Mój przypadek jest nieco dziwny... bo wcale nie zbliżam się do Boga, kiedy wszystko się w moim życiu układa, lecz właśnie kiedy cierpię, kiedy choruję, kiedy ktoś mnie krzywdzi. Naprawdę! Wtedy momentalnie odczuwam potrzebę wyżalenia się Przyjacielowi, zwracam się do Niego ze swoim bólem i wszystkimi troskami. Może więc czasem jest tak, że On zsyła cierpienie czy choroby po to, abyśmy się do Niego zbliżyli? Mam poczucie, że On tego rozpaczliwie potrzebuje. Potrzebuje nas.
Powiem coś jeszcze. Piszesz o Bogu krytycznie. A jaki jest Twój ziemski ojciec? Macie dobre relacje? Jest dla Ciebie przykładem, wzorem? Z doświadczenia terapeutycznego wiem, że często postrzegamy Boga Ojca jak własnego ziemskiego tatę, przez co często obraz prawdziwie Miłosiernego jest "nieco" skrzywiony. Miałam podobnie.

Zainteresuj się świętymi. Większość cierpiała. Nie żyli w dostatku i błogim szczęściu. Droga do Niego jest trudna, czasem nawet okrutnie trudna. Mimo to warto, czego doświadczam każdego dnia.