Autor |
Wiadomość |
kaczoredward
Dołączył(a): Wt sty 02, 2007 12:03 Posty: 41
|
 Re: ateiści
maciekito napisał(a): w mej opinii są tacy sami jak my tylko ich życie jest dla mnie trochę uboższe.
a życie bez Boga jest ubogie..
Jest tak samo ubogie jak i twoje , wszak bóg nie istnieje.
|
Cz mar 08, 2007 12:41 |
|
|
|
 |
Kasia_kotecek
Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 12:03 Posty: 21
|
Byłam ateistką...dawno, dawno temu... i Bóg pozwolił mi sie dotknąć.
Pochodzę z rodziny katolickiej, praktykującej. Odkąd pamiętam chodziłam do Kościoła, mama uczyła mnie modlitwy. Tak mnie wychowywano.
Jednak od małego dziecka pamiętam problem, z którym borykała się moja rodzina. Mój ojciec jest nałogowym alkoholikiem, niemal codziennie widziałam go pijanego. W domu były awantury, z czasem zaczęło nam brakować pieniędzy. Bardzo bolała mnie ta sytuacja.
Byłam często smutna, zamknięta w sobie, nie potrafiłam nawiązać dobrych kontaktów z rówieśnikami. Czułam się bardzo samotna.
Mój stosunek do Boga i Kościoła w miarę upływu lat był coraz gorszy. Msza Święta wydawała się być bezsensowna, sztuczna, sądziłam,że Bóg był daleko ode mnie i nie interesował się moimi problemami. Buntowałam się przeciwko byciu na Mszy Świętej.
Jedyna wiara jaką miałam to,to że istnieje takie Najwyższe Dobro na tym świecie, które sprawia,że ludzie są dobrzy. Intensywnie poszukiwałam tego dobra w różnych religiach, rozmowach z ludźmi, przemyśleniach. To co znajdywałam było interesujące, ale czułam się wciąż pustkę w środku. I nie wiedziałam dlaczego tak jest.
W czasie gimnazjum byłam w desperacji i moja sytuacja rodzinna była bardzo zła. Otrzymałam poradę pójścia do wróżki. Wizyta u niej pogorszyła moją sytuację w szkole i w rodzinie,wpadłam w depresje,miałam gorsze oceny. Byłam samotna. Był to też okres, kiedy nie akceptowałam swojego ciała, intensywnie się odchudzałam,poprzez co prawie wpadłam w anoreksję.
Po zakończeniu I klasy liceum wydarzyło się coś, co całkowicie odmieniło moje życie. Była to wizyta u mojej cioci w Rzymie. Miałam okazję być na prywatnej audiencji u Jana Pawła II. Pamiętam,że podeszłam do tego niezwykłego, pokornego człowieka i poprosiłam o to, co było dla mnie najważniejsze. O modlitwę za moją rodzinę. Czas pokazał, że Bóg wysłuchał moich modlitw.
Znajoma zaprosiła mnie do parafii na parodniowe rekolekcje. Bardzo mnie one poruszyły. Pamiętam, że klęczałam w kościele i po prostu poczułam w sercu, że tu w Kościele jest Bóg, którego szukam. Że tu jest Pomoc, Najwyższe Dobro i Prawda do której powinnam się zwrócić. Bardzo mnie to zdziwiło,wyspowiadałam się i na sam koniec wylosowałam taką karteczkę z fragmentem z Pisma Świętego: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.” (Mt.5,4). Była to następna Boża obietnica, która została spełniona.
Zaraz po rekolekcjach wstąpiłam do oazy. Następnie w lutym 2004 roku przyjęłam Jezusa jako Pana i Zbawiciela.. Następnie zaczęłam odnajdywać Prawdziwego Boga w Mszy Świętej, który ofiarowuje się dla mnie, bo mnie bardzo kocha. Spotkałam dobrych ludzi, którzy żyli z Bogiem i byli szczęśliwi. Moje życie zaczęło ulegać zmianie.
W późniejszym czasie trafiłam do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, w której dzięki rekolekcji Bóg uzdrowił mnie z odchudzania się, palenia papierosów. Zaakceptowałam siebie, zaczęłam się uśmiechać,modlić się,poznałam wspaniałych ludzi, którzy są do dziś moimi przyjaciółmi, na których, mogę polegać.
Bóg stał się najważniejszy i na Nim zaczęłam budować swoje życie. Takim ogromnym cudem było to,że mój brat nawrócił się, i wraz z moimi rodzicami pojechał na rekolekcje. Cała moja rodzina została przemieniona z przez Boga. Mój tata zaczął pracować nad sobą, do dziś walczy wciąż z chorobą alkoholową, moja mama dostała dobrą pracę, zakończyły się problemy finansowe. W domu zapanował pokój. Skończyły się awantury. Dom stał się miejscem, do którego chętnie wracam.
Jest to dla mnie prawdziwy cud, że Prawdę znalazłam w Kościele, że znalazłam Boga, Jezusa, który przemienił moje życie,zapełnił pustkę, którą nosiłam wiele lat. I sprawił, że jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem. I za to,do dziś Mu dziękuję. +
|
Cz mar 08, 2007 13:08 |
|
 |
dobry_dziekan
Dołączył(a): Pt lis 03, 2006 17:17 Posty: 1479
|
Cieszę się z Twojego szczęścia.
Jestem zmuszony jednak zaznaczyć, że obrażenie się na Boga to nie ateizm 
_________________ "Mówią, że niepełna wiedza jest rzeczą niebezpieczną, ale jednak nie tak złą, jak całkowita ignorancja." T. Pratchett
|
Cz mar 08, 2007 15:50 |
|
|
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Fakt, ateistką na pewno nie byłaś. Trochę się tylko na boga pozłościłaś.
A mam pytanie.
Gdyby teraz bóg ponownie sprawił masę nieszczęść w Twojej rodzinie, to znowu byś się od niego odwróciła ?
|
Cz mar 08, 2007 20:12 |
|
 |
Kasia_kotecek
Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 12:03 Posty: 21
|
Byłam ateistką. Nie wierzyłam w istnienie Boga, ale Najwyższego dobra. To jest różnica.
Gdyby teraz bóg ponownie sprawił masę nieszczęść w Twojej rodzinie, to znowu byś się od niego odwróciła ?
[/quote]
Nie sądzę. Poza tym Bóg dopuszcza nieszczęścia, ale nie dopuści czegoś,czego nie bylibyśmy w stanie unieść.
Wciąż mam problemy jak każdy normalny człowiek, mój ojciec dość nieudolnie ostatnio walczy ze swoją chorobą, alkoholizmem.
Stoczyłam mase "bitew" o samą siebie i wciąż poniekad je toczę.
Moje stare i nowe życie rózni się tym,że teraz moje problemy niosę z pomoca Chrystusa, w Nim umieram... w Nim zmarwtychwstaję.. nabieram nadziei i On wszystko przemienia.
_________________ Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
|
Cz mar 08, 2007 20:35 |
|
|
|
 |
dobry_dziekan
Dołączył(a): Pt lis 03, 2006 17:17 Posty: 1479
|
Może i Cię nie znam, ale z Twojej opowieści wynika, że na zmianę poglądów w jakichś 99% wpłynęło życie, otoczenie i masa nieszczęść, oraz katastrof, więc moim zdaniem to nie był prawdziwy ateizm.
Wiem, że zaraz polecą odpowiedzi, niekoniecznie od Ciebie, że nie mogę tak mówic, bo Cię nie znam. Cóż. Za mało na razie informacji bym zmienił zdanie 
_________________ "Mówią, że niepełna wiedza jest rzeczą niebezpieczną, ale jednak nie tak złą, jak całkowita ignorancja." T. Pratchett
|
Cz mar 08, 2007 21:39 |
|
 |
No
Dołączył(a): Śr lip 05, 2006 16:42 Posty: 4717
|
Cytuj: . Poza tym Bóg dopuszcza nieszczęścia, ale nie dopuści czegoś,czego nie bylibyśmy w stanie unieść.
Więc czemu tylu ludzi nie daje sobie rady?
|
Cz mar 08, 2007 22:42 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Kasia_kotecek napisał(a): Byłam ateistką. Nie wierzyłam w istnienie Boga, ale Najwyższego dobra. To jest różnica.
To bóg nie jest najwyższym dobrem ?  Czyli najwyższym złem...
Nie znam ateisty, który wierzy w najwyższe dobro...
|
Pt mar 09, 2007 0:29 |
|
 |
zielona
Dołączył(a): Śr paź 19, 2005 15:25 Posty: 581
|
Lubię ateistów. A także protestantów, prawosławnych i wszelkich innych ludzi, których poglądy różnią się od moich.
Pod warunkiem, że nie próbują zmieniać moich poglądów na swoje. Ateistom się takie "nawracanie" zazwyczaj nie zdarza, mam wrażenie, że oni mają ogromny szacunek do czyjejś wolności i nie chcą nic narzucać.
Są dwa gatunki ludzi, których życiowa postawa mnie drażni. Pierwszy to ateiści z lenistwa, którym tak naprawdę na niczym nie zależy i oni nie tyle w Boga nie wierzą, co im się nie chce zastanowić nad swoim życiem. Drugi to wierzący niepraktykujący, ale też nie wszyscy, tylko tacy, co to się niby do katolicyzmu przyznają, ale też bez zastanowienia żadnego, bo ani się to modli, ani nie myśli wcale o wypełnianiu przykazań...
Chyba mnie bezmyślność drażni i brak poszkiwania prawdy.
Przy nich ateista z wyboru i świadomy konsekwencji swojego wyboru to dla mnie bohater i ktoś godny podziwu.
|
Pt mar 09, 2007 9:23 |
|
 |
ToMu
Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49 Posty: 10063 Lokalizacja: Trójmiasto
|
Zielona - mogę się podpisać pod tym, co napisałaś  [masło maślane  ]
Ja rozumiem - jak ktoś myśli jakoś tam, ma swoje poglądy, zna prawdy swojej wiary - to jak spotka kogoś wierzącego inaczej, to powstaje dyskusja, polemika, próby udowadniania sobie różnych rzeczy i przekonania drugiej strony do swoich argumentów.
Jednak trzeba pamiętać, że wiara to nie materia jak polityka - wiara jest sprawą bardzo prywatną i nie można w dyskusji o tym bazować tylko na argumentach, ponieważ bądź co bądź: sedno, wiara sama w sobie, jest czymś nienamacalnym, nieudawadnialnym (jak również istnienie Boga).
Ostatnio niezbyt często, ale swego czasu miałem nieco rozmów np. z protestantami, bardzo ciekawych rozmów. Co ważne - we wzajemnym poszanowaniu. Bo chyba nie ma nic gorszego, niż gdy po jakieś rozmowie (albo w trakcie) człowiek, pomimo wyraźnej dezaprobaty z drugiej strony, stara się wmusić, narzucić drugiej stronie swoje przekonania.
Ja najbardziej cenię... może nie jest właściwe nazwanie ich ateistami - ludzi którzy nie są przekonani do żadnej religii, ale nadal poszukują i są naprawdę otwarci, a dzięki swoim poszukiwaniom: dysponują dzięki swoim poszukiwaniom też sporą wiedzą, której nam (osobom stale związanym z jednym wyznaniem, wspólnotą) niekiedy brakuje. Inna rzecz - takie osoby, po dłuższych poszukiwaniach, mogą być podatniejsze na działanie szarlatanów i zwykłych naciągaczy.
_________________ Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)
Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www
|
Pt mar 09, 2007 11:51 |
|
 |
Kasia_kotecek
Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 12:03 Posty: 21
|
Kasia_kotecek napisał:
Byłam ateistką. Nie wierzyłam w istnienie Boga, ale Najwyższego dobra. To jest różnica.
To bóg nie jest najwyższym dobrem ? Smile Czyli najwyższym złem...Pytajnik
Nie znam ateisty, który wierzy w najwyższe dobro Cytuj: Najwyższe dobro to bardzo głębokie pojęcie. I na pewno poszukując Go nie szukalam Boga. Nie chce mi sie wyklocac. Nie wierzylam w Boga. Tyle.
_________________ Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
|
Pt mar 09, 2007 15:32 |
|
 |
No
Dołączył(a): Śr lip 05, 2006 16:42 Posty: 4717
|
Cytuj: Najwyższe dobro to bardzo głębokie pojęcie.
Możesz rozwinąć tą myśl ?
Takie pojęcia przyjeło się kojarzyć z osobowym absolutem zakładam, że w tym wypadku chodziło o jakąś filozofie ... ?
|
Pt mar 09, 2007 17:06 |
|
 |
Kasia_kotecek
Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 12:03 Posty: 21
|
Owszem. Jakąś energię, lub coś w tym stylu. Ja naprawde nie szukałam Boga, gdyby ktoś 5 lat temu powiedział mi,ze się nawrócę i cała moja rodzina będzie studiowac Pismo Święte, w pełni uczestniczyc w KK to bym się naprawde zdziwiła i na pewno bym w to nie uwierzyła
Nie wiem co mam napisać... po prostu szukałam Prawdy. Wierzyłam,że taka istnieje. I znalazłam, kochającego Boga, który poświęcił się umierając za mnie na krzyżu i zmartwychwstajac, żebym mogła być zbawiona.
_________________ Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.
|
Pt mar 09, 2007 22:18 |
|
 |
gzegzolek
Dołączył(a): Cz lis 09, 2006 7:30 Posty: 38
|
Kasia_kotecek napisał(a): Nie wiem co mam napisać... po prostu szukałam Prawdy. Wierzyłam,że taka istnieje. I znalazłam, kochającego Boga, który poświęcił się umierając za mnie na krzyżu i zmartwychwstajac, żebym mogła być zbawiona.
Rozumiejąc ateizm czysto etymologicznie, to mogłaś i być ateistką. Tylko że czystko etymologiczne znaczenie słowa "ateizm" już raczej nie funkcjonuje we współczesnej mowie. Np. zgodnie z definicjami ateizmu na Wikipedii i PWN (chociaż możnaby się spierać co do tego drugiego), ateistką nie byłaś. Według tychże definicji, ateizm łączy się z materializmem - a materialistką ani przez sekundę nie byłaś, jak piszesz. Cały więc spór o to, czy ateistką byłaś, czy nie, jest faktycznie sporem o język. (Moje osobiste zdanie jest takie, że warto uznawać ergonomię języka a nie być jego niewolnikiem - więc przychylam się do łączenia ateizmu z materializmem)
_________________ A jednak się kręci! - Słońce dookoła Ziemi.
Zaświadczą o tym księża, palcami swymi.
|
So mar 10, 2007 11:08 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Kasia, mówisz, że byłaś ateistką. Skoro więc zmieniłaś poglądy, to zapewne odpowiedziałaś sobie na pytania:
- dlaczego nie istnieje bóg,
- dlaczego nie ma duszy,
- dlaczego nie ma życia wiecznego,
- jak powstał świat, skoro nie ma boga,
- kim są ci wszyscy święci, jezus, jahwe i inni.
Jeżeli nie odpowiedziałaś sobie na tego typu pytania, to byłaś tylko wierzącą ateistką
Tzn. "spotkało mnie złe, więc boga musi nie być"
Tego typu ateistów będzie coraz więcej, gdyż ludzie będą zauważać, że ich autorytety, przeszły na ateizm. Więc sami się zmienią, nie mając ku temu sensownych podstaw.
|
So mar 10, 2007 12:39 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|