Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Śr lis 14, 2018 3:32



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 
 Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga? 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): Pn sie 13, 2018 16:48
Posty: 12
Post Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Od dłuższego czasu trapi mnie kilka kwestii związanych z religią. Jedną z nich jest droga, jaką powinienem przejść w swoim życiu, by zasłużyć na Niebo.

Wydaję mi się, że wystarczy zapytać się własnego sumienia, czy jest się na dobrej drodze. Mi sumienie podpowiada, że bardzo dużo jest jeszcze do poprawy. Mam 17 lat, mocno wierzę w Boga (dodam, że z powodu kilku dość złożonych sytuacji, od kilku miesięcy mam siebie dosyć, wręcz siebie nienawidzę, lecz w modlitwach nawet nie proszę Boga, by to się zmieniło - wiem, że to nie jest dobry znak), chodzę do Kościoła, nie z żadnego przymusu, bo jak najbardziej chcę chodzić i nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy Świętej.

Grzeszę jak każdy człowiek, i w stosunku do Boga, i do bliźnich, niestety zaniedbałem szczerość swojej spowiedzi (wstydziłem się mówić swojemu księdzu, który przecież świetnie mnie zna, o problemach z masturbacją [całe szczęście, uporałem się z tym problemem, pewnie z pomocą z góry, i od dawna mam go z głowy] czy właśnie z nienawiścią do siebie) , przez co chodzenie do niej co miesiąc przez ostatnie lata było chyba mało warte. Co gorsza, ilekroć zrobiłem rachunek sumienia i w końcu miałem się wyspowiadać jak należy, nawet u innego księdza, coś stawało na przeszkodzie - a to musiałem nagle gdzieś pojechać, a to ksiądz nie przyszedł na spowiedź, kiedy według ogłoszeń powinien i tym podobne - jestem już zrezygnowany, bo pod szczerą spowiedź miałem już kilka podejść i ze wszystkich nic nie wyszło.

Wracając do tematu - jak widać, jeszcze nic w moim życiu nie jest ustalone i nie muszę uciekać się do drastycznych kroków, by żyć z Bogiem. Tylko że nie wiem, co się wpisuje w taki termin. Moje sumienie nakreśliło mi drogę, która uwzględnia:
-mocną wiarę w Boga
-staranie się żyć zgodnie z przykazaniami, a w razie błędów, spowiedź i staranie się o poprawę
-oprócz chodzenia do Kościoła w niedzielę i święta, staranie się o to, by chociaż raz na jakiś czas pójść na mszę w tygodniu, znaleźć czas i pokonać lenistwo, by uczestniczyć choć w części dodatkowych nabożeństw i tym podobne
-modlić się rano i wieczorem, również i tu znaleźć czas w ciągu dnia na choć krótką modlitwę
-czytać Pismo Święte, słuchać kazań, szukać innych treści związanych z Bogiem (z tym coraz trudniej, gdyż w większości pojawiają się kwestie polityczne, ale o tym może kiedy indziej) i próbować związaną z nimi naukę wprowadzić do życia
-żyć z innymi tak, by czuć się dobrym człowiekiem

Nie bez powodu w tych kilku punktach powtarzają się takie słowa, jak "próbować" czy "starać się" - każdy z nas jest tylko człowiekiem, i choć to nie powinna być żadna wymówka, to Bóg przecież wie, jak trudno żyć w stu procentach w zgodzie z Bogiem. Tutaj jednak zaczyna się druga część mojego tematu. Mam nadzieję, że nie zostanie to uznane za bluźnierstwo, ale boję się, że Bóg w całym swoim miłosierdziu może być jednak formalny. Co to znaczy?

Z Bogiem w dzisiejszych czasach żyje się łatwiej. Problem w tym, że postawa, którą zawarłem w kilku punktach i która wydaje się nakierunkowana na Boga, tak naprawdę jest letnia. Mimo trudu, który należałoby w nią włożyć, może się okazać zwyczajnie za słaba na to, by zasłużyć do Nieba. Ale by już nie owijać w bawełnę - czy Bogu nie powinniśmy się oddać na wręcz chorego z perspektywy innych maksa?

Pisząc tą część, z jednej strony nie jestem do tego bardzo przekonany, ale jednak mam wątpliwości co do typowego modelu dobrego katolika w naszym świecie. Jest przecież w Ewangelii kilka motywów, które pokazują możliwą drogę - fragment o tym, że nie można służyć Bogu i mamonie, o ziarnie zagłuszonym przez chwasty. Pojawiają się też sytuacje z niedoszłymi apostołami, jak o właścicielu wielu posiadłości, któremu Jezus powiedział, by sprzedał wszystko co ma, rozdał ubogim i poszedł za nim, czy w podobnej sytuacji, kiedy ktoś przed pójściem za Jezusem chciał pożegnać się z rodziną. Czy obecny świat właśnie nie zagłusza nas tak, jak zagłuszone było ziarno? Czasy ascetów się skończyły, brak potrzebnego odpoczynku jest zresztą uznawany za grzech przeciwko przykazaniu "Nie zabijaj", ale czy powinniśmy np. oglądać telewizję? Przecież zdecydowana większość programów ma niewiele wspólnego ze ścisłą nauką Jezusa. Czy zamiast czytać popularne gatunki książek, powinniśmy wybierać tylko te religijne? Czy zamiast poświęcać czas na spotkania ze znajomymi - poświęcić go na modlitwę? Żyć bardzo skromnie, by wszystkie zaoszczędzone pieniądze przeznaczać na potrzebujących? Przykłady można by mnożyć. Wiem, że świat jest jaki jest, kiedyś ludzie kaleczyli swoje ciało dla Boga, a dziś tylko odmawiają sobie seksu przedmałżeńskiego, ale czy dobry chrześcijanin powinien opierać się światu na sto procent, czy tylko na dotychczasowe, dajmy na to, 60 procent? Naprawdę nie wiem co o tym sądzić, bo z Pisma Świętego wynikałoby raczej, by faktycznie wyrzec się wszystkich przyjemności i poświęcić cały swój czas Bogu. Proszę o wyrażenie swojego zdania, zarówno o moim życiu, jak i mych wątpliwościach. Dziękuję.


Pn sie 13, 2018 17:45
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 6244
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Sugeruję poszukania przewodnictwa duchowego. Ustalenia z Ojcem Duchowym konkretnego kanonu modlitwy i uzyskanie błogosławieństwa na konkretne wyrzeczenia. Rada doświedczonej osoby pozwoli Ci ustalić taką drogę, która nie będzie dla Ciebie ani wyniszczającą, ani rozleniwiającą.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pn sie 13, 2018 18:40
Zobacz profil

Dołączył(a): So maja 14, 2011 18:46
Posty: 1153
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Ostatnio miałem takie przemyślenia: wśród świętych był Franciszek, który był "tylko" diakonem i był ubogi jak mysz kościelna. Nie był wykształcony. Dominik Guzman wykształcony był, biedny równie jak Franciszek, ale o ile Franek wskazywał na prostotę i umiłowanie natury, to Dominik na studiowanie, naukę i głoszenie kazań. Tomasz z Akwinu i Augustyn rozmiłowali się w filozofii i w nauce. Tak samo Edyta Stein i Katarzyna Aleksandryjska. Albert Chmielowski z kolei był artystą malarzem. Kamil zakładał szpitale, Benedykt klasztory, Jan Bosco zakładał szkoły. Wielu innych Świętych nic nie zakładało. Rita z Casia była najpierw żoną i matką, potem została wdową, na końcu wstąpiła do zakonu. Kinga była królową. Tak samo Jadwika. Kazimierz był królewiczem. Zelia i Ludwik byli małżeństwem. Błogosławiona Karolina była zwykłą dziewczyną.

Tyle postaw, co ludzi. W Niebie mają wesoło: mają królów i rolników (Izydor). Mają małżeństwa, lekarzy, papieży, księży, adwokatów, uczonych, artystów, ubogich i zamożnych...

Zefciu ma rację - znajdź kierownika. No i bądź sobą. Znajdź swoje powołanie.

_________________
Jeśli Bóg zamyka przed Tobą drzwi otwiera okno !


Pn sie 13, 2018 19:46
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 4386
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Papagol napisał(a):
Od dłuższego czasu trapi mnie kilka kwestii związanych z religią. Jedną z nich jest droga, jaką powinienem przejść w swoim życiu, by zasłużyć na Niebo.




Na Niebo, nie da się zasłużyć.

I co takiego w tym Niebie jest, że chcesz poświęcić całe życie, żeby do niego trafić?

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


Pn sie 13, 2018 20:41
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn sie 13, 2018 16:48
Posty: 12
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
zefciu napisał(a):
Ustalenia z Ojcem Duchowym konkretnego kanonu modlitwy i uzyskanie błogosławieństwa na konkretne wyrzeczenia.

Muszę przyznać, że po tych słowach poczułem się tak, jak wspomniany wyżej niedoszły uczeń, który miał wiele posiadłości, czyli smutny. Zasadniczy problem jest taki, że w życie strasznie ciężko wprowadzić już te wartości, o których pisałem wyżej - bo frazesy typu "życie zgodnie z przykazaniami" są puste, kiedy tylko się o nich pisze (łatwo), a nie wciela w życie (trudno). Gdyby się udało, to już byłoby super, ale i tak wydaje mi się, że to nieco za mało.

Wyrzeczenia to też ciekawy temat. Nie mam wielu hobby - interesuję się piłką nożną, troszkę grami, troszkę fryzurami i to w zasadzie tyle. W wolnym czasie głównie kręcę się po domu i rozmyślam. Trochę czasu marnuję na smartfona i to jak najbardziej można ograniczyć - w sumie w ostatnich dwóch tygodniach miałem dużo pracy związanej z remontem, a także dwudniową awarię prądu - nie miałem problemu, by przez wiele godzin nie korzystać z telefonu, co znaczy, że z tym nie jest tak źle jak u innych nastolatków. Telewizji nie oglądam prawie wcale - czasem tylko włączę sobie jakiś kanał sportowy, by się zrelaksować. Gry komputerowe przestały mnie kręcić już dawno, odpalam je rzadko. Choć od września przybędzie mi naprawdę dużo nauki związanej z maturą, a być może też kurs angielskiego, to wolnego czasu i tak wciąż powinienem mieć sporo. Można go spożytkować na choćby czytanie Pisma Świętego - trzeba tylko pokonać lenia.

Dodam tylko, że np. podczas Wielkiego Postu od kilku lat nie udało mi się wymyślić dla siebie udanego postanowienia, nie mówiąc o jego spełnieniu. Te do 14 roku życia oczywiście z dzisiejszej perspektywy nie były wiele warte - bo co to za wyrzeczenie, że zacznę w końcu dbać o porządek w swoim pokoju czy będę więcej pomagał rodzicom?

Ojca Duchownego musiałbym szukać chyba w innej parafii. To, że wstydziłem się szczerej spowiedzi u swojego księdza, przecież nie mogło się wziąć znikąd - lubię go, co nie zmienia faktu, że jako człowiek jest słaby - to długi temat, nie ma co go tutaj rozpisywać. Kazania prawi rzadko, raz na kilka tygodni, i do tego fatalnie - treść i sposób głoszenia sprawiają, że nie da się z nich czegokolwiek wyciągnąć. Ilekroć biorę udział w mszy w innym kościele, podczas kazań jestem w szoku - zawsze są świetne i rzeczowe, a przynajmniej w porównaniu do kazań mojego księdza.

Cytuj:
Na Niebo, nie da się zasłużyć.

Chodziło ci o to, że nie da się spełnić warunków, które spełnić należy, by pójść do Nieba? Czy może o to, że to nie jest taka sprawa jak wypełnienie druczku w urzędzie (czyli nie jest tak, że modlimy się godzinę dziennie i dzięki temu już zasługujemy na niebo)? Obstawiam to pierwsze. Nie zamierzam tego oceniać, taki jest twój punkt widzenia, być może słuszny (fatalnie to brzmi, oby nie!). Stawia cię to jednak w niedobrej sytuacji - jeśli uważasz, że nie zasłużysz na niebo, to faktycznie może tak być. Jeśli jednak uważasz inaczej - masz duże większe szansę, prawda?

Żeby nie było tak różowo - moja babcia (o niej za chwilkę) rozmawiała niedawno z księdzem o tym, czy da się żyć w stu procentach zgodnie z Ewangelią. Ksiądz twierdził, że tak. Babcia, że nie - po każdy człowiek ma swoje potrzeby, ambicje, co przecież czasem się wyklucza. Po dyskusji ksiądz nieśmiało, ale jednak przyznał jej rację. Może ta sytuacja to nie jest (lub nie powinien być) jakiś wyznacznik, ale pokazuje, że nawet osoba, której powołaniem jest Chrystus, wie, jak to z człowiekiem jest. Inna sprawa, że jeśli myśli tak nawet ksiądz, to jakie spojrzenie ma na to zwykły człowiek?

Cytuj:
I co takiego w tym Niebie jest, że chcesz poświęcić całe życie, żeby do niego trafić?


Jeśli jestem katolikiem i wierzę w Boga, to wierzę też, że po śmierci są tylko dwa wyjścia.

Co mi po tym, że będę żył beztrosko przez 60 lat (co wcale nie jest prawdą, bo bez Boga żyje się znacznie trudniej), skoro później mam przez wieczność cierpieć? Oczywiście, nie o to tu chodzi, by żyć w zgodzie z przykazaniami ze strachu przed Bogiem albo w celu osiągnięcia korzyści. Przede wszystkim trzeba miłować Boga, dopiero wtedy pobożne życie może cokolwiek dać.
_____________________

Odchodząc na chwilę od tematu, przytoczę tu historię swojej babci. Przez całe moje życie, a pewnie i dłużej, babcia mieszkała setki kilometrów od nas. Widziałem się z nią na żywo dwa razy w roku - przez dwa tygodnie na wakacjach i może tydzień w okolicach Wszystkich Świętych. Udało nam się załatwić jej mieszkanie w bliskiej okolicy - nie muszę chyba pisać, ile radości nam to dało.

Niestety, relacje (przede wszystkim mojej mamy) z babcią mocno się pogorszyły i nie są dobre. Przede wszystkim przez to, że babcia nie chciała nas odwiedzać, jeździć z nami na wycieczki itp. Dlaczego? Babcia jest religijną osobą. Codziennie chodzi do kościoła, uczęszcza na dodatkowe nabożeństwa, dużo się modli i czyta Pisma Świętego. Odmawia przyjazdu do nas właśnie pod pretekstem mszy w dzień powszedni czy dodatkowego nabożeństwa. Jasne, teraz, kiedy są gorsze relacje, jest to tylko wymówka, ale wcześniej nią nie była i babcia naprawdę wolała poświęcić dla Boga nasze dobre relacje. Niby racja - Bóg jest w jej życiu na pierwszym miejscu. Powinienem się z tego cieszyć, ale niezbyt potrafię. Rozum podpowiada, że pomiędzy Bogiem a życiem należałoby zachować pewne proporcje, balans (przepraszam, źle to brzmi). Serce - że właśnie wcale nie, że trzeba się oddać w stu procentach. Tu pojawiają się jednak dwa pytania:
1. Czy, mimo postawienia Boga na pierwszym miejscu, babcia właśnie nie grzeszy przeciwko czwartemu przykazaniu i innym wartościom chrześcijańskiej rodziny?
2. Czy to i tak nie jest za mało? W końcu babcia, poza zajęciami związanymi z religią, ogląda telewizję, korzysta z internetu, gra w gry komputerowe, chodzi na spacery, marnuje czas na oglądanie różnych rzeczy w sklepach, których przecież i tak nie kupi itp. Nie poświęca się w stu procentach, mimo że jest bardzo pobożna. Jezus też uczestniczył np. w weselu w Kanie Galilejskiej, choć mógł w tym czasie modlić się lub nauczać (nie jest to żaden wyrzut oczywiście). Nie wiem, co o tym myśleć.
_____________________
Została mi jeszcze jedna zagwozdka. Osoby, które nazywane są przez innych fanatykami religijnymi. Z jednej strony - faktycznie, cały swój czas poświęcają na modlitwę. Z drugiej - robią to nie z miłości, a raczej strachu przed Bogiem, a chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. Na moje oko, lepiej być już tym letnim katolikiem miłującym Boga, niż totalnie zaangażowanym, ale głównie ze strachu. Inna sprawa, gdyby ktoś stał się takim fanatykiem właśnie z miłości do Boga.


Wt sie 14, 2018 21:53
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 4386
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Papagol napisał(a):
Chodziło ci o to, że nie da się spełnić warunków, które spełnić należy, by pójść do Nieba?



Chcąc samemu spełnić konieczne warunki, żeby pójść do Nieba, to musisz przez całe życie, nie popełnić ani jednego grzechu.


Papagol napisał(a):
Stawia cię to jednak w niedobrej sytuacji - jeśli uważasz, że nie zasłużysz na niebo, to faktycznie może tak być. Jeśli jednak uważasz inaczej - masz duże większe szansę, prawda?



To ty chcesz pozytywnym nastawieniem, zasłużyć sobie na Niebo?


Papagol napisał(a):
Jeśli jestem katolikiem i wierzę w Boga, to wierzę też, że po śmierci są tylko dwa wyjścia.

Co mi po tym, że będę żył beztrosko przez 60 lat (co wcale nie jest prawdą, bo bez Boga żyje się znacznie trudniej)


A mi się lżej żyje :mrgreen:
W końcu moge żyć po swojemu, i nie przejmować się tym że jak wpadnie mi w oko jakaś dziewczyna, to od razu mam grzech cudzołóstwa.


Papagol napisał(a):
Oczywiście, nie o to tu chodzi, by żyć w zgodzie z przykazaniami ze strachu przed Bogiem albo w celu osiągnięcia korzyści. Przede wszystkim trzeba miłować Boga, dopiero wtedy pobożne życie może cokolwiek dać.



Ja nie uznaje żadnego miłowania, to nie dla mnie.


Papagol napisał(a):

Niestety, relacje (przede wszystkim mojej mamy) z babcią mocno się pogorszyły i nie są dobre. Przede wszystkim przez to, że babcia nie chciała nas odwiedzać, jeździć z nami na wycieczki itp. Dlaczego? Babcia jest religijną osobą. Codziennie chodzi do kościoła, uczęszcza na dodatkowe nabożeństwa, dużo się modli i czyta Pisma Świętego. Odmawia przyjazdu do nas właśnie pod pretekstem mszy w dzień powszedni czy dodatkowego nabożeństwa. Jasne, teraz, kiedy są gorsze relacje, jest to tylko wymówka, ale wcześniej nią nie była i babcia naprawdę wolała poświęcić dla Boga nasze dobre relacje. Niby racja - Bóg jest w jej życiu na pierwszym miejscu. Powinienem się z tego cieszyć, ale niezbyt potrafię. Rozum podpowiada, że pomiędzy Bogiem a życiem należałoby zachować pewne proporcje, balans (przepraszam, źle to brzmi). Serce - że właśnie wcale nie, że trzeba się oddać w stu procentach. Tu pojawiają się jednak dwa pytania:
1. Czy, mimo postawienia Boga na pierwszym miejscu, babcia właśnie nie grzeszy przeciwko czwartemu przykazaniu i innym wartościom chrześcijańskiej rodziny?




Babka wybrała to drugie, czyli Boga.
Też ciekawe czy to jest prawdziwa wiara, czy tylko strach przed śmiercią który trzeba czymś zapełnić, i tutaj akurat od tego jest Bóg.

Bo jak babka była młoda to Bóg był nie potrzebny, no chyba że od wczesnej młodości co dzień chodziła do kościoła? bo wtedy to faktycznie jest prawdziwa wiara.


Papagol napisał(a):
2. Czy to i tak nie jest za mało? W końcu babcia, poza zajęciami związanymi z religią, ogląda telewizję, korzysta z internetu, gra w gry komputerowe, chodzi na spacery, marnuje czas na oglądanie różnych rzeczy w sklepach, których przecież i tak nie kupi itp. Nie poświęca się w stu procentach, mimo że jest bardzo pobożna.




Rezygnacja z telewizji przepustką do Nieba? :D ludzie ciekawe rzeczy sobie wymyślają, widze że macie jakieś własne pomysły na to wszystko. A robicie tak jak moja sąsiadka i oddajecie 80% swojej pensji czy 80% emerytury na Kościół? czy Radio Maryja? nie wiedzieć czemu, u mnie w okolicy takie praktyki to codzienność :mrgreen: widać mieszkam w jakiejś religijnej okolicy.


Papagol napisał(a):
Jezus też uczestniczył np. w weselu w Kanie Galilejskiej, choć mógł w tym czasie modlić się lub nauczać (nie jest to żaden wyrzut oczywiście). Nie wiem, co o tym myśleć.




Niby Jezus jest Bogiem, a przecież się modlił, i to jakby sam do siebie, bo niby jest w trzech osobach, no ale to przecież jeden Bóg?


Papagol napisał(a):
Została mi jeszcze jedna zagwozdka. Osoby, które nazywane są przez innych fanatykami religijnymi. Z jednej strony - faktycznie, cały swój czas poświęcają na modlitwę. Z drugiej - robią to nie z miłości, a raczej strachu przed Bogiem, a chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.




Z tego co kojarzę to Biblia popiera strach przed Bogiem, więc bycie bogobojnym to raczej coś pozytywnego.


Papagol napisał(a):
Na moje oko, lepiej być już tym letnim katolikiem miłującym Boga, niż totalnie zaangażowanym, ale głównie ze strachu. Inna sprawa, gdyby ktoś stał się takim fanatykiem właśnie z miłości do Boga.


Trzeba być albo zimnym albo gorącym, nigdy letnim :)

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


Śr sie 15, 2018 0:07
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30
Posty: 844
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Najpierw rozwodzisz się na koncepcją pobożnego życia, a później okazuje się, że tak naprawdę chodzi o babcię. Babcia długo mieszkała daleko od Was, więc naturalnie nie jest jej łatwo przyzwyczaić się, że teraz ma do Was rzut beretem. Im jesteśmy starsi, tym mocniej przywiązujemy się do swoich nawyków i zwyczajów, a także niechętnie adaptujemy się do nowych warunków. Babcia nie izoluje się od was dlatego, że jest pobożna, ale po prostu tak żyła wcześniej i zmiana miejsca zamieszkania nie wpłynęła na zmianę jej postawy. Skoro wcześniej nie jeździła z Wami wszędzie, to dlaczego miałoby się to teraz zmienić? Ją to może po prostu męczyć, starsi ludzie nie mają już takiego zdrowia, żeby nie odczuwać dyskomfortu na wycieczkach, więc wolą wieść spokojny żywot domatora. Może nawet nie masz wiedzy o pewnym przykrych dla niej dolegliwościach, przez które nie chce Was często odwiedzać? To wybór babci, że chce żyć tak jak żyła wcześniej i niewiele możesz w tej kwestii zmienić. Na pewno warto rozmawiać z nią o Twoich potrzebach, ale też bądź ciekawy, dlaczego babcia lubi spędzać czas w samotności i nie ma potrzeby tak częstych kontaktów jak Ty. Ludzie są różni i mają różne potrzeby, dlatego zamiast pisać elaboraty o pobożności, mając na myśli babcię i zastanawiać się, czy babcia czasem nie grzeszy, bawiąc się w sędziego ludzkich sumień, po prostu powiesz jej co czujesz w związku z tym, że religia stanowi tak ważną część jej życia.

_________________
"Nauka jest kłótliwa i piękna. Jeśli chcesz mieć z nią coś do czynienia, mu­sisz pro­wadzić wie­cznie proces sądowy."
Isaac Newton


Śr sie 15, 2018 21:00
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 6244
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Papagol napisał(a):
Muszę przyznać, że po tych słowach poczułem się tak, jak wspomniany wyżej niedoszły uczeń, który miał wiele posiadłości, czyli smutny. Zasadniczy problem jest taki, że w życie strasznie ciężko wprowadzić już te wartości, o których pisałem wyżej - bo frazesy typu "życie zgodnie z przykazaniami" są puste, kiedy tylko się o nich pisze (łatwo), a nie wciela w życie (trudno). Gdyby się udało, to już byłoby super, ale i tak wydaje mi się, że to nieco za mało.
Ale właśnie o to chodzi, żeby ktoś Ci pomógł skonkretyzować te postanowienia. Postanowienie „będę żył w zgodzie z przykazaniami” co niby ma oznaczać? Że od jutra Twoje życie będzie bezgrzeszne i idealne?

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Cz sie 16, 2018 6:09
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn sie 13, 2018 16:48
Posty: 12
Post Re: Żyć pobożnie czy wyrzec się życia dla Boga?
Cytuj:
Chcąc samemu spełnić konieczne warunki, żeby pójść do Nieba, to musisz przez całe życie, nie popełnić ani jednego grzechu.

To tylko twój punkt widzenia, ale gdyby tak było naprawdę, to skąd braliby się święci? Przecież każdy z nich był tylko człowiekiem i jak każdy człowiek też musiał być na tyle słaby, by zgrzeszyć. Swoją postawą zasłużyli jednak, by pójść do Nieba. Tytuł świętego też przecież nie bierze się znikąd - by kogoś kanonizować, potrzeba cudu, który dokonał się właśnie za jego wstawiennictwem.

Jeśli czyjaś droga życiowa nie pozwala od razu zasłużyć sobie na Niebo, to jest jeszcze Czyściec. Nawet, jeśli męczarnie mają w nim być takie jak w piekle (obstawiam, że przewyższające wielokrotnie wszystkie cierpienia doświadczane na ziemi - analogicznie, co ze szczęściem w Niebie), to przynajmniej jest jakaś perspektywa na przyszłość - lepiej cierpieć tysiąc lat i dłużej w Czyśćcu, niż cierpieć już na zawsze w Piekle.

Dodam, że ktoś może skrócić nam cierpienia odpustem zupełnym lub częściowym. W Piekle takie coś nie zadziała. W przypadku trafienia do Piekła, jedyne na co można liczyć, to chyba miłosierdzie Boże i śmierć. Mój ksiądz twierdzi, że Piekło jest puste, pamiętamy też przecież plotki, jakoby Papież Franciszek miałby wyrazić podobny pogląd. Jak się to ma do (przede wszystkim) Pisma Świętego i nauki Kościoła? Ta druga być może nie jest doskonała, być może nie zawsze jest nieomylna, ale w Biblii na pewno przedstawiany jest zupełnie inny obraz Piekła.

Cytuj:
To ty chcesz pozytywnym nastawieniem, zasłużyć sobie na Niebo?


Oczywiście nie, to tak nie działa. Sam jednak wiesz, że w życiu podchodząc do czegoś ze złym nastawieniem ciężej sobie poradzić. Jak ty uznajesz, że i tak nie zasłużysz na Niebo i przez to prezentujesz postawę, która faktycznie z drogą do Nieba nie ma wiele wspólnego, to... Bóg być może nie będzie cię uszczęśliwiał na siłę. Wiadomo, dobrymi chęciami Piekło jest wybrukowane, ale mimo wszystko z dobrym nastawieniem i tak ma się większe szansę, wtedy człowiek dużo bardziej będzie się starał.

Cytuj:
A mi się lżej żyje


Też przez pewien czas myślałem, że bez Boga, czyli bez nakazów i zakazów, może łatwiej się żyje. Całe szczęście, że szybko zrozumiałem jedną rzecz - jest dokładnie na odwrót. Widzę, w ilu rzeczach Bóg mi pomaga.

Cytuj:
i nie przejmować się tym że jak wpadnie mi w oko jakaś dziewczyna, to od razu mam grzech cudzołóstwa.

Przecież to tak nie działa. Jeśli szukasz takich argumentów, by usprawiedliwić samego siebie z życia bez Boga, to jest mi trochę przykro.

Cytuj:
Ja nie uznaje żadnego miłowania, to nie dla mnie.


Życie bez miłości jest smutne. Z nieodwzajemnioną miłością - jeszcze smutniejsze. Brzmi to trochę śmiesznie, ale Bóg naprawdę nas kocha i czeka na to, byśmy odwzajemnili tą miłość.

Cytuj:
Bo jak babka była młoda to Bóg był nie potrzebny, no chyba że od wczesnej młodości co dzień chodziła do kościoła? bo wtedy to faktycznie jest prawdziwa wiara.


Nie mam pojęcia, czy od wczesnej młodości. Mimo wszystko nie jest chyba tak, że kiedy strach zajrzał jej w oczy, to dopiero się nawróciła. Była religijna, odkąd tylko pamiętam, czyli przynajmniej od 10 lat. Nie wiem, czy chodziła codziennie do kościoła, ale na pewno każdego dnia się sporo modliła.

Cytuj:
Rezygnacja z telewizji przepustką do Nieba? :D ludzie ciekawe rzeczy sobie wymyślają, widze że macie jakieś własne pomysły na to wszystko. A robicie tak jak moja sąsiadka i oddajecie 80% swojej pensji czy 80% emerytury na Kościół? czy Radio Maryja? nie wiedzieć czemu, u mnie w okolicy takie praktyki to codzienność :mrgreen: widać mieszkam w jakiejś religijnej okolicy.

To były rozważania, czy czasu poświęcanego na przyjemności nie poświęcić na rzeczy związane z Bogiem. Co do darowizn na Radio Maryja - ciężko okłamywać siebie i nie widzieć tego, że osoby oddające renty Rydzykowi są ofiarami jego pazerności. Tekstem o sportowych samochodach ofiarowanych przez bezdomnego napluł w twarz tym wszystkim babciom oddającym mu pieniądze. Zresztą, jeśli ludzie na poważnie rozważali, czy czasem jakiś dziadek nie sprzedał wszystkiego co ma i nie kupił za to tych aut Rydzykowi, to naprawdę coś nie tak musi być z tym radiem.

Ogólnie zostałem politycznie wychowany tak, by być nakierunkowanym na Platformę. Nie popieram ich, ale PiS-u również - tutaj nie gadam o polityce, więc ustosunkuję się tylko do TVP i właśnie Radia Maryja/TV Trwam. Mimo mojej wiary bardzo nie podoba mi się, że ktoś za pomocą manipulacji próbuje mi na narzucić swój światopogląd, a nawet w informacjach związanych z religią przemyca sporo PiS-owskiej propagandy sukcesu. No ale nic tam, zostawmy już ten temat.

Cytuj:
Niby Jezus jest Bogiem, a przecież się modlił, i to jakby sam do siebie, bo niby jest w trzech osobach, no ale to przecież jeden Bóg?


Ja widać jestem za głupi, by to wytłumaczyć. Jedyne, co mogę zauważyć, to istnienie modlitw i do Jezusa, i do Ducha Świętego. Jakiś sens to ma, tak jak osobny sakrament przyjęcie Jezusa (Komunia Św.) i Ducha Świętego (Bierzmowanie).
Mimo wszystko, to kolejny przykład raczej nieistotnego zarzutu, którym można usprawiedliwić swoją niewiarę. Przepraszam.

Cytuj:
Z tego co kojarzę to Biblia popiera strach przed Bogiem, więc bycie bogobojnym to raczej coś pozytywnego.

Nie wiem jak w Biblii, ale nauka Kościoła głosi raczej, by Boga miłować, a nie wyłącznie bać. Z tej przyczyny Spowiedź Św. jest nieważna, kiedy nie żałujemy za swoje grzechy z powodu miłości, a właśnie strachu przed Bogiem.

Cytuj:
Trzeba być albo zimnym albo gorącym, nigdy letnim

Racja, zapomniałem o tym fragmencie. No ale jak to tak - jeśli będąc przeciętnym katolikiem nie udaje mi się dążyć do świętości, to lepiej dać sobie spokój i wybrać życie w totalnym grzechu? Z takich zapisków faktycznie możesz wnioskować, że skoro w dzisiejszych czasach tak ciężko być świętym, to lepiej sobie odpuścić. Ja nie chcę jednak przyjmować tego do wiadomości.

Mrs_Hadley napisał(a):
Najpierw rozwodzisz się na koncepcją pobożnego życia, a później okazuje się, że tak naprawdę chodzi o babcię.

To nie jest tak, jak myślisz. Wypisałem swoje rozważania, na temat swojego życia i swojej drogi.

Co do babci - ona wcale nie jest szczęśliwa, siedząc cały czas w domu. Ciszę i pustkę, poza Bogiem, zapełnia jej grający w tle telewizor, jakieś gierki i internet. Nie jest tak, że wybrała sobie taki tryb życia i jest z niego zadowolona. Tak samo, jak człowiek z depresją albo problemami z alkoholem nie wybiera sobie drogi, która go zabija.

Prosty przykład - dzisiaj do swojego starego domu w okolicy ma przyjechać siostra babci. Zaproponowała małe świętowanie i grilla, bo babcia niedawno miała urodziny, a siostra (czyli moja ciocia) - imieniny. Oczywiście babcia nie chce - mama rozmawiała z nią rano i ponoć w jej głosie słychać było, że szczęśliwa z tego powodu nie jest. To nie jest świadomy wybór, a raczej już problem. Dotychczas, w przeciwieństwie do mamy, raczej szanowałem jej decyzje o zostawaniu w domu, ale powtórzę - jeśli babcia nie chce odwiedzić siostry, to już coś jest nie tak.

Dodam, że te nasze wycieczki nie polegają na imprezach, wspinaniu się po górach itp. - raczej na spokojnym zwiedzaniu, nie rzadko kościołów, bazylik itp. W dodatku nie jeździmy na nie często - nie jest tak, że chcemy zabierać babcię co tydzień, a jej wystarczyłaby jedna wycieczka w miesiącu. W dodatku, kiedy jakimś cudem zdarzało jej się z nami pojechać, to wycieczką "żyła" kolejne kilka dni.


Pn sie 20, 2018 12:18
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 9 ] 

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL