Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt lip 23, 2019 23:11



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
 Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): Pn mar 11, 2019 19:34
Posty: 4
Post Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Czytałem kilka wątków na ten temat, ale w żadnym nie znalazłem odpowiedzi na mój problem, postanowiłem więc, że go opiszę. Mam 20 lat, długo byłem ateistą, ale niedawno przeszedłem nawrócenie. Mam jednak wielki kłopot, który jest we mnie odkąd pamiętam - czyli homoseksualizm. Kiedyś było mi to obojętne, bo nie znałem Boga. W szkole poznałem chłopaka, w którym się zakochałem. Mogę powiedzieć, że to moja pierwsza i jedyna miłość. Dawniej było to moje największe szczęście, ale odkąd wróciłem do Boga jest to kolec w moim sercu. Nigdy nie miałem złych zamiarów, po prostu się zakochałem i podążałem za tym co wydawało mi się słuszne. Jednak odkąd zgłębiam swoją wiarę, wiem, że nie ma żadnego usprawiedliwienia u Boga dla tych czynów. Niektórzy targują się z Bogiem, chcą akceptacji, ale ja nie mam zamiaru podważać woli Boga. Jednocześnie nie rozumiem czemu na mnie spadła taka kara. Pomimo mojego oddania Bogu obciąża mnie taki niewybaczalny grzech, którego przecież nigdy nie chciałem. Szczerze mówiąc zawsze obrzydzał mnie ten świat homoseksualistów, ich parady, rozwiązłość, chęć adopcji dzieci, zawsze wydawało mi się to złe. Jednocześnie kochałem osobę tej samej płci, ale nie czułem, że kogoś krzywdzę. Teraz wiem, że to krzywdzi Boga. Ciągle modlę się płacząc, przepraszając Boga i prosząc o pomoc... Bardzo chciałbym być normalny, ale nie potrafię. Nie jest to dla mnie problem zaniechać czynności seksualnych. Ale mój problem to miłość duchowa do chłopaka. No bo to nie jest tak, że nie chcę go porzucić, bo będzie brakowało mi cielesności. Mi będzie brakowało jego miłości. Myślałem, że może go po prostu porzucę, może poznam jakąś dziewczynę, ale bardzo za nim tęsknię i martwię się o niego. Nie chcę skrzywdzić żadnej kobiety okłamując ją i dając fałszywą rodzinę, bo w sercu będę miał kogoś innego. Przecież taki sakrament małżeństwa będzie fałszywy. Ludzie mogą mi nie wierzyć, ale jeśli Bóg mnie zna, to wie jak czyste mam intencje i jak prawdziwe i bezsilne są moje łzy. Ten chłopak to najbliższa mi osoba, bez niego czuję się samotny i zawsze się o niego martwię, bo wiem, że ma wiele problemów, trudną sytuację, a w dodatku jest ateistą. Zawsze wyśmiewał wiarę, ale ostatnio całkiem na poważnie wyznał mi, że się za mnie pomodlił, bo się o mnie martwi. Bardzo mnie to zaskoczyło, że podjął się modlitwy. Chciałbym zabrać go do kościoła, pokazać mu kapliczki Matki Boskiej. Tylko boję się czy to nie będzie obraza dla Boga? Moim marzeniem jest go nawrócić. Ale wiem, że to bardzo długa droga. Która pewnie kosztowałaby mnie wiele grzechów. Jednak nie potrafię, po prostu nie potrafię odciąć go od siebie i skazać na wieczne potępienie. Bo wiem, że jeśli teraz się od niego odwrócę, to on stoczy się w tym złym świecie. Martwię się o jego duszę. Nie potrafiłbym potem budować rodziny, uśmiechać się do Boga, wiedząc, że skreśliłem człowieka, który na mnie liczył. Jednocześnie ta walka wymaga ode mnie grzechu. Czuję, że to takie błędne koło. Mogę odsunąć się od cielesności, wytrzymam w tym dla Boga, ale nie potrafię wyrzucić z serce miłości. To osoba, która tyle razy mi pomogła, która tyle wspierała i ocaliła choćby od grzechu samobójstwa. Nie umiem też odrzucić duszy, która na mnie liczy i która się beze mnie gubi. Chciałbym przyprowadzić ją z powrotem do Boga. Ale co mogę? Nawet jeśli nawrócę go do wiary, nawet jeśli on dla mnie zgodzi się na celibat, to przecież w oczach Boga i tak będę skreślony za kochanie osoby tej samej płci, za mieszkanie z nią, za przytulanie, gdy jej smutno i mówienie kocham, ale bez uprawiania seksu. Mogę tego kocham nie mówić, ale przecież Boga nie oszukam, on wie co mam w sercu - miłość. Mogę powiedzieć "tak" kobiecie przed ołtarzem, ale Bóg będzie wiedział kogo mam w sercu. Mogę od niego się odwrócić i żyć samotnie, ale jak tak żyć z myślą, że najbliższa mi osoba na ziemi z każdym dniem stacza się i oddala od Boga. Czuję, że wszystko byłoby łatwiejsze gdybym nie kochał żadnego chłopaka. Gdybym nie przeżył z kimś 5 lat. Każde wyjście jest dla mnie złe, bo co bym nie zrobił to będzie przeciw Bogu. Co sprawiło, że to na mnie spadło? Jak cieszyć się z życia wiecznego bez osoby, którą kocham sercem a nie ciałem? Moja sytuacja jest beznadziejna, bo nawet jak powiem, że to miłość przyjacielska, braterska, to Bóg i tak wie jaka ona jest - homoseksualna. Tak bardzo boli mnie to życie z grzechem, z którym nie potrafię sobie poradzić, że myślę już tylko o samobójstwie. Patrzę na ludzi normalnych i zazdroszczę im, że są od tego wolni :cry:


Pn mar 11, 2019 19:37
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 5291
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
an_tek napisał(a):
Jednak odkąd zgłębiam swoją wiarę, wiem, że nie ma żadnego usprawiedliwienia u Boga dla tych czynów.




A dla całej reszty tysięcy innych grzechów, to jest usprawiedliwienie?



an_tek napisał(a):
Gdybym nie przeżył z kimś 5 lat. Każde wyjście jest dla mnie złe, bo co bym nie zrobił to będzie przeciw Bogu.




Żebyś był po stronie Boga, to byś musiał nie popełniać żadnych grzechów, a to nie jest możliwe, bo każdy popełnia jakieś grzechy.


an_tek napisał(a):
Patrzę na ludzi normalnych i zazdroszczę im, że są od tego wolni :cry:



To jak ja, nie jestem homoseksualistą, i romasuje sobie z dziewczynami, cały czas żyjąc w stanie grzechu ciężkiego, to ja jestem wolny? niby od czego?

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


Pn mar 11, 2019 21:40
Zobacz profil
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30
Posty: 1236
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
@an_tek nie jest niczym złym zauroczyć się w drugim człowieku. Strzała amora powoduje, że człowiek zaczyna żyć jakby w innej rzeczywistości, traci apetyt, myśli godzinami o TEJ osobie, pragnie być z nią blisko, spędzać z nią jak najwięcej czasu, a nawet planuje wspólną przyszłość.
Nie rozpatrywałabym w ten sposób ukierunkowanej miłości jako kary. Bóg nie pokarał Cię skłonnościami homoseksualnymi, podobnie jak nie zesłał kary na niewidomego od urodzenia. Bóg Ciebie kocha, jest przy Tobie w tych trudnych chwilach. Nie jesteś też wcale nienormalny, potrzebujesz tylko czasu, by przejść przez te silne emocje, one miną, ale pozwól sobie na nie, nie wypieraj ich. Już samo napisanie o tym, co tak bardzo boli, to dużo, bo wiele musiałeś z siebie dać, by napisać tutaj na forum. To piękne i szlachetne z Twojej strony, że tak bardzo martwisz się o kogoś, kogo kochasz.
Wiedz, że grzechem nie są uczucia żywione wobec drugiej osoby, bo nie mamy na nie wpływu, one się czasem pojawiają i walka z nimi jest bardzo trudno i niełatwa, wielu upada, nie jesteś więc sam ze swoimi trudnościami, tu nie chodzi o to, że jesteś zły, bo upadasz, przeciwnie kochasz Boga i przeżywasz rozterki, bo trudno Ci uporządkować pewne sprawy, jest to dla Ciebie niełatwe zadanie. Upadek jednak nie czyni Cię złym człowiekiem, bo każdy upada, przeżywa momenty, kiedy jest mu najtrudniej na świecie, kiedy myśli, że nie da rady, że jest do niczego, że coś jest ponad jego siły.
Bóg zna ludzką kondycję człowieka, zna jego słabości, a mimo to kocha człowieka pomimo tych niedoskonałości. Gdy jest Ci ciężko zawierz się Bogu, oddaj mu swoje trudności, zaproś do nich Boga. I daj mu czas.
I jeszcze jedno: nie bądź sam ze swoimi problemami, udaj się do specjalistów, którzy mogą udzielić Ci fachowej pomocy lub zadzwoń na bezpłatną całodobową infolinię 800 120 002 lub 116 123, możesz również skorzystać z pogotowia duchowego: http://www.pogotowieduchowe.pl/, gdzie dyżurują osoby duchowne.

_________________
"Nauka jest kłótliwa i piękna. Jeśli chcesz mieć z nią coś do czynienia, mu­sisz pro­wadzić wie­cznie proces sądowy."
Isaac Newton


Pn mar 11, 2019 21:58
Zobacz profil

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2018 19:14
Posty: 272
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
an_tek napisał(a):
Nigdy nie miałem złych zamiarów, po prostu się zakochałem i podążałem za tym co wydawało mi się słuszne. Jednak odkąd zgłębiam swoją wiarę, wiem, że nie ma żadnego usprawiedliwienia u Boga dla tych czynów

Pamiętasz Samarytankę, która żyła z kilkoma mężczyznami jak żona z mężem - której o tym powiedział sam Bóg, i której pozwolił się poznać - tak jak Tobie.
Czy Bóg ją potępił? - Nie!
Czy ludzie ją potępiali? - Tak!

an_tek napisał(a):
Mogę odsunąć się od cielesności, wytrzymam w tym dla Boga, ale nie potrafię wyrzucić z serce miłości.

Tak samo Bóg nie potrafi Ciebie wyrzucić ze swojego serca przez miłość którą Cię obdarza.
Za grzechy ludzkości poszedł na krzyż. Z tej samej miłości która jest i w Twoim sercu.

W wielką sobotę jest czytanie w Brewiarzu o Zstąpieniu Pana do Otchłani. Przeczytaj i rozważ w sercu jak wielka miłością Bóg Ciebie kocha.
https://brewiarz.pl/indeksy/pokaz.php3?id=6&nr=119

an_tek napisał(a):
Tak bardzo boli mnie to życie z grzechem, z którym nie potrafię sobie poradzić, że myślę już tylko o samobójstwie

Widzisz mój drogi można przewidzieć dzień naszych narodzin, ale i tak tylko Bóg wie kiedy dziecko przyjdzie na świat. Relatywnie tylko Bóg wie, kiedy zejdziemy z tego świata. I tylko On jest Panem naszego życia i śmierci! My nie jesteśmy. Proszę, nigdy o tym nie zapominaj.

W chwilach bólu i strapienia może zechcesz sięgnąć po tę modlitwę:
Modlitwa Ignacego Loyoli - założyciela zakonu Jezuitów.

Zabierz, Panie, i przyjmij całą
wolność moją, pamięć moją i rozum,
i wolę moją całą,
cokolwiek mam i posiadam.
Ty mi to wszystko dałeś
- Tobie to, Panie, oddaję.
Twoje jest wszystko.
Rozporządzaj tym w pełni
wedle swojej woli.
Daj mi jedynie miłość
Twoją i łaskę,
albowiem to mi wystarcza.

Amen.

Pozdrawiam Cię serdecznie.


Wt mar 12, 2019 5:23
Zobacz profil

Dołączył(a): N maja 29, 2016 14:48
Posty: 3265
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
An_tku (dobrze odmieniam?), mogę Ci tu dawać różne rady, ale... nie będąc w Twojej sytuacji, trudno mi wczuć się w Twoje problemy (a i Tobie pewnie trudno byłoby mi zaufać).
Zawsze możesz powiedzieć "łatwo ci tak gadać" i pewnie będziesz miał rację.
Dlatego proponuję Ci poszukać pomocy u ludzi, którzy mają ten problem co Ty - są homoseksualni a jednocześnie chcą żyć jak chrześcijanie.
Zerknij na stronę Grupy Odwaga http://www.odwaga.org.pl/
Szczerze życzę powodzenia.

_________________
pozdrawiam serdecznie
Marek
Obrazek


Wt mar 12, 2019 21:04
Zobacz profil WWW

Dołączył(a): Pn mar 11, 2019 19:34
Posty: 4
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Bardzo dziękuję za Wasze wiadomości. Wszystkie je przeczytałem i wziąłem sobie do serca. Czytałem nawet po kilka razy, szukając w tym jakiegoś światła i drogowskazu.

Choć przyznam, że ten dzień, który niedawno dobiegł końca był dla mnie dosyć ciężki. Byłem pozytywnie nastawiony ze względu na umówioną rozmowę z osobą duchowną, pokładałem w tym wiele nadziei, ale gdy ta osoba tylko się dowiedziała jaki mam problem, to od razu przerwała rozmowę... Było to dla mnie bardzo bolesne odrzucenie. Poczułem jakby uszła ze mnie cała chęć do życia. Dużo też dzisiaj czytałem portali Katolickich i przeraziło mnie to wszystko. Najstraszliwsze były cytaty z Biblii o homoseksualizmie, które dobrze znam, a które jednak za każdym razem uderzają tak samo... I cytowane słowa Boga, że takie osoby nigdy nie dostąpią Królestwa Bożego. Tak przynajmniej ja to odbieram. I czuję przed tym ogromy lęk, zagubienie, bezsilność. Codziennie szukając drogi do Boga, napotykam wiele osób, które są bardzo negatywnie do mnie nastawione. Dziś jedna powiedziała, że nie wystarczy być świętym na 99,99%, trzeba być na 100%, bo niebo jest dla nielicznych. W pierwszej kolejności pomyślałem o mojej rodzinie, bo wiem, że im daleko do tych 100%. I czuję ogromną frustrację, że nie mogę im pomóc, rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem wielu ludzi, których kocham, a czasem nawet nie znam. Przypominam sobie osoby, które mignęły w moim życiu tylko przez chwilę, np. kiedyś w pociągu bardzo sympatyczna Pani, która bardzo życzliwie ze mną porozmawiała, a potem tak ciepło się pożegnała. Było to takie przyjemne uczucie pokoju, miłości, braterstwa, dobra... Dało mi szczęście, że ludzie są po prostu życzliwi. I przypomniałem sobie dziś o niej, i zrobiło mi się przykro, że może ona też nie daje rady wyrobić tych 100%... a ja nie mogę jej pomóc, pomodlę się dziś za nią i za wszystkich, bo kocham ludzi i uwielbiam uczucie dobra. Może kiedyś byłem ślepy, ale wiara otworzyła mi te oczy i każdy stał się dla mnie bliźnim.

Ale co mogą znaczyć modlitwy takiej osoby jak ja? Która w oczach Boga na własne życzenie rezygnuje z jego Królestwa? Z dnia na dzień narasta we mnie obrzydzenie do samego siebie, bo widzę jak ludzie wierzący reagują na mnie. Dopóki nie poznają mojego problemu są mili, ale potem jest tylko pogarda... Przez chwilę miałem dziś motywację, żeby pomimo swojej choroby, po prostu kochać Boga i ludzi, działać najlepiej jak potrafię. Wymyśliłem sobie taką inicjatywę, żeby zachęcać ludzi do czynienia dobrych uczynków i kierować się przy tym miłością do Boga. To miało być też wyzwaniem dla mnie. Abym codziennie zrobił jakąś najmniejszą rzecz, która będzie naśladowaniem słów Bożych. Po to, żebym codziennie mógł zatrzymać się w tym zabieganym, materialnym świecie i zobaczyć, że jest obok mnie ktoś kto potrzebuje rozmowy, ktoś kto potrzebuje, abym go napoił, abym przyodział... Najpiękniejsze było dla mnie to, że zrozumiałem iż to z mojej miłości do ludzi, do świata stworzonego przez Boga. Że kupienie ciepłej bułki bezdomnemu i serdeczna rozmowa z nim będzie jak rozmowa z Bogiem. Bez oceniania go czy jest pijakiem, czy jest brudny, czy może iść do pracy. Po prostu przyjęcie go takim jakim jest i kochanie go, bo to przecież Bóg go posłał na ten świat. Do tej pory zdarzało mi się np. zostawiać jedzenie w różnych miejscach z nadzieję, że odnajdzie je tam ktoś kto jest głodny. Kiedyś wracałem pociągiem do domu, kupiłem sobie kilka batonów na drogę, bo cały dzień nie miałem nic w ustach, jedząc je pomyślałem, że przecież nie każdy może sobie na to pozwolić, a ja wcale nie muszę się aż przejadać i ucieszyłem się, że mogę go zostawić tam, by się po prostu podzielić. To było takie ciepłe uczucie, jakby pojednanie z duszą osoby, której nawet nie znam. Dlatego zapragnąłem dzielić się tym w internecie, zasiewać w ludziach ziarenka wiary, i jakoś starać się przekazywać im moją intencję, żeby takie gesty pomagały otwierać się na innych, na miłość na Boga...Pomyślałem, że może ktoś smutny, ktoś w depresji, ktoś niewierzący natrafi na taki profil na modnym portalu i zainspiruje się tym do wiary, do sensu życia...

Przygotowałem, więc logo, oraz powitalną grafikę i post https://www.instagram.com/dobreuczynki/ . W ciągu pięciu godzin profil zaobserwowało 6 osób, a 14 polubiło post. Było to dla mnie sukcesem i radością, że na swój sposób mogę głosić wiarę w Boga. Że może dotrę do rówieśników. I byłem szczęśliwy dopóki nie przypomniałem sobie o swoim problemie, dopóki nie spotkało mnie to odrzucenie przez osobę, która obiecała mi rozmowę i wsparcie, ale zmieniła zdanie, gdy dowiedziała się kim jestem. I poczułem, że dla Boga też się nie liczy to, co robię, bo i tak homoseksualizm wszystko niweczy... Znów odechciało mi się jutro wstawać, żyć... Znów naszły mnie te lęki i ta bezsilność...


Cytuj:
Zauważyłem dziś, że mam pełne szafki jedzenia, które pewnie się zmarnuje. Jak zwykle w szale konsumpcjonizmu kupiłem tego za dużo. A tak wielu jest potrzebujących. Zebrałem te rzeczy i wystawiłem je na aukcję charytatywną dla zwierząt, aby podzielić się jedzeniem i wesprzeć bezbronne istoty. To zainspirowało mnie do stworzenia tego profilu! Kierując się miłością do Boga i wszystkiego co stworzył, chciałbym motywować tutaj siebie oraz Was, abyśmy codziennie starali się robić jakiś dobre uczynki. Może to być najdrobniejszy gest - życzliwe ustąpienie miejsca w autobusie, nakarmienie bezdomnego psa, rozmowa z samotną osobą, podzielenie się nienoszoną odzieżą. Co tylko popłynie z naszych serc i co tylko sprawi, że nasze dusze rozweselą się na myśl o dobru, którego tak dziś brakuje. A które możemy przywrócić. Chciałbym tym profilem przypomnieć sobie i Wam, że szczęście to nie tylko wystawne życie na pokaz, markowe ubrania i drogie kosmetyki, ale to także czynienie dobra. Nie ma nic złego w sprawianiu sobie przyjemności materialnymi rzeczami, ale warto pamiętać, że istnieje też dusza, którą cieszy po prostu dobro, bliskość i miłość do ludzi, zwierząt oraz całego świata. Z całych sił postaram się tutaj codziennie dodawać nowe zdjęcia, pisać o swoich dobrych uczynkach i motywować słowami Biblii. Aby czasami wyskoczyło Wam powiadomienie na Instagramie, że warto otworzyć serce i pomagać. Mam nadzieje, że dołączycie do mnie i będziecie dzielić się w komentarzach swoimi dobrymi uczynkami. Liczy się każdy gest, każda życzliwość i każda zmiana na lepsze. Może codziennie mijasz głodnego kota? Może obok mieszka samotna, schorowana osoba? Może w okolicznym domu dziecka brakuje porzucona dusza marzy o rodzinnych święta? Może ten profil pozwoli Ci to zauważyć i zmienić? Może odnajdziesz dzięki temu sens życia? A może ktoś kiedyś w komentarzu napisze tutaj o dobrym uczynku, który wyświadczył Tobie? Zapraszam wszystkich! #dobreuczynkizbogiem


Staram się jak mogę, próbuję wyrzekać się wszystkiego na co nie pozwala Bóg, ale jestem tylko człowiekiem... Widziałem dziś szczęście normalnej pary, z jednej strony byłem wesoły, że oni są radośni i że mimo młodego wieku łączą miłość z wiarą w Boga. Że idą dobrą drogą, że dbają o swoje dusze. Ale z drugiej strony było mi przykro, że mi coś takiego nigdy nie będzie dane. Że moja miłość zawsze będzie grzechem, złem i plugastwem w oczach Boga :( To sprawia, że już chyba od dwóch godzin płaczę. Czuję się jakbym oglądał świat przez szybę. Jakbym nie mógł go już w pełni doświadczać. Jakby każda przyjemność była grzechem... Gdy robię coś dla innych to jeszcze się uśmiecham, ale dla siebie jestem bardzo surowy. Czuję się źle, ćwicząc na siłowni, bo to taka pycha chcieć mieć ładne ciało, które może podobać się innym. Wzbraniam się przed zakupem nowego ubrania, bo nie wypada mi się stroić. Bardzo lubię perfumy, kocham świat zapachów, przy okazji wizyty w Krakowie chciałem wybrać się do perfumerii, ale boje się tego, bo to jak oddawanie się pokusie, przyziemnej przyjemności. Czemuś czego Bóg nie akceptuje.

Nie czuję się na siłach, aby sprostać temu wszystkiemu. Pomimo miłości do ludzi, do Boga, do wszelkiego jego stworzenia. Pomimo tego, że nie chciałbym nikogo skrzywdzić, że dosłownie nawet pająka nie zabijam, bo to dzieło Boga, to nie potrafię spełnić wszystkich oczekiwań z Biblii. Czasami chciałbym być po prostu człowiekiem, doświadczyć tu jakiejś zwykłej przyjemności. Po ciężkim dniu zrelaksować się, przyjąć jakiś komplement, przytulić się do kogoś, ale to takie złe, a już w relacji chłopak-chłopak to całkowity dramat. Jak myślę o tym wszystkim, to dosłownie opadam z sił. Dziś nawet pokłóciłem się z moim chłopakiem, on zachowuje się normalnie, ale widzi, że ja z dnia na dzień coraz inaczej. Dziś czułem taki żal, że nie chciałem z nim nawet rozmawiać, nie byłem w stanie. Przeraża mnie kontakt z nim, bo to dla mnie źródło grzechu. A jednocześnie kocham go, tęsknie za nim, dodatkowo tani mnie to, że go dorzucam a on cierpi. Wiem, że to dla wszystkich obrzydliwe. Ale sercem czuję, że chciałbym się do niego przytulić i wypłakać mu. Tak jak to robiłem przez ostatnie 5 lat. Jednocześnie wiem, że ten dotyk to obraza Boska i skazanie się na piekło...

Kiedyś w pewnej dyskusji stanąłem w obronie atakowanej katoliczki, powiedziałem, że przecież nie można jej oceniać czy jest dobra czy zła, że "nie sądźcie, byście nie byli sądzeni". Że my powinniśmy się wspierać w tym wszystkim, a nie sądzić, skazywać i dołować... ale w odpowiedzi usłyszałem, że jest też nakaz oddzielić ziarno od plew... I ja jestem jak ten plew, który Jezus każe wyrzucić. I tak też się czuję.

Jakiś czas temu byłem u psychologa, ale to nie wiele mi pomogło, bo on przecież nie oczyści mnie z grzechu. Wiem jak ważne są słowa, które tu padły, że nie ja jestem Panem swojego życia. Ale czuję taką niechęć do siebie i bezsilność, że wszystko mi jedno. Ten grzech zbytnio mi ciąży. Ale nie potrafię mu się oddać. Machnąć ręką na Boga, bo skoro jestem już skreślony, to chociaż użyję życia... Nie, to nie dla mnie. Odkąd wiem, że grzeszę, za bardzo mi to uwiera, że jestem złem. Jedyne o czym marzę to wsparcie Boga, jego akceptacja, zrozumienie, że poza służeniem mu, mogę też kochać i być szczęśliwym na tej ziemi, nie krzywdząc nikogo.

Nie łudzę się, że tak się stanie, bo dociera do mnie to, co mówią Katolicy. Bóg dał jasne zasady i nie przymknie na nic oczu. Pomodlę się dziś poleconą przez Was modlitwą Ignacego Loyoli... tyle mogę zrobić. A jak wyleczę się z tej choroby, nie krzywdząc przy tym osoby, którą kocham, jak ją uratuję? Jak znajdę w tym siłę na walkę z innymi słabościami? Jak pomogę bliskim w nawróceniu? I jak odnajdę w tym wszystkim szczęście? Nie wiem... Bo choćby bez jednego kawałka z tej układanki, moje życie nie będzie kompletne. Jak wymazać miłość i pokochać kogoś innego? Jak zostawić kogoś w rękach zła i samego się ratować? Nie potrafię tak. Jak krzywdzić kogoś odrzucając jego miłość, bo on nie rozumie, że ta miłość jest zła... Jak nie bać się Boga i jego gniewu? Nie wiem...

Przepraszam, że tak się rozpisałem. Wątpię czy ktoś to przeczyta. Ale to samo jakoś ze mnie wyszło... to było jak mój monolog do Boga. Poza tym z tej trwogi, żalu za grzech, problemów męczą mnie złe myśli i bezsenność. Pisanie tego pozwoliło mi się na chwile wyciszyć i zapomnieć o tym, że stoję na takim rozdrożu, że nie wiem dokąd skręcić i chce się już tylko poddać i odebrać sobie to do czego powołał mnie Bóg, bo i tak mu się to nie podoba.

Jeszcze raz dziękuję za Wasz odzew i wsparcie. Choć domyślam się, że rozmowa z kimś taki jak ja musi być dla Was czymś wstrętnym. Tym bardziej doceniam i jeszcze raz szczerze dziękuję.

Z Bogiem...


Śr mar 13, 2019 2:53
Zobacz profil

Dołączył(a): N maja 29, 2016 14:48
Posty: 3265
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Nie wiem, czy piszesz poważnie, czy też to "rozmowa z kimś takim jak ja musi być dla was czym wstrętnym" to swoista prowokacja. Bo że bzdura, to, zapewniam Cię, oczywiste.
Nie mogę pisać za innych, ale myślę, że gdybym zamienił się z Tobą na serca, to miałbym serce czystsze niż mam dziś. Piszę szczerze, to nie jest figura stylistyczna.

Jeśli czytałeś trochę na ten temat w sieci, to zapewne wiesz, że jakiekolwiek nasze skłonności (a bywają zdecydowanie gorsze, niż homoseksualizm) są obojętne moralnie.
Odpowiadamy jedynie za to, co z tym robimy.

Homoseksualizm jest dla osoby nim dotkniętej wezwaniem do świętości - i to świętości nieomal (a może nawet bez słowa "nieomal") heroicznej. Chylę czoła przed wszystkim homoseksualistami, którzy o tę świętość walczą (nawet jeśli nie zawsze im się udaje).
Nie rezygnuj, idź w głąb.

ROzumiem, że nasze rady mogą Ci się wydawać dalekie, a wzniosłe gadanie o Bogu ględzeniem, gdyż łatwo jest nam radzić gdy nie przeżywamy tego, co Ty. Jak mówi Pismo: "Jak płaszcz zdejmować w dzień mroźny lub ocet wylewać na ług, tak pieśni śpiewać znękanym."/Przysłów 25,20/

Dlatego wybacz mi banalność tego, co Ci napiszę. To dość sprawdzony zestaw rad - może Ci się przydadzą. Uwierz, że są z serca:
  • Przede wszystkim nie rób niczego pochopnie. Żal, pewnego rodzaju panika ("co teraz będzie"), strapienie, gniew nie są dobrymi doradcami.
    Nie powinno się podejmować ważnych decyzji w stanie strapienia ani roztrzęsienia.
  • Myśl o dzisiaj, a nie w perspektywie "na lata". Przyszłość nie jest znana, za to rozmyślania o niej są wspaniałym sposobem by wpaść w panikę
  • pamiętaj, że wymiar seksualny czy płciowy to tylko jeden wymiar człowieka. Nie definiuj się i nie myśl o sobie tylko w tym wymiarze. Tak zresztą naucza Kościół (ale też chyba każdy rozsądny człowiek)
  • Rozmawiaj z Bogiem. Myślę że masz do Niego żal. Powiedz Mu o tym. Nie bądź niegrzeczny (w końcu to Bóg), ale ważniejsze od grzeczności jest byś był szczery. Możesz - jeśli trzeba - nawet to Mu wykrzyczeć. On ceni szczerość.
    Nie wiem jaką drogę ma dla Ciebie - ale wiem, że jak zaufasz, będziesz zadowolony. Byc może nie dziś i raczej jeszcze nie jutro. Ale w końcu tak.
    Na tyle już Go poznałem (także w swoich utrapieniach). "Bądź wola Twoja" to nie rezygnacja - to prośba o najlepsze, co może Ci się przydarzyć.
  • Wyśpij się. Poważnie. Wyśpij, dbaj o siebie, rozerwij się. Może biegaj. To nie program na życie, ale na przetrwanie najgorszego okresu. Idź do kina. Wiem, że nie czujesz ochoty. Ale idź.

_________________
pozdrawiam serdecznie
Marek
Obrazek


Śr mar 13, 2019 9:11
Zobacz profil WWW
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 22:01
Posty: 1339
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Bóg w swej nieskończonej mądrości stworzył Cię właśnie takiego, jakim jesteś. Jak każda żywa istota jesteś kimś wartościowym, częścią doskonałego zamysłu Boga. :)
I pamiętaj, że kapłani, inni ludzie... Oni nie są Bogiem. A tylko Bóg wie, kto zostanie zbawiony. :)

_________________
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction:
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com - blog
https://www.facebook.com/Wachlarzem-o-aloes-1499129103717492/ - fanpage


Śr mar 13, 2019 13:17
Zobacz profil

Dołączył(a): Pn mar 11, 2019 19:34
Posty: 4
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Marek_Piotrowski napisał(a):
Nie wiem, czy piszesz poważnie, czy też to "rozmowa z kimś takim jak ja musi być dla was czym wstrętnym" to swoista prowokacja. Bo że bzdura, to, zapewniam Cię, oczywiste.
Nie mogę pisać za innych, ale myślę, że gdybym zamienił się z Tobą na serca, to miałbym serce czystsze niż mam dziś. Piszę szczerze, to nie jest figura stylistyczna.

Jeśli czytałeś trochę na ten temat w sieci, to zapewne wiesz, że jakiekolwiek nasze skłonności (a bywają zdecydowanie gorsze, niż homoseksualizm) są obojętne moralnie.
Odpowiadamy jedynie za to, co z tym robimy.

Homoseksualizm jest dla osoby nim dotkniętej wezwaniem do świętości - i to świętości nieomal (a może nawet bez słowa "nieomal") heroicznej. Chylę czoła przed wszystkim homoseksualistami, którzy o tę świętość walczą (nawet jeśli nie zawsze im się udaje).
Nie rezygnuj, idź w głąb.

ROzumiem, że nasze rady mogą Ci się wydawać dalekie, a wzniosłe gadanie o Bogu ględzeniem, gdyż łatwo jest nam radzić gdy nie przeżywamy tego, co Ty. Jak mówi Pismo: "Jak płaszcz zdejmować w dzień mroźny lub ocet wylewać na ług, tak pieśni śpiewać znękanym."/Przysłów 25,20/

Dlatego wybacz mi banalność tego, co Ci napiszę. To dość sprawdzony zestaw rad - może Ci się przydadzą. Uwierz, że są z serca:
  • Przede wszystkim nie rób niczego pochopnie. Żal, pewnego rodzaju panika ("co teraz będzie"), strapienie, gniew nie są dobrymi doradcami.
    Nie powinno się podejmować ważnych decyzji w stanie strapienia ani roztrzęsienia.
  • Myśl o dzisiaj, a nie w perspektywie "na lata". Przyszłość nie jest znana, za to rozmyślania o niej są wspaniałym sposobem by wpaść w panikę
  • pamiętaj, że wymiar seksualny czy płciowy to tylko jeden wymiar człowieka. Nie definiuj się i nie myśl o sobie tylko w tym wymiarze. Tak zresztą naucza Kościół (ale też chyba każdy rozsądny człowiek)
  • Rozmawiaj z Bogiem. Myślę że masz do Niego żal. Powiedz Mu o tym. Nie bądź niegrzeczny (w końcu to Bóg), ale ważniejsze od grzeczności jest byś był szczery. Możesz - jeśli trzeba - nawet to Mu wykrzyczeć. On ceni szczerość.
    Nie wiem jaką drogę ma dla Ciebie - ale wiem, że jak zaufasz, będziesz zadowolony. Byc może nie dziś i raczej jeszcze nie jutro. Ale w końcu tak.
    Na tyle już Go poznałem (także w swoich utrapieniach). "Bądź wola Twoja" to nie rezygnacja - to prośba o najlepsze, co może Ci się przydarzyć.
  • Wyśpij się. Poważnie. Wyśpij, dbaj o siebie, rozerwij się. Może biegaj. To nie program na życie, ale na przetrwanie najgorszego okresu. Idź do kina. Wiem, że nie czujesz ochoty. Ale idź.


Tak, to było napisane na poważnie. Jest to coś do czego już się przyzwyczaiłem i co spotyka mnie na co dzień. Nawet w poprzednim poście wspomniałem o tym, że wczoraj jedna osoba od razu urwała dyskusję, gdy tylko się o tym dowiedziała. A wcześniej była dla mnie miła. Szczerze mówiąc moja pierwsza spowiedź z wyznaniem tego grzechu, była moją ostatnią, ze względu na ostrą reakcję księdza, teraz po prostu boję się znów tego wyznać. Na samą myśl, że muszę się z tym zmierzyć dopadają mnie nie tylko strach psychiczny, ale i problemy somatyczne... czuję ucisk na klatce piersiowej, mam ściśnięte gardło. Przeraża mnie to moje zagubienie i każdy krok wydaje mi się zły, sądzony... Nie mam do nikogo o to pretensji, bo już sam siebie przestałem lubić.

Dziękuję za te dobre rady, postaram się je wykorzystać, choć przez to przytłoczenie grzechem, trudno mi już nawet opuścić swój pokój...


Śr mar 13, 2019 14:24
Zobacz profil

Dołączył(a): Śr kwi 26, 2017 15:16
Posty: 1199
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Wydaje mi sie ze jestes na prostej drodze do wpedzenia sie w chorobe psychiczna, przechodzac z pozycji zdrowego, nie przejmujacego sie religia gay'a na pozycje kogos kto chce pogodzic kilka rzeczy nie do pogodzenia:
- religie katolicka,
- homo orientacje seksualna
- nieprzeparta chec zbawienia calego swiata


Śr mar 13, 2019 16:59
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt cze 28, 2013 13:05
Posty: 465
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
subadam napisał(a):
Wydaje mi sie ze jestes na prostej drodze do wpedzenia sie w chorobe psychiczna, przechodzac z pozycji zdrowego, nie przejmujacego sie religia gay'a na pozycje kogos kto chce pogodzic kilka rzeczy nie do pogodzenia:
- religie katolicka,
- homo orientacje seksualna
- nieprzeparta chec zbawienia calego swiata

Czy podtytuł działu "Żyć wiarą" nie brzmi:Porozmawiajmy o codziennych trudnościach w duchu wiary katolickiej?
Człowieku, on tu walczy o swoje życie (które zgodnie z wiarą katolicką nie kończy się śmiercią ciała) a Ty mu co masz do zaproponowania? Śmierć?

_________________
laudare benedicere praedicare


Śr mar 13, 2019 18:18
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04
Posty: 5291
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
brunero napisał(a):
Człowieku, on tu walczy o swoje życie (które zgodnie z wiarą katolicką nie kończy się śmiercią ciała) a Ty mu co masz do zaproponowania? Śmierć?



Subadam proponuje kilkadziesiąt lat życia.

_________________
Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało.


Śr mar 13, 2019 18:20
Zobacz profil

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2018 19:14
Posty: 272
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
an_tek napisał(a):
Dziś jedna powiedziała, że nie wystarczy być świętym na 99,99%, trzeba być na 100%, bo niebo jest dla nielicznych.

Coś mnie trafia jak czytam takie bzdury.
Jest w Biblii o robotnikach w winnicy, z którymi Bóg umówił się za pracę o jednego denara. Jedni pracowali cały dzień, inni pół dnia, a niektórzy tylko godzinę. Każdemu z nich Bóg zapłacił tak jak się umówił. Jednego denara.

100% jest dla martwych teoretyków. Pamiętaj też, że Bóg nie rozliczy Cię z dobrych czy złych uczynków, lecz jedynie z miłości - i z całą pewnością zapyta - czy kochałeś!

Tu poniżej masz przykład, że mam rację :)

an_tek napisał(a):
Najpiękniejsze było dla mnie to, że zrozumiałem iż to z mojej miłości do ludzi, do świata stworzonego przez Boga. Że kupienie ciepłej bułki bezdomnemu i serdeczna rozmowa z nim będzie jak rozmowa z Bogiem. Bez oceniania go czy jest pijakiem, czy jest brudny, czy może iść do pracy. Po prostu przyjęcie go takim jakim jest i kochanie go, bo to przecież Bóg go posłał na ten świat.


an_tek napisał(a):
Ale co mogą znaczyć modlitwy takiej osoby jak ja? Która w oczach Boga na własne życzenie rezygnuje z jego Królestwa?

Jesteś umiłowanym dzieckiem Boga, który przytula Cię do swojego policzka takim jakim jesteś. I nigdy Cię nie zostawi, nie porzuci, nawet gdyby własna matka ci to zrobiła. Twoje szczere modlitwy są Bogu miłe jak modlitwy każdego innego człowieka.
Kto Ci wmówił, że na własne życzenie rezygnujesz z jego Królestwa?! Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Właśnie szukasz bożych dróg dla własnego życia. I nie pozwól się zaszczuć twardogłowym. Dla takich jak oni Bóg dał nam to zdanie z Biblii " Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień".


an_tek napisał(a):
Znów naszły mnie te lęki i ta bezsilność...

Może warto rozważyć wizytę u psychologa lub seksuologa? Może warto porozmawiać z kimś kto ma wiedzę i niekoniecznie jest osobą duchowną. Pomyśl o tym.

an_tek napisał(a):
Nie czuję się na siłach, aby sprostać temu wszystkiemu.

To normalne że nie czujesz się na siłach. Wielu ludzi czuje się podobnie jak Ty. Niektórzy chwytają byka za rogi i korzystają z pomocy fachowców. Każdy z nas żyjących mniej lub więcej razy był bezsilny. Życia z bezsilnością też się trzeba uczyć.

an_tek w jednym z postów napisałeś że stoisz na rozdrożu. Podobnie jak ja w 2008 r. Wtedy przypomniały mi się słowa przyjaciółki - gdy będziesz na rozdrożu jedź do Jezuitów , na rekolekcje ignacjańskie. Mówiła o nich z takim przejęciem, że jej słowa mocno zapadły mi w pamięć. W sierpniu dane mi było odprawić Fundament i wybrać słuszną drogę.


an_tek napisał(a):
Choć domyślam się, że rozmowa z kimś taki jak ja musi być dla Was czymś wstrętnym.

Nawet tak o sobie nie myśl! Z Twoich słów wyłania się obraz wrażliwego, dobrego człowieka, choć mocno zaszczutego złymi ludzkimi słowami.
Podobnie było z Samarytanką. Dlatego po wodę chodziła w samo południe, największy skwar, gdy wszyscy ludzie skrywali się w domach szukając chłodu i cienia. I to właśnie z nią Jezus rozmawiał przy studni. Myślę że czekał na nią. Tak jak na Ciebie. Bowiem Ty podobnie jak ona gdy go rozpoznała, pobiegła i rozpowiedziała w swojej wiosce. Ty czynisz to przez Sieć.

Głowa do góry, żyj i ciesz się jak Samarytanka!


Śr mar 13, 2019 18:33
Zobacz profil

Dołączył(a): N maja 29, 2016 14:48
Posty: 3265
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Believing napisał(a):
Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Właśnie szukasz bożych dróg dla własnego życia
Dokładnie to miałem na myśli, pisząc zazdrośnie:
Cytuj:
Nie mogę pisać za innych, ale myślę, że gdybym zamienił się z Tobą na serca, to miałbym serce czystsze niż mam dziś.


Nie jest ważne co nam sie przytrafia, ale co z tym robimy.
Jeszcze raz namawiam do wejścia na stronę "odwagi".

_________________
pozdrawiam serdecznie
Marek
Obrazek


Cz mar 14, 2019 22:20
Zobacz profil WWW
Post Re: Przez grzech miłości homoseksualnej myślę o samobójstwie
Pomyśl, że nie tylko osoby homoseksualne są w sytuacji ze nie mogą mieć rodziny, niektórzy "heterycy" też nie będą jej mieć...i są wezwani do życia w czystości...

Mnie to różnie wychodzi...nie chce prawić Ci kazań i byc hipokrytką.... :p

Ale Jezus mowił, że zrozumienie, że małżeństwo jest czymś co się nie opłaca jest dane tylko niektórym....

Cytuj:
Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić” (Mt 19, 10). Na to Chrystus daje im następującą odpowiedź: “Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się narodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12) 18).


Śr mar 20, 2019 15:23
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL