać obietnice na całe życie i jeszcze je traktować poważnie, zwłaszcza w takich kwestiach jak miłość, jak uczucie. Jest to po prostu złudne i śmieszne.
|
N kwi 29, 2007 11:04 |
|
 |
Mroczny Pasażer
Dołączył(a): Cz gru 07, 2006 8:54 Posty: 3956
|
No aha, cieżko Ci pojąć, że tak właśnie jest? Cytuj: Ale złamie obietnicę. Postąpi wbrew temu, co wcześniej uważał. Zależy też, jak wcześniej traktował małżeństwo i sam ślub. itd... itp... wiadomo. Oczywiście nie generalizuję. Mówię o prawdopodobieństwie.
Złamie obietnice, ojej na pewno będzie się tym przejmować. Poza tym nie no, lepiej żyć w małżeństwie dającym pełno cierpienia niż się rozwieźć. Słodko.
_________________ "Problem z cytatami w internecie jest taki, że każdy od razu automatycznie wierzy w ich prawdziwość" - Abraham Lincoln
|
N kwi 29, 2007 12:05 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|