CHORA NA RAKA MATKA NIE ŻYJE
Autor |
Wiadomość |
Anonim (konto usunięte)
|
Trochę nieporozumień się wdarło. Może więc przypomnę fakty.
Dziecko się urodziło, a matka po jakimś czasie zmarła. Nic nie wiemy o tym, czy dziecko ma teraz ojca czy nie. Matka była kilka lat temu chora, niemniej nie przyjmuje się by ta choroba uniemożliwiała zajście w ciążę. Podjęła próbę. Z miłości. Dzieci rodzą się zazwyczaj z miłości. Jej motywacje były tu więc o niebo lepsze niż motywacje dla których pisze posty "Trawy". Miała sporą szansę, że się uda. Ale tym razem się nie udało. W życiu nie można wszystkiego przewidzieć, często się ryzykuje. Niektórzy nie ryzykują - Trawy pewnie jak skończy pisać posty, zostanie zawołany na obiad przez kogoś kto mu go poda. W trakcie ciąży choroba wróciła. Z jakiegoś powodu matka nie zniszczyła płodu. Spróbujmy się wczuć w tą kobietę. Ta kobieta przeżyła już w swym życiu traumę - możliwość własnej śmierci. To co dla nas jest abstraktem, trudną do wyobrażenia przyszłością - że umrzemy, dla tej kobiety było już przeszłością, jej trudnym doświadczeniem. Ona już umierała. Przez długi czas wiedziała, że to się może zdarzyć. Jej umył i jej psychika, w odróżnieniu od naszych, inaczej na to patrzyły. Doświadczyła już przemijania, a teraz jej i tak krótkie życie mogło pozostawić nową istotę żyjącą na świecie. Jej życie, w sensie całkowicie biologicznym, byłoby spełnione. Mogła też zniszczyć życie i prędzej czy później odejść sama. Ale ona już inaczej patrzyła na świat, jej życie od lat miało w siebie wpisaną perspektywę śmierci. Jej wybór opierał się więc na zupełnie innych motywacjach niż religijny ferwor Paschalisa. Aczkolwiek mogła być religijna. "Pełen szacunek" Paschalisie to się oddaje koledze, który przyniósł piwo. Nie omieszkałeś wykorzystać jej życia by przyłożyć postępowaniu innej kobiety. Ta inna kobieta nie obcowała jednak z cierpieniem i ze śmiercią. Nie miała doświadczeń pani Radosz.
Więc zaryzykowała. Urodził się jej synek. Była z pewnością szczęśliwa. Myślicie, że gdy umierała miała w oczach tylko ból i cierpienie? Czy może poczucie spełnienia, że dała życie komuś kogo kocha. Jej motywacje to nie były ideologiczne farmazony. Ona po prostu tak czuła, że tak będzie dobrze. Nie udało się zebrać pieniędzy. Gdy podejmowała decyzję zaryzykowania raczej nie była pewna, że się uda skorzystać z "pionierskiej metody". Może nawet jeszcze nie było o tym mowy. Ludzie pieniędzy nie dali. Jej śmierć utonęła w morzu podobnych tragedii. Takich sytuacji - z pozoru wyjątkowych - jest wiele, istnieje wiele celów dla działalności charytatywnej. Społeczeństwo nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie. Nie może też zaspokoić każdej potrzeby. 80 tysięcy funtów to nie jest dużo, ale też tym razem nie zostały zebrane. Próżno szukać winnych. Renata_ZG jest kolejną z osób, która wykorzystały tę historię to ideologicznej napaści. Pani Anna Radosz z pewnością liczyła na pomoc, ale nie sądzę by jej wymagała. Medycyna może leczyć w rozsądnych granicach finansowych tylko pewne spektrum przypadków. "Pionierskie metody" zawsze pozostaną trudno dostępne. I nie każdy z nich będzie mógł skorzystać. Możemy tylko liczyć na to, że nasz rozwój umożliwi w ciągu kolejnych dziesięcioleci, że to co dziś "pionierskie" stanie się tańsze, a przez to szerzej dostępne.
|
N maja 20, 2007 10:18 |
|
|
|
 |
Renata_ZG
Dołączył(a): So mar 24, 2007 11:15 Posty: 312
|
Cytuj: Renata_ZG jest kolejną z osób, która wykorzystały tę historię to ideologicznej napaści.
nie bardzo rozumiem o co chodzi. Wykorzystuję tę śmierć do tego aby następnym razem kolejna Anna Radosz mogła liczyć na szersze zainteresowanie. Ja bardzo przeżyłam tą śmierć, gdyż: nie podałam publicznie numeru konta no forum, chociaż pisałam o bzdetach, nie namówiłam proboszcza do zbiórki pieniędzy, chociaż myślałam o tym, nie zrobiłam pikiety w mieście aby chociaż 10 osób więcej wpłaciło, itd. Chciałabym jedynie aby ta śmierć pozwoliła szybciej reagować na wołanie o pomoc, gdyż tak naprawdę do siebie mam największe pretensje i teraz to tylko tyle mogę zrobić. To, że dziewczyna prawdopodobnie nie miała szans na przeżycie to inna sprawa i nie należy się tak szybko usprawiedliwiać.
Wydaje mi się, że właśnie mój temat jest trochę wykorzystywany do różnych ideologi i jest to przykre. Dyskusje o aborcji już istnieją i nie ma sensu tu tego rozpatrywać.
|
N maja 20, 2007 10:42 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Cytuj: Z jakiegoś powodu matka nie zniszczyła płodu. Spróbujmy się wczuć w tą kobietę. Ta kobieta przeżyła już w swym życiu traumę - możliwość własnej śmierci. To co dla nas jest abstraktem, trudną do wyobrażenia przyszłością - że umrzemy, dla tej kobiety było już przeszłością, jej trudnym doświadczeniem. Ona już umierała. Przez długi czas wiedziała, że to się może zdarzyć. Jej umył i jej psychika, w odróżnieniu od naszych, inaczej na to patrzyły. Doświadczyła już przemijania, a teraz jej i tak krótkie życie mogło pozostawić nową istotę żyjącą na świecie. Jej życie, w sensie całkowicie biologicznym, byłoby spełnione. Mogła też zniszczyć życie i prędzej czy później odejść sama.
Ten fragment po pewnej modyfikacji można by odnieść także do św. Kolbe.
Kolbe także przeżywał swoją śmierć będąc w obozie. Należał do grupy tzw. "muzułmanów", a więc jego szanse na przeżycie były bardzo nikłe. Czy zdawał sobie z tego sprawę, czy też nie, tego nie wiemy, chociaż możemy przypuszczać, że obserwował u siebie coraz mniejsze możliwości przeżycia.
On skrócił swoje życie na rzecz kogoś kto był zdrowszy i silniejszy, no i miał szanse na doczekanie wyzwolenia.
Analogicznie wyglądało to w przypadku Anny Radosz. Anna Radosz była śmiertelnie chora, jej szanse także nie były zbyt wielkie. Dziecko było zdrowe i jest zdrowe. Dziecko przeżyło, Anna skracając swe życie dla niego.
Jedyna różnica pomiędzy Anną, a Kolbem jest taka, ze ona oddała życie za swoje dziecko. Kolbe za obcego człowieka. Chociaz to i tak nie jest do końca prawda. Dla kapłana pokroju św. Kolbego, każdy człowiek jest bliźnim.
Jeżeli chodzi o beatyfikację. W takim procesie rozważa się nie tylko ten jeden czyn, ale całe życie. Gdyby na tej tylko podstawie wynoszono na ołtarze, to mielibyśmy dzisiaj o tysiące (może setki tysięcy) więcej świętych. Przypadków oddawania swego życia za bliźnich, historia mogłaby podać o wiele więcej, nie każdy z tych przypadków kwalifikuje się jednak na ołtarze.
Co wcale nie oznacza, że ci ludzie nie sa w Raju.
Beatyfikacja (kanonizacja) jest dla nas ludzi, a nie dla Boga. Bóg się takimi sprawami nie kieruje zbawiając daną osobę.
Trochę więc nie rozumiem tego wielkiego "halo" i gadania o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego w sprawie Anny Radosz. Podzielając w tej kwestii zdanie jej brata.
|
N maja 20, 2007 11:14 |
|
|
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Mala uwaga o - sw Maskymilian Maria Kolbe oddal zycie dla czlowieka, ktory mial zone i dziecko i bal sie umierac. Poswiecil sie dla rodziny, aby dzieci w niej mialy ojca a zona meza.
Sw Maksymilian umarl w wieku 47 lat.
|
N maja 20, 2007 11:55 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
PTRqwerty napisal "Z jakiegoś powodu matka nie zniszczyła płodu."
Szczerze powiem, ze nie podoba mi sie to zdanie. To tak jakby plod nie byl dzieckiem. Trzeba nazywac rzeczy po imieniu.
Matka nie zabila dziecka we wlasnym lonie. Taka jest prawda.
To milosc do dziecka daje odwage heroicznym matkom!
Za ta miloscia stoi sam Bog, bo On jest jej dawca.
|
N maja 20, 2007 12:15 |
|
|
|
 |
vox de profundis
Dołączył(a): Wt paź 10, 2006 13:26 Posty: 627
|
Pani Radosz zrobiła to co powinna, i każda normalna matka w podobnej sytaucji zrobłaby to samo. Szacunek za to, ale beatyfikacja za spełnienie swojego obowiązku stanowego byłaby jakimś absurdem.
_________________ zrób to sam katolicy.net haft krzyżykowy
|
N maja 20, 2007 13:44 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
A dla mnie jest to wybór każdego człowieka. I akurat jeśli inna kobieta wybierze inaczej, nikot nie powinien tego krytykować.
Tylko, że sytuacja w Polsce akurat w tej kwestii schodzi do poziomu patologii.
Crosis
|
N maja 20, 2007 13:54 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Wierzymy,że ś.p. Anna Radosz jest już w Niebie.Kto oddał życie za bliźniego,temu wiele zostaje wybaczone.
|
N maja 20, 2007 14:04 |
|
 |
vox de profundis
Dołączył(a): Wt paź 10, 2006 13:26 Posty: 627
|
Polonium 210 napisał(a): Wierzymy,że ś.p. Anna Radosz jest już w Niebie.Kto oddał życie za bliźniego,temu wiele zostaje wybaczone.
Nie wiemy, czy jest w niebie, w czyśćcu, czy gdzie indziej.
Umarła pół roku po porodzie.
Nie wiemy, w jakim stanie duszy umarła.
_________________ zrób to sam katolicy.net haft krzyżykowy
|
N maja 20, 2007 14:16 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Cytuj: Nie wiemy, czy jest w niebie, w czyśćcu, czy gdzie indziej.
Umarła pół roku po porodzie.
Nie wiemy, w jakim stanie duszy umarła.
Może bys tak ty i twój kumpel Polonium ocenę tego gdzie znajduje się Anna zostawili Bogu? A nie zachowywali sie jak przemądrzałe katole.
|
N maja 20, 2007 14:19 |
|
 |
vox de profundis
Dołączył(a): Wt paź 10, 2006 13:26 Posty: 627
|
profos20 napisał(a): Może bys tak ty i twój kumpel Polonium ocenę tego gdzie znajduje się Anna zostawili Bogu? A nie zachowywali sie jak przemądrzałe katole.
1. Polonium to nie mój kumpel.
2. Przecież napisałem, ze nie wiemy, gdzie ona się teraz znajduje. Naucz się czytać ze zrozumieniem.
3. Jeśli chciałeś mnie obrazić, to Ci się nie udało. Jestem fanatycznym "katolem" i jestem z tego dumny.
_________________ zrób to sam katolicy.net haft krzyżykowy
|
N maja 20, 2007 15:23 |
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
vox de profundis napisał(a): Pani Radosz zrobiła to co powinna, i każda normalna matka w podobnej sytaucji zrobłaby to samo. Szacunek za to, ale beatyfikacja za spełnienie swojego obowiązku stanowego byłaby jakimś absurdem.
Obowiązkiem KAŻDEGO chrześcijanina jest głosić Chrystusa, słuzyć z miłością bliźnim, a w razie konieczności oddać swoje życia za Boga lub bliźniego
Cóż takiego zrobił Piotr, że został świętym? Ano robił to co do niego należało
Pani Anna Radosz zrobiła co do niej należało. "Nie ma większej miłości jak ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich"
|
N maja 20, 2007 15:52 |
|
 |
vox de profundis
Dołączył(a): Wt paź 10, 2006 13:26 Posty: 627
|
P. Radosz nie oddała swojego życia w zamian za życie dziecka, tylko nie zabiła swojego dziecka (bo rozpoczęcie chemioterapii by to oznaczało) by ratować swoje zdrowie i życie. To nie jest żadne poświęcenie, tylko rzecz zwyczajna i normalna.
Jeszcze raz powtórzę:
P. Radosz mogła zabić za pomocą chemioterapii swoje dziecko.
P. Radosz nie zabiła swojego dziecka.
P. Radosz rozpoczęła leczenie po urodzeniu.
To, że nie zabiła swojego dziecka jest rzeczą normalną, a nie żadnym heroizmem.
_________________ zrób to sam katolicy.net haft krzyżykowy
|
N maja 20, 2007 19:11 |
|
 |
X
zbanowany na stałe
Dołączył(a): Wt wrz 26, 2006 13:40 Posty: 106
|
 W chołdzie Pani Annie Radosz.
Pytanie czy ciąża była przed chorobą czy w trakcie. Wszystko wskazuje na to, że była przed, gdyż matka zachowała się odpowiedzialnie. Zatem wykazała się heroizmem. Czy była to rzecz normalnia - nie. Bo jak normalna to zburzmy wszystkie rosyjskie pomniki w Polsce - ci żołnierze nie zrobili nic nadzwyczajnego, to była najzywklejsza rzecz. Zatem Kuria Diecezji Nowo Sądeckiej powinna wszcząć postępowanie rozpoznawcze, przed właściwym procesem beatyfikacyjnym, co może zawsze zrobić, bo ją w tej materii KPK nie krępuje. Tyle powinna zrobić jak chce zachować twarz i moralne prawo do głoszenia ochrony życia od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. W przeciwnym razie prostytutki też by mogły to robić a jednocześnie prowadzić się dalej tak jak dotychczas. Jednak głosimy Chrystusa i życiem-czynem i słowem.
|
N maja 20, 2007 19:27 |
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
Cytuj: To nie jest żadne poświęcenie, tylko rzecz zwyczajna i normalna
To jest i poświęcenie, i zwyczajna rzecz. Jest to poświęcenie, bo ryzykując swoim zdrowiem/życiem opowiedziała się za zdrowiem i życiem swojego dziecka
|
N maja 20, 2007 19:34 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|