Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest N lip 22, 2018 13:55



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 79 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęło... 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
No tak... może i to być wcale nie zły pomysł. Dlaczego nie... mogę tak zrobić. Nic się nie stanie spróbować, a może coś mi da. Chyba przechodzę jakiś kryzys wiary, tak mi się wydaję bynajmniej, bo np. było tak, ze straciłam wiarę prawie we wszystko, w swój talent, w ludzi, w szczęście, w smutek, w normalne czynności życiowe itd...


Pt sie 31, 2012 14:07
Zobacz profil
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Bóg jest potęgą naszej siły - polecam spacer - leki mogą zaczekać...


N wrz 02, 2012 2:09

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Jak już napisałam byłam na spacerze i od tego w sumie czasu jest normalnie :D.
Jedno trochę mnie dziwi. Poszłam dziś spać ok. 3 w nocy, a wstałam znowu wcześnie rano jak na mnie, bo o 7.10. Normalnie to powinnam spać tak do 12. Nie wiem co o tym myśleć...


N wrz 02, 2012 6:54
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
hmmm... nie wiem po co mi to było... te dziwne rzeczy, ktore robiłam... czy to był symptom nadchodzącej choroby? Czy to był Bóg, by mną jakoś pokierować, czy no nie wiem pokazać, jaka jestem grzeszna... Czy to był... nie no wątpię, żeby to było opętanie... Jednak skoro tak myślałam i robiłam wiele złych rzeczy, wszystko co robiłam było nie tak, np. sprzątałam w niedziele jak nigdy, ale jak mi siostra przypomniała to i tak nie żałowałam do końca.... Ja nie wiem czy nie popełniłam grzechu względem Ducha Św.... Byłam zbyt szczęśliwa np., zbyt patrzyłam negatywnie na ludzi, byłam zbyt pewna siebie, byłam apatyczna już pod koniec tego wszystkiego... Nie wiem... boje się spowiedzi jak chyba nigdy... dlaczego tak jest? Czy mam się spowiadać ze wszystkich tych rzeczy, które ostatnio robiłam? Nie wiem czemu tak się stało.... Czy to choroba, czy co... Powstrzymam się z chyba ze spowiedzią i pójdę w piątek, akurat jest pierwszy, to będe mogła przyjść bardzo wcześnie i na spokojnie się wyspowiadam wtedy... Teraz wyczuwam zbyt wielki stres i dziwną presję wcześniej, ale już wiem, że nic na siłę...


N wrz 02, 2012 9:16
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Może to było zło... już nie wiem nic... Ale jednak wole tak nie myśleć...


N wrz 02, 2012 9:29
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
no dobra Zły nie mógł to być... bo chyba by było ze mną gorzej niż lepiej... Prawda?


N wrz 02, 2012 9:38
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Chociaż gorzej jest pod względem sumienia... Znaczy widzę swoje grzechy, ale nie wiem czy już z nimi nie przesadzam... mam do tego skłonności niestety, raz mi się zdarzyło napisać ich tyle, że nie byłam w stanie się ich nauczyć i się poryczałam, spowiednik pozwolił mi czytać... Nie poszłam wtedy też do komunii, bo uważałam, że znowu zgrzeszyłam w kościele.... Wpadłam w panikę i nie mogłam przestać ryczeć... Raz kiedyś też czytałam, ale bez pytania tak. Czy ze mną wszystko dobrze???


N wrz 02, 2012 9:43
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Nie było mnie tylko 2 miesiące u spowiedzi, a kartka zaraz zajmie mi całe dwie strony formatu a5, nie wiem nie wyuczę się tego, już za mało czasu... pójdę więc w piątek, przemyślę sobie dobrze wszystko, postaram się nauczyć może i wtedy powinnam dać radę


N wrz 02, 2012 9:52
Zobacz profil
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Klaudinula napisał(a):
Jednak skoro tak myślałam i robiłam wiele złych rzeczy, wszystko co robiłam było nie tak, np. sprzątałam w niedziele jak nigdy, ale jak mi siostra przypomniała to i tak nie żałowałam do końca....

A jak się żałuje do końca, a jak nie do końca? Poczytaj o skrupulantyźmie. Naprawdę jest o wiele więcej "złych rzeczy" (niekoniecznie wg mnie, ale wg wierzących zdaje się tak), które uskuteczniają ludzie w Twoim wieku i żyją :D Jak wpadniesz w pętlę zastanawiania się, czy po zwróceniu uwagi przez siostrę żałowałaś bardzo czy nie dość dobrze, to lada moment będziesz miała problem z normalnym życiem, bo przymus rozważania czy zgrzeszyłaś czy nie będzie zbyt silny.

Klaudinula napisał(a):
Byłam zbyt szczęśliwa np., zbyt patrzyłam negatywnie na ludzi, byłam zbyt pewna siebie, byłam apatyczna już pod koniec tego wszystkiego...

I o tym właśnie piszę. Gdzie jest granica bycia "zbyt szczęśliwą"? I to coś złego? Pewność siebie? Też? Za dużo na siebie bierzesz, zbyt dużo uznajesz za swoją winę. j.w.

Klaudinula napisał(a):
Nie wiem... boje się spowiedzi jak chyba nigdy... dlaczego tak jest?

Bo zapewne uznajesz, że przez te dwa miesiące zasłużyłaś na jakieś ciężkie kary za swoje "przewinienia". W przypadku aspektów religijnych radzę porozmawiać z osobą duchowną, może jej uwierzysz, jak się sama nakręcasz i męczysz.

Klaudinula napisał(a):
Znaczy widzę swoje grzechy, ale nie wiem czy już z nimi nie przesadzam... mam do tego skłonności niestety, raz mi się zdarzyło napisać ich tyle, że nie byłam w stanie się ich nauczyć i się poryczałam, spowiednik pozwolił mi czytać... Nie poszłam wtedy też do komunii, bo uważałam, że znowu zgrzeszyłam w kościele....

Przesadzasz i myślę, że każda osoba wierząca powie Ci to samo. Może pomoże Ci jak spytam Cię z drugiej strony - naprawdę uważasz Boga za takiego chorego katorżniczego mściciela, co tylko czeka na osiemnastolatkę co była zbyt szczęśliwa, albo nie dość dobrze żałowała? Tak szczerze?

Klaudinula napisał(a):
Nie było mnie tylko 2 miesiące u spowiedzi, a kartka zaraz zajmie mi całe dwie strony formatu a5, nie wiem nie wyuczę się tego, już za mało czasu...

Chcesz iść do spowiedzi czy wykuć na klasówkę? Wiesz jaka jest na to rada? Kartkę zostawiasz w domu, obowiązkowo. Nie jestem specem od tych spraw, ale wg mnie sakrament po który chcesz się udać to nie klasówka, gdzie od ilości zapamiętanych informacji zależy ocena, chyba źle to pojmujesz :(


Nie wiem co Ci doradzić - rozumiem, że w Twojej okolicy nie ma osób duchownych do których mogłabyś się zwrócić i czułabyś się komfortowo? Może w szkole albo w okolicy będziesz miała możliwość pogadać z kimś kompetentnym (najlepiej jak zajmuje się młodzieżą) o swoich wątpliwościach? I tych odnośnie samopoczucia i tych odnośnie spowiedzi.
Od siebie doradzam również psychologa (co pewnie potwierdzi tez osoba duchowna), bo im wcześniej zaczniesz pracować ze sobą i swoimi problemami tym łatwiej Ci będzie w przyszłości. Przed tobą matura, być może studia (nie wiem czy planujesz) - nie pozwól by Twoje problemy wzięły górę nad Twoim życiem i zniszczyły marzenia o przyszłości. Bo nie wierzę, że takowych nie masz :)
A może zamiast skupiać się na tych kartkach z maczkiem wypisanymi przewinieniami zrób coś odwrotnego? Pomyśl co mogłabyś zrobić teraz (w tym momencie, w tym tygodniu), by komuś pomóc, kogoś ucieszyć, by dzięki Tobie na czyjejś twarzy zagościł uśmiech? Uwaga skupiona na sobie jest dobra w pewnych aspektach, ale równie ważne jest myślenie o innych. Zrób wspaniały deser dla rodziny, taki niespodziankowy :D Jak rozumiem świetnie realizujesz się plastycznie? Może to wykorzystaj? Moja Mama przejawia podobne talenty i często jak idzie do kogoś z wizytą to niesie własnoręcznie robione podarki, czasem maluje anioły, czasem piękne drzewa (je uwielbiam :biggrin: ), czasem coś robi z innych materiałów - i w wszystko rozdaje. A stara się by prezent dopasować do upodobań i charakteru danej osoby.
Możesz spróbować swoje prace oddać na jakąś aukcję dobroczynną - często takowe się odbywają, by zebrać kasę na działanie jakiejś organizacji, schroniska dla zwierząt etc. Możesz spróbować pracować z dziećmi (jeśli je lubisz) i uczyć je podstaw rysunku.

Podrzucam tu różne pomysły, nie wiem na ile adekwatne, ale wszystkie mają jeden cel - byś się skupiła na dawaniu z siebie innym , zamiast na nieustannym skupieniu się na problemach. Naturalnie - o sobie i swoich radościach i przyjemnościach tez nie można zapominać, wbrew temu co pisałaś masz prawo do bycia nawet bardzo bardzo szczęśliwą i przebojową, pewną siebie dziewczyną :) Więc masz prawo i wręcz obowiązek również sobie robić małe i duże przyjemności :D To zdrowe, pod warunkiem, że nie zapomnisz o innych :biggrin:


N wrz 02, 2012 12:41

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
No jej.. jaki rozpis. Wiem, że przesadzam ze sobą i ze spowiedzią to już jest naginka i rozumiem to jak tylko postaram się spojrzeć ze strony ludzi, którzy mają bardziej poukładane w głowach... Rozumiem, że brzmi to głupio. Wiem.
Szkoda, ze teraz nie czeka mnie nic fajnego... Bo szkoła i nowi ludzie i znowu problemy z nimi... Ja chyba oszaleję... Nowe lokatorki w bursie i nowy pokój, którego z moją koleżanką nie chciałyśmy. W dodatku przydzielili do mnie i do tej mojej koleżanki taka Wiolę, którą kiedyś Marta ze swoją zeszłoroczną lokatorką wykurzyły z pokoju... Chciałyśmy być same w takim pokoju 208, miałam ponoć do tego pokoju prawo, bo mieszkałam w nim cały rok... Stresuje się tym wszystkim mocno. Nie rozumiem Wiola wydaje mi się fajna... Marta niby też ale tak naprawdę to jej nie znam za dobrze. No prawie wcale... Nie rozumiem, jak można tak nie lubić Wioli, może nie jest super, no nikt nie jest, czy to od razu musiała ją obgadywać przy wszystkich w łazience i ją wyrzucać z pokoju?! Nie no ja nie chce z taką osobą mieszkać za bardzo.... Jedyne co widzę optymistycznego na chwilę obecną, to to, ze dziś koncert zespołu Daab w pobliskiej miejscowości... No i może pojawię się u tej pedagog w szkole i pogadam z katechetą... nie wiem jeszcze.... Tak ogólnie, to cieszyłam się na ten rok szkolny... dużo rysowałam i chciałam się lepiej zaprezentować ze swoim warsztatem, ale co do ludzi to wciąż ta sama postawa raczej... Chciała bym być w końcu jakoś szczęśliwsza :<
Sorry za ten dołujący tekst, nie bardzo umiem inaczej pisać... Trochę to głupie takie pisanie... budzę w sobie litość jak zawsze i to nie zmieni się już chyba nigdy...


N wrz 02, 2012 13:04
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Jedyne co optymistyczne... to myśl, że jutro może będzie lepiej................. lecz wątpie


N wrz 02, 2012 13:08
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
no ale dlaczego byłam zbyt szczęśliwa??? nie rozumiesz... ja po prostu się obudziłam i tak od razu byłam szczęśliwa, nie było mi do tego potrzeba ładnego wyglądu, zrobienia czegoś dla siebie, czy gest kogokolwiek, byłam szczęśliwa jak nigdy i nie wiem DLACZEGO...


N wrz 02, 2012 13:16
Zobacz profil
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
nie idź do spowiedzi....


N wrz 02, 2012 14:26
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
Klaudinula napisał(a):
No jej.. jaki rozpis. Wiem, że przesadzam ze sobą i ze spowiedzią to już jest naginka i rozumiem to jak tylko postaram się spojrzeć ze strony ludzi, którzy mają bardziej poukładane w głowach... Rozumiem, że brzmi to głupio. Wiem.

Nic nie brzmi głupio ;) Tylko wskazuję Ci jak to wygląda z zewnątrz i jak dalece sama robisz sobie krzywdę skupiając się na szczególikach i zamęczając się nimi.


Klaudinula napisał(a):
no ale dlaczego byłam zbyt szczęśliwa??? nie rozumiesz... ja po prostu się obudziłam i tak od razu byłam szczęśliwa, nie było mi do tego potrzeba ładnego wyglądu, zrobienia czegoś dla siebie, czy gest kogokolwiek, byłam szczęśliwa jak nigdy i nie wiem DLACZEGO...

Bo tak :D To dobrze, że byłaś szczęśliwa, a zamiast cieszyć się z tego to zamęczasz się pytaniami. Po co? Wolałabyś czuć się przygnębiona? Może to hormony, mogą rozwalić nastrój, mogą i polepszyć :lol:

Klaudinula napisał(a):
Szkoda, ze teraz nie czeka mnie nic fajnego... Bo szkoła i nowi ludzie i znowu problemy z nimi... Ja chyba oszaleję... Nowe lokatorki w bursie i nowy pokój, którego z moją koleżanką nie chciałyśmy.

Z takim nastawieniem to faktycznie ciężko :) Skąd wiesz, że nie czeka Cię coś fajnego?
Sama też nie przepadam za ludźmi (nie personalnie, ale ogólnie), jestem samotniczką, więc poniekąd chyba rozumiem Twoje stanowisko. I jak na ironię, poza domem w bursach, akademikach i tego typu przybytkach mieszkam już wieeele lat (no, ponad 10 tyle moge powiedzieć), więc zawirowania z pokojami też rozumiem, a współlokatorek miałam masę, bo często co rok miałam zmiany składu i pokoju. Ludzie są różni, czasem trzeba się nieco przystosować i tego samego wymagać od innych, czasem trafi się dobrze. Pomyśl jak czuje się dziewczyna, którą do Was przydzielono. Zawsze uważałam trójki za koszmarne pokoje, bo zwykle robiło się tak, że dwie osoby dogadywały się dobrze, a trzecia to takie piąte koło u wozu często... Ty przynajmniej masz dobrą koleżankę w pokoju, a ona? A może okaże się, że świetnie się dogadacie? A zawsze można próbować pertraktować w kwestii pokojów ;)
Jak Cię to pocieszy to mnie w tym roku też wysiudano z mojej ukochanej miejscówki i jestem w trakcie batalii o inną. Bo przydział to przydział, system to system i nic nie szkodzi, że wrzucają mnie do pokoju z ludźmi 7 lat młodszymi, a obok jeszcze kwaterują moich studentów :twisted: Więc witam w klubie :D

Klaudinula napisał(a):
Jedyne co widzę optymistycznego na chwilę obecną, to to, ze dziś koncert zespołu Daab w pobliskiej miejscowości...

Mam przeczucie, że wrócisz zmęczona, ale pełna radości i sił do życia :D I gratuluję gustu muzycznego :brawo:

Klaudinula napisał(a):
Chciała bym być w końcu jakoś szczęśliwsza :< Sorry za ten dołujący tekst, nie bardzo umiem inaczej pisać... Trochę to głupie takie pisanie... budzę w sobie litość jak zawsze i to nie zmieni się już chyba nigdy...

Tak? I nie będziesz się zamęczać pytaniami dlaczego jesteś szczęśliwa? ;)
Może zamiast politowania spróbuj poczuć sympatię? Popatrz w lustro i zobacz fantastyczną dziewczynę z talentem, który nie jest dany każdemu. Choćby Cię skręcało i wykręcało, czułabyś litość i smutek, a także niechęć - spróbuj myśleć inaczej. To brzmi dziwnie, ale póki sama będziesz tak o sobie myślała, to mało się zmieni. Chcesz tak się męczyć cały czas? Jak masz zamiar być szczęśliwa z takim stosunkiem do siebie?

Nie piszę tego wszystkiego ot, tak, dla zabawy. Staram się pomóc, może niewprawnie, może źle, nie wiem. To, że nie piszę o sobie, nie znaczy, że nigdy nie przeżywałam stanów podobnych do Twoich - miałam pokręcone życie i czasem robiłam takie numery, że moi rodzice cieszą się, że żyję ;-)
Jak bezlitośnie punktuję Ci skrupulanctwo, to nie z chęci oceniania Cię, a raczej dlatego, byś mogła poznać kwestię z zewnątrz. Bo z jednej strony piszesz "może przesadzam", ale z drugiej wciąż robisz to samo. Jeśli piszę, że za bardzo się przejmujesz czy powinnaś spróbować zmienić nastawienie to też nie są to gładkie dyrdymały w stylu "myśl pozytywnie, świat jest piękny", ale coś w rodzaju internetowego kopa (ale przez poduszkę :D ) - nie wiem czy zadziała, ale na pewno w jakiś sposób do Ciebie dotrze, choć minimalnie.

Z pewnych względów to mój ostatni post w tym temacie. Dla Twojego dobra, nie dlatego, że nie chcę, czy mam dość. Teraz Twoja kolej - nikt Ci nie pomoże (łącznie z osobą duchowną, psychiatrą, psychologiem, lekarzami maści wszelakiej), póki sama nie poczynisz ku temu kroków. Jeżeli będziesz potrzebowała od mnie jakiejś pomocy - oczywiście zawsze odpowiem na pw, ale już nie na forum.

Trzymam kciuki i mam nadzieję, że w krótkim czasie pojawi się Twój post mówiący o końcu większości kłopotów i Twoim dobrym samopoczuciu ;)

Powodzenia :!: I w życiu ogólnie i w szkole :)


N wrz 02, 2012 14:42

Dołączył(a): Wt sie 28, 2012 20:40
Posty: 58
Post Re: New Age, nie jestem wyznawcą! ale coś mnie na to natknęł
No dzięki Breta za odpowiedź :)

Rzeczywiście powinnam się cieszyć tym szczęściem, chodź było ono nienormalne xD.

Hmmm. no cóż fajnie, ze rozumiesz moje problemy związane z bursą. Powinnam się w zasadzie cieszyć, że taka Marta chce ze mną mieszkać. Jestem dość samotniczką, takim raczej negatywnie nastawionym osobnikiem, więc to fajne, że mnie na tyle lubi. Na pewno będziemy musiały kombinować przeprowadzkę, aby uniknąć nieprzyjemności. Dziwne jest nieco to, że tak naprawdę za dobrze się z nią nie znam. Ona twierdzi, że bardzo jej się podobam oraz, że skoro jesteśmy artystkami (ona uczy się grać w szkole muzycznej na instrumencie) to się dogadamy :-) .
Musze przyznać, że koncert był świetny. :) Nawet nie chciałam na niego jechać wcześniej, bo miałam doła związanego z jutrzejszym dniem wkroczenia do nowej bursowej i szkolnej rzeczywistości. Zwinęłam się w koc, bo było mi zimno i usnęłam. Jak się obudziłam było znacznie lepiej. Chciało mi się już jechać na koncert i nie żałuję :D.

Ja raczej zazwyczaj czuje się beznadziejna i brzydka wśród ludzi. Chodź do brzydkich się nie zaliczam na pewno i owszem mam talent. Postaram się teraz bardziej go doceniać, jako dar od Pana Boga :D i postaram się go bardziej rozwijać. Nie odrzucać go, lecz wręcz na odwrót bardziej go cenić i nad nim pracować :D.

Co do tych lekarzy... to ja nie wiem, bo mama mnie nie puści :). Nie chce też za bardzo... bo nie uważam już, że ma problem z tarczycą. Niby schudłam, ale no nie wiem, pewnie tyle co nic, bo różnicy ja w sobie nie widzę. Tak mi tylko mama powiedziała. Zapisze mnie też do tego psychologa całego...

Może skontaktuje się z tą panią pedagog i z katechetą, no ale o ile się zdobędę na dowagę ;).
Pewnie będę musiała iść w końcu na jakieś badanie krwi... tak sobie pomyślałam, bo chciał bym oddawać jak ukończę 18 rok życia.
Ostatni Twój post. Spoko:) I tak dużo z siebie dałaś, to miłe. Mam nadzieję, że jakoś się w życiu ułoży, no zobaczymy. Nawet się nieco cieszę na ten rok szkolny, głównie na te artystyczne zajęcia.
Pewnie pokażę pani od rysunku i malarstwa swoje prace, których zrobiłam całkiem sporo.
Kurcze... szkoda trochę, że przez ostatni tydzień całkiem sobie odpuściłam rysunki. No cóż, może to mi było potrzebne.

Jedno jest pewne jestem wciąż normalna i nie chcę znów mieć takich dziwnych akcji w swoim życiu. Oby się nie powtórzyło ;).

Dzięki Breto za pomocny i pokrzepiający wpis.
Może jeszcze odezwę się do Ciebie na priv kiedyś, skoro się polecasz ;).
Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za wszystko :biggrin:
Może jeszcze umieszczę tu wpis, ale to już pod koniec tygodnia, gdy wrócę z tego paskudnego bursidła :badgrin:.
:lol:


Pn wrz 03, 2012 0:51
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 79 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL