Nienawiść a Bóg i spowiedź.
Autor |
Wiadomość |
eMiSiA2501
Dołączył(a): N sty 18, 2009 17:15 Posty: 6
|
 Nienawiść a Bóg i spowiedź.
Mam bardzo poważny 'problem'.
Należę do grona ludzi, dla których Bóg jest najważniejszy. Kocham Go całym sercem. Komunia święta zawsze była dla mnie bardzo ważna. Dzięki niej czułam się spokojniejsza, wiedziałam, że 'Ktoś' przy mnie jest. Do spowiedzi chodziłam regularnie co miesiąc, a czasem nawet częściej.
I teraz pojawił się problem: w moim domu jest źle. Mam na myśli sytuację między rodzicami i mną, a rodzicami - szczególnie ojcem. Nie umiem się z nim dogadać. Po tym, jak teraz postąpił, powiedziałam mu, że go nienawidzę. I tak jest. To właśnie czuję.
Nienawiść do ojca.
Do komunii nie przystępuję już ponad miesiąc. Bardzo mi z tym źle. Jestem zagubiona.
Bardzo chciałabym iść do spowiedzi, bardzo, ale wiem, że rozgrzeszenia nie dostanę. Bóg wybacza błędy, które się żałuje, a ja nie żałuję. Nie żałuję, że go nienawidzę i nie żałuję, że zrobiłam to, co zrobiłam... Jak mam się wyspowiadać.? Co mam zrobić.?
Czy jest dla mnie jeszcze ratunek.?
Jeśli tak, to jak mam ratować siebie i swoją wiarę.  ;(
|
N sty 18, 2009 18:29 |
|
|
|
 |
Ókaż
Dołączył(a): Pt gru 12, 2008 23:03 Posty: 383
|
Gdybym był na twoim miejscu błagałbym Boga aby zabrał ode mnie nienawiść. Wręcz żebrałbym o to. Bóg jest najważniejszy. Jeżeli nienawiść zabiera Ci spokój i zamyka na kontakt z Bogiem to nie jest napewno ona tego warta. Usuń ją z drogi. Przystępowałbym też cały czas do komunii duchowej w trakcie mszy (czyli bez przyjmowania eucharystii). Przepraszam jeśli te rady nic ci nie dadzą ale tylko tyle mogę zrobić.
|
N sty 18, 2009 19:56 |
|
 |
buscador
Dołączył(a): Pn gru 15, 2003 23:13 Posty: 1790
|
 Re: Nienawiść a Bóg i spowiedź.
eMiSiA2501 napisał(a): Czy jest dla mnie jeszcze ratunek.? Jeśli tak, to jak mam ratować siebie i swoją wiar
Ratunek jest zawsze. Ja mam taki praktyczny sposób to znaczy taką inwokację którą sobie powtarzam w takich sytuacjach jak Twoja:
„ Ja …. (tu wypowiedz swoje imię) wybaczam wszystkim tym którzy mnie kiedykolwiek skrzywdzili, wybaczam całkowicie i bez reszty, zapominam wszelkie urazy.
Wybaczam sobie, że krzywdziłem innych. Jestem ukochanym dzieckiem Boga, jestem czysty, niewinny i w porządku, zasługuję na wszystko co najlepsze".
Oczywiście możesz sobie ułożyć swoją inwokację taką jak ci mętalnie odpowiada. Na początku możesz mieć odczucie pewnej sztuczności i być może będziesz buntować się wewnętrznie, ale zazwyczaj szybko to mija a Ty poczujesz wewnętrzny spokój i być może pierwsza wyciągniesz rękę do zgody.
Powtarzaj inwokacje przez 5-10 min. / 3 razy dziennie aż poczujesz, że Twoja podświadomość już się nie buntuje.
_________________ Nie wierzę w Boga którego istnienia można by dowieść
|
N sty 18, 2009 20:46 |
|
|
|
 |
*Julka*
zbanowana na stałe
Dołączył(a): N wrz 21, 2008 10:05 Posty: 1111
|
a ja zawsze przypominam sobie słowa ks. Pawlukiewicza:
" Jeśli nie widzisz,że osoba ta jest Dzieckiem Bożym i jego historia jest święta to daj sobie spokój. Aniołowie w niebie wstawiają się za nim .. "
Spróbuj popatrzeć na to,że wiele osób rani,ponieważ sami są poranieni i nieporadni w tym wszystkim. Często nie zdają sobie sprawy z tego, że poprzez swój żal, strach ranią... ranią z zemsty, z bezradności,strachu,żeby podwyższyć swoją wartość. Ale trzeba im to wybaczyć, bo nikt nie jest idealny-każdy ma wady i popełnia błędy. A poza tym nienawiść niszczy nasza duszę, niszczy nas od środka.
"Rozsądny człowiek panuje nad gniewem, chwałą jego zapominać urazy" (Prz 19,11).
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12,21).
Polecam Ci tutaj fragment o Przebaczaniu z książki Francesco Bersini " Mądrość Ewangelii"
Zwłaszcza ludzie, którzy znęcają się nad tymi, którzy ich obrazili, nie powinni rzucać pierwsi kamienia. Nie mścij się za wyrządzone ci zło. Pozostaw pomstę Bogu (por. Rz 12,19). Pamiętaj, że najbardziej zawstydzisz swego krzywdziciela, gdy zobaczy, iż znosisz obrazę bez chęci odwetu. Taka postawa wpływa pozytywnie także na nieprzyjaciół, zapewnia ci pokój ze wszystkimi i przynosi wielką radość twej duszy. Najlepszym lekarstwem na obrazę jest miłość. Przyjmij tego, kto żałuje swej winy. Nie przywołuj na myśl doznanych krzywd. Zapomnij natychmiast zło i pamiętaj o otrzymanym dobru.."
"Przebaczaj, gdyż jesteś dzieckiem twego Ojca niebieskiego, który sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi oraz zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli rzeczywiście kochasz tych, którzy ciebie miłują, jakąż będziesz miał nagrodę? Czyż nie czynią tak samo grzesznicy? (por. Mt 5,45-46). Przebaczenie nie jest słabością czy obojętnością, jest zwycięstwem dobra nad złem, jest zapoczątkowaniem nowej żywotnej relacji z tym, który wyrządził nam przykrość, jest oznaką duszy szlachetnej i wielkiej, tak jak zemsta oznacza ducha płytkiego i przeciętnego. Kiedy dokonujesz zemsty, stajesz na tym samym poziomie co twój nieprzyjaciel, natomiast zapominając o zemście, stajesz się szlachetniejszy. Piękny i przynoszący radość jest tryumf przebaczenia. W swej wielkości przewyższa wszelkie Zwycięstwa zemsty. Ceń sobie jako zysk to, że jesteś źle traktowany na tym świecie abyś został uwolniony od wiecznej kary. W niebie, gdzie zapomniana Jest każda obraza, będziesz mógł wreszcie cieszyć się wieczną przyjaźnią. przebacz błądzącemu, jeśli nawet nie możesz usprawiedliwić jego błędu. Bądź podobnym do przebaczającego Boga. przebacz, zapominając urazę i nie domagając się przeprosin. Nie żyj stale przeszłością, wspominając rany, które inni być może już zapomnieli. Uwolnij twego ducha od przeszłości. Rzuć otrzymane zło w głęboką przepaść zapomnienia. Większość tych, którzy cię obrazili, nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, co uczynili. Podaruj im wyrządzone ci zło, traktując ich jako niewinnych. Twoje przebaczenie będzie tym większe, jeśli już ustały motywy, by je okazać. Umiej także przebaczać sobie samemu, nie przeżywając latami twych kompleksów winy. Bóg ci przebaczył..."
"Jeśli pragniesz, aby Bóg okazał ci miłosierdzie w czasie swego sądu, bądź i ty miłosierny wobec braci. „Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia" (Jk2,13). Jeśli żywisz uczucie niechęci wobec twego brata, jak możesz szukać miłosierdzia u Pana? Przebacz z serca, gdyż i ty potrzebujesz przebaczenia. Gdy prosisz o przebaczenie dla siebie, jest to właściwy moment, byś przypomniał sobie, że i ty musisz przebaczyć innym. Przyzwyczaiłeś się prosić Boga, aby ci przebaczył, dlatego powinieneś i ty przebaczyć (por. Mk 6,12). Jeśli nie przebaczasz swemu bratu, jakże możesz prosić Boga o przebaczenie twoich win? (por. Syr 27,30; 28,7)"
"Przebaczenie jest spełnieniem gestu, jakiego Bóg nieustannie dokonuje wobec ciebie. Czyż będziesz miał odwagą przyjąć to, czego nie chcesz dać? Uznaj, że potrzebujesz Bożego miłosierdzia i bądź miłosierny wobec braci. Jeśli pragniesz doznać miłosierdzia w niebie, bądź miłosierny na ziemi. Jeśli rzeczywiście przebaczysz twemu bratu zniewagi, jakich doznałeś od niego, przebaczy ci również Ojciec niebieski. Lecz jeśli nie przebaczysz, także i Ojciec niebieski nie przebaczy twoich zniewag (por. Mt 6,14-15). Pamiętaj, że taką miarą, jaką ty mierzysz innym i tobie będzie odmierzone (por. Mk 4,24). Twoje przebaczenie jest warunkiem (por. Łk 11,4) i miarą Bożego przebaczenia. Niech więc miarą twego przebaczenia będzie przebaczanie bez miary (por. Mt 18,22).
Proś o przebaczenie twoich win po przebaczeniu doznanych zniewag. Jeśli nie przebaczysz z serca temu, kto cię obraził, Bóg zażąda od ciebie rachunku także z tego, co uważałeś, że już
dawno zostało ci podarowane (por. Mt 18,23-35). Staraj się usprawiedliwiać braki innych i przebacz najcięższe krzywdy w przekonaniu, że zasłużyłeś na większe kary swoimi grzechami. Przebaczaj, przebaczaj zawsze z miłości, jak Jezus ci przebaczył (por. Kol 3,13), jak ci przebaczył twój Ojciec (por, Ef 4,32)"
troche tego jest ,ale mam nadzieje,ze pomoże...
|
N sty 18, 2009 21:06 |
|
 |
jumik
Dołączył(a): Cz maja 03, 2007 9:16 Posty: 3755
|
Pomódl się do Boga o uzdrowienie swoich uczuć i emocji. On pomaga tym, którzy o tę pomoc proszą - "Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą." (Mt 7:8 ).
I postaw przed swoją wolą (także wolą nienawiści) Boga. Niech On będzie na pierwszym miejscu, a wszystko inne będzie na odpowiednim. Być może ten kryzys (z rodziną) miał Ci pokazać, że jeszcze nie w pełni oddałaś się Bogu, skoro potrafisz nienawidzić. Ale każdy kryzys do czegoś prowadzi i żaden nie jest ponad nasze siły. Odkryj prawdę o sobie i Bogu - postaw Go na pierwszym miejscu, oddaj Mu swoje emocje i całą siebie.
Polecam też książkę "To Jezus leczy złamanych na duchu." - ks. Jan Reczek.
_________________ Piotr Milewski
|
N sty 18, 2009 22:21 |
|
|
|
 |
eMiSiA2501
Dołączył(a): N sty 18, 2009 17:15 Posty: 6
|
Powiedzcie mi tylko jeszcze, czy powinnam iść do spowiedzi.? Co powinnam powiedzieć? Uważacie, że otrzymam rozgrzeszenie.?
_________________ Być kimś, będąc jednocześnie sobą...
|
N sty 18, 2009 22:39 |
|
 |
buscador
Dołączył(a): Pn gru 15, 2003 23:13 Posty: 1790
|
Owszem, możesz tylko najpierw spytaj siebie czy nadal czujesz w sobie nienawiść lub niechęć do twojego krzywdziciela, jeśli tak to raczej wstrzymaj się jeszcze aż sama dojdziesz do ładu ze swoimi uczuciami, nie ma sensu iść do spowiedzi jeśli po niej nadal nie będziesz mogła się przełamać.
Co powiedzieć? Najlepiej prawdę  czyli tak jak Ci dyktuje sumienie, w końcu to co powiesz niema tak istotnego znaczenia jak świadomość że już nie chowasz urazy do nikogo.
Czy otrzymasz rozgrzeszenie? Jak możesz w to wątpić  Bóg zawsze wybacza, oczywiście jeśli będziesz szczera w stosunku do siebie i innych, akurat o to możesz być spokojna  Ale myślę, że najpierw musisz przebaczyć sobie (bo coś mi się zdaje, że w tym tkwi Twój największy problem) Przebaczać sobie także trzeba umieć (po prostu nie traktuj siebie tak surowo ) Jest napisane „kochaj bliźniego jak siebie samego” - czyli nie bardziej
I jeszcze jedno, musisz wiedzieć, że tak naprawdę nie ma nieszczęśliwych przypadków, czyli w naszym życiu spotyka nas wyłącznie to, na co sami sobie zasłużyliśmy (nic więcej, nic mniej). To żelazna zasada przyczyny i skutku. Dla tego jeśli spotyka cię coś złego to zapytaj siebie czy przypadkiem ja nie krzywdzę innych tym samym. Traktuj innych jak lustro w którym możesz zobaczyć swoje własne wady i niedoskonałości, chodzi oto, że najtrudniej jest dostrzec je w sobie. Właśnie dla tego spotykają nas takie a nie inne przykre doświadczenia aby mogło wyjść na wierzch to, co w nas jest złe, coś co trzeba przepracować – zwalczyć w sobie. Czyli raczej należałoby podziękować  swojemu krzywdzicielowi za to, że pomógł nam zrozumieć samych siebie.
_________________ Nie wierzę w Boga którego istnienia można by dowieść
|
Pn sty 19, 2009 10:04 |
|
 |
Notburga
Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 8:21 Posty: 92
|
buscador napisał(a): Czyli raczej należałoby podziękować  swojemu krzywdzicielowi za to, że pomógł nam zrozumieć samych siebie.
Czyli osoba pobita powinna być wdzięczna bandycie, który ją pobił; osoba zgwałcona gwałcicielowi, okradziona - złodziejowi itd? Osobiście szczerze wątpię, czy zgwałconemu dziecku to przeżycie pomoże zrozumieć siebie.
eMiSiA2501 - nie piszesz o najważniejszym - o tym, co się stało, co Twój ojciec zrobił takiego, że odczuwasz nienawiść. Dlatego naprawdę trudno coś sensownego powiedzieć. Istnieje coś takiego jak "słuszny gniew". Istnieją rodzice, którzy postępują źle. My nic o Twoim życiu nie wiemy. Idź do spowiedzi, opowiedz o całej sytuacji i może uzyskasz właściwe jej rozeznanie.
|
Pn sty 19, 2009 10:58 |
|
 |
jumik
Dołączył(a): Cz maja 03, 2007 9:16 Posty: 3755
|
eMiSiA2501 napisał(a): Powiedzcie mi tylko jeszcze, czy powinnam iść do spowiedzi.? Co powinnam powiedzieć? Uważacie, że otrzymam rozgrzeszenie.?
Jeżeli przestaniesz nienawidzić, to otrzymasz rozgrzeszenie. Tylko pamiętaj, że (moim zdaniem) same negatywne emocje to jeszcze nie jest nienawiść. To co pisałaś, to jest nienawiść. Ale pozbycie się nienawiści nie musi (moim zdaniem) oznaczać pozbycia się wszystkich negatywnych emocji do tej osoby, bo naturalne, że jeśli pomyślimy o jakiejś krzywdzie, to pojawiają się złe emocje będące wspomnieniami. Pozbądź się nienawiści tak, żebyś mogła powiedzieć: "już go nie nienawidzę", wybacz mu i poproś o łaski dla niego.
Zastanawiam się czy też nie lepiej byłoby pójść porozmawiać z jakimś duchownym o tym - powiedzieć o swoich emocjach i uczuciach - on będzie wiedział co robić. Może więc umów się przez telefon na spotkanie albo po prostu przyjść i poszukaj księdza, z którym mogłabyś porozmawiać (lub się umówić na rozmowę) i omów to. Szczerze polecam, bo ksiądz może znacznie lepiej wytłumaczyć niż forum (ale to tylko moje zdanie). Sam tak kiedyś szukałem księdza do rozmowy i bardzo pomógł 
_________________ Piotr Milewski
|
Pn sty 19, 2009 11:21 |
|
 |
eMiSiA2501
Dołączył(a): N sty 18, 2009 17:15 Posty: 6
|
 O co poszło...
A więc pytacie, co konkretnie się stało.
Otóż [w wielkim skrócie] - w moim domu nigdy nie było 'normalnie'. Były momenty, kiedy się buntowałam, ale potem z czasem zaczęłam tłumaczyć sobie, że to sprawy moich rodziców i nie powinnam się wtrącać. Starałam się stłumić w sobie wszystkie negatywne emocje i po prostu nie reagować na to, co słyszę i widzę. Potem całymi godzinami przesiadywałam w kościele, płacząc nad własną bezradnością.
Przyszedł czas świąt Bożego Narodzenia. Prosiłam ojca, aby skorzystał ze spowiedzi, ale konsekwentnie odmawiał. Zrezygnowałam.
Następnie, w dzień Bożego Narodzenia rozpętało się piekło. Od samego rana wywołał awanturę, która w ogóle nie miała racji bytu. Wykrzyczał jakieś błędy sprzed nastu lat, itd. Nic się wówczas nie odezwałam. Kiedy po nowy roku przyjechaliśmy do domu, piekło zaczęło doskwierać coraz bardziej. Awantury, awantury, wyrzuty. Pewnego dnia zmieszał mnie z błotem. Wyzwał, nazwał bezwartościową dziwką, itp. Bardzo mnie te słowa zabolały. Jednak byłabym jeszcze w stanie mu je wybaczyć. Przy następnej okazji sytuacja się powtórzyła, tyle że miał mi znacznie więcej do powiedzenia. Poza wyzwiskami stwierdził, że 'Bóg i te wszystkie pice' są mu nie potrzebne, że mnie nienawidzi i, że byłam największą bożą pomyłką. Powiedział, że byłoby lepiej gdybym umarła, bo miałby jeden problem mniej.
Wtedy to właśnie nie wytrzymałam. Powiedziałam, że go nienawidzę...
To tyle, ale zapewniam jest to jedynie WIELKI SKRÓT.!
_________________ Być kimś, będąc jednocześnie sobą...
|
Pn sty 19, 2009 15:10 |
|
 |
Notburga
Dołączył(a): Wt paź 03, 2006 8:21 Posty: 92
|
 Re: O co poszło...
Z tego co piszesz odczuwasz silne emocje adekwatne do bardzo trudnej sytuacji rodzinnej. Samo odczuwanie grzechem nie jest, póki nie podejmujesz działania skierowanego przeciwko ojcu i nie myślisz z upodobaniem o odpłaceniu "pięknym za nadobne". Tak w skrócie. A obszerniej postaram się napisać wieczorem na priv. I bardzo Ci współczuję.
|
Pn sty 19, 2009 15:41 |
|
 |
Ókaż
Dołączył(a): Pt gru 12, 2008 23:03 Posty: 383
|
Jesteś osobą bardzo wrażliwą i dobrą. Napewno nie jesteś żadną pomyłką, jesteś dla Boga wielkim skarbem.
Ta sytuacja jest naprawdę przykra. Twój ojciec według opisu wygląda mi na osobę nie do końca zrównoważoną. Wymaga raczej miłości i modlitwy a nie nienawiści. Gdybyś potrafiła swoją niechęć zamienić na miłość i litość mogłabyś złożyć Bogu naprawdę wielką ofiare. Miłość do osoby która Cię nie szanuje a jednak której jesteś winna szacunek jest trudna ale nie niemożliwa. Na każde zło staraj się odpowiedzieć dobrem a zobaczysz jak wiele to zmieni (także w Twoim ojcu). Chrystus oczekuje tego od nas (zobacz Mt 5, 43-48 Łk 6,27-36).
Pozdrawiam Cie i polecam Dobremu Bogu.
|
Pn sty 19, 2009 16:12 |
|
 |
eMiSiA2501
Dołączył(a): N sty 18, 2009 17:15 Posty: 6
|
Ókaż napisał(a): Twój ojciec według opisu wygląda mi na osobę nie do końca zrównoważoną.
Tak, tak jest.
Przynajmniej od jakiegoś czasu mam takie wrażenie.
Potrafię wiele zrozumieć i spojrzeć 'obiektywnie' na bardzo wiele ludzkich problemów, zawiłości ludzkiego życia. Nigdy nie wydawałam wyroków, bo zawsze tłumaczyłam, że "każdy ma prawo popełniać błędy".
Tylko, czy "błędem " w tym wypadku jest wypominanie swoim dzieciom, że musiał je naście lat utrzymywać.?
Ile razy jeszcze usłyszę, że "pokrzyżowałam" mu plany.? Ile razy zmiesza mnie z błotem i nazwie dziwką.? Ile jeszcze razy dostanę w twarz za prawdę.?
Jego mama, a moja babcia, zadzwoniła do mnie z pretensjami, że nie szanuję ojca, że nie mam sumienia, że Bóg znienawidził mnie za to, jak się zachowuję. Wykrzyczała mi to przez telefon. Chciała powiedzieć jeszcze więcej, ale odłożyłam słuchawkę. Nie mogłam dalej tego słuchać. Ona nie zdaje sobie sprawy ile łez wylewam podczas każdej mszy świętej, kiedy nie mogę przyjąć eucharystii. Nigdy jeszcze nie odczuwałam takiego 'wewnętrznego' bólu. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Stałam się roztrzęsiona, wiecznie zapłakana. Tak bardzo tęsknię. Nie radzę sobie ze sobą. Owszem, przeżywałam chwile załamania, ale tym razem jest tragicznie. Zawalił się mój świat. Mój mały światek. Znajduję chwile ukojenia w różańcu, w godzinach spędzonych na kolanach. Ale mimo to, nie umiem się odnaleźć. Powinnam teraz mocno przyłożyć się do nauki [w kwietniu egzamin gimnazjalny], a ja nie potrafię o tym myśleć...
Potrzebuję się do kogoś przytulić, usłyszeć to beznadziejne "będzie dobrze", zwyczajnie potrzebuję kogoś drugiego. Ale z tym problem. Ludzie nie widzą, albo nie chcą widzieć.
"Samotna pośród tłumu ludzi." Wiem, że jest przy mnie Bóg, wiem. Ale czasem potrzeba takiej ludzkiej obecności, by się podnieść...
_________________ Być kimś, będąc jednocześnie sobą...
|
Pn sty 19, 2009 21:19 |
|
 |
Adiw92
Dołączył(a): Śr gru 03, 2008 0:52 Posty: 24
|
to dobrze ze znajdujesz ukojenie w różancu, modlitwie. W trudnych chwilach ja też uciekam sie do modlitwy i wiem ze to bardzo pomaga.
wiele osob ucieka w alkochol, narkotyki...ale nie o nich mowa.
szkoda tylko, ze nie ma wiecej takich ludzi jak Ty, z tak wrażliwym sumieniem.
wytrwałości w wierze.
|
So lut 07, 2009 21:25 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
 Re: Nienawiść a Bóg i spowiedź.
eMiSiA2501 napisał(a): Mam bardzo poważny 'problem'. Należę do grona ludzi, dla których Bóg jest najważniejszy. Kocham Go całym sercem. (...) w moim domu jest źle. Mam na myśli sytuację między rodzicami i mną, a rodzicami - szczególnie ojcem. Nie umiem się z nim dogadać. Po tym, jak teraz postąpił, powiedziałam mu, że go nienawidzę. I tak jest. To właśnie czuję. Nienawiść do ojca.
Nienawisc rzeczywiscie nie zgadza sie nijak z nasza religia... Zwlaszcza nienawisc do rodzicow...
Sytuacja nie jest az tak dramatyczna jak ja probujesz przedstwic. Zobaczysz, ze z czasem Ci przejdzie. Poniosly Was obu emocje... Jego (kto wie, moze ma jakies problemy, moze ma midlife crisis, moze tez mu nie cudownie, ze stracil 20 lat zycia na wychowywanie i utrzymywanie dzieci) ponioslo i zrobil awanture... Ciebie ponioslo - i znienawidzilas Go za kilka wypowiedzianych w gniewie slow...
Zapomnialas, ze to On (Twoj fizyczny Ojciec) dal Ci zycie... Co mozesz mu dac za to dasz w zamian???
I nie unos sie tak tylko dlatego, ze powiedzial Ci, ze Cie przez 20 lat utrzymywal... Popatrz na to obiektywnie, czy tak rzeczywiscie nie bylo...
Byc moze Ojciec Ci tego nie "wypominal", tylko oszolomiony klotnia z kims na kogo pracowal 20 lat, chcial tej osobie przypomniec, ze jednak cos mu ona zawdziecza. Zycie, dziecinstwo, dach nad glowa, mozliwosc nauki w gimnazjum... Wiele Ojcu zawdzieczasz... Bardzo wiele... Nigdy nie bedziesz w stanie Mu tego zrekompensowac.
Obdaruj Go wiec za to szacunkiem. Nie mysl tylko o sobie, jaka to jestes rozemocjonowana, jak urazil Twoje uczucia, jak Go nienawidzisz...
Pomodl sie za Niego, zeby mu przeszlo, zeby zycie Go lepiej traktowalo...
Nie wymagaj od starego Ojca, zeby pod koniec zycia dziekowal Ci za to ze raczysz na niego patrzec, ze raczysz mu sie w Jego domu dasac i robic fochy, ze sie z nim klocisz. Jesli nie jest zadowolony z dzieci, trudno to Jego sprawa. Ty TEZ nie jestes zadowolona z Ojca...
Przestan byc egoistka, zauwaz tez innych ludzi z ktorymi zyjesz, zauwaz Ojca, ktory ma prace, dom na utrzymaniu... Nie tylko Ty masz swoje egzaminy... Inni tez maja... Odpowiedzialnosc...
|
Pn lut 09, 2009 16:29 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|