Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest N gru 15, 2019 22:30



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
 ABY ŚWIAT UWIERZYŁ 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): Śr gru 14, 2005 0:33
Posty: 12
Post ABY ŚWIAT UWIERZYŁ
Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,19-20). Taki był ostatni rozkaz Chrystusa. Dwunastu prostych ludzi ruszyło w świat, by opowiadać o tym, co sami widzieli i słyszeli, by opowiadać Dobrą Nowinę o zbawieniu człowieka, by ukazywać światu Boga, który jest Miłością i Przebaczeniem. Tylko jeden z nich umarł śmiercią naturalną. Reszta oddała życie za prawdę swego przepowiadania. Nie mieli złota ani srebra, nie zabrali torby podróżnej, bo i po co, skoro nie posiadali dwóch ubrań.
Przychodzili do nich wszyscy, którym ich Nowina dawała nadzieję – obciążeni grzechem, nieszczęśliwi, zniewoleni. Lgnęli do nich, bo uwierzyli, że Bóg może kochać, a ci, którzy o tym opowiadali byli przecież prawdziwymi świadkami tej nieskończonej Miłości. Ich świadectwo przechodziło z ust do ust i posiadało jakąś dziwną moc, która przynaglała, by na miłość Boga odpowiedzieć miłością do człowieka, by za tę miłość rzucić na szalę wszystko, nawet własne życie.

Obficie lała się krew pierwszych wyznawców. Żydzi uważali ich za zdrajców, którzy do świętego Prawa dodawali coś, co nie chciało się mieścić w głowie. Musiało też nastąpić zderzenie z religią świata pogańskiego, bo to nowe nie było podobne do niczego, co znał ówczesny świat. A ponieważ religia Imperium Rzymskiego związana była silnie z władzą cezarów, musiało także nastąpić zderzenie z prawem świeckim. Po ludzku sądząc, takie zderzenie powinno się skończyć całkowitą klęską nowej religii.

Tymczasem ona wzrastała. Ustna tradycja została spisana i w ten sposób Dobra Nowina zataczała coraz szersze kręgi. Powstawały nowe gminy chrześcijańskie, a listy pisane do nich przez Pawła z Tarsu wyjaśniały wątpliwości i tworzyły fundament chrześcijańskiej doktryny. Po śmierci ostatniego z aposto³ów rolę tę przejęli Ojcowie Kościoła, którzy początkowo wyjaśniali główne prawdy wiary chrześcijańskiej, a później musieli ich także bronić. Zaczęły się bowiem pojawiać systemy niebezpieczne dla zdrowej nauki chrześcijańskiej – próby dowolnej interpretacji czy wręcz przetwarzania wiary w wiedzę i światopogląd. W tej walce o zachowanie zdrowej doktryny, tradycji apostolskiej oraz zgodnej z nią interpretacji Pisma świętego, Kościół umacniał się. Na pierwszych siedmiu soborach powszechnych, czyli do roku 787, zostały zdefiniowane główne prawdy chrześcijaństwa.

Pierwsze rozdarcie

Nie znaczyło to oczywiście, że niebezpieczeństwo błędów zostało zażegnane. Stale pojawiali się ludzie, którzy próbowali narzucić Kościołowi własne interpretacje i teorie. Kościół skutecznie bronił się przed nimi i dziś ślad zaginął po sektach z pierwszych wieków. Znamy je tylko z historii filozofii i historii Kościoła.

Po upadku cesarstwa rzymskiego, a właściwie po rozpadzie na cesarstwo zachodnio-rzymskie i wschodnio-bizantyjskie, przed chrześcijaństwem pojawiło się nowe niebezpieczeństwo. Wynikało ono nie tyle z powodów natury dogmatycznej, ile z rywalizacji pomiędzy obu cesarstwami. Rywalizacja ta przeniosła się na teren kościelny w wieku IX, kiedy to patriarcha Bizancjum, Focjusz postanowił być co najmniej równy biskupowi Rzymu. Papież dał się wciągnąć w tę niezdrową rywalizację, w walkę o wpływy i władzę. Doprowadziło to do ostatecznego rozbicia Kościoła w roku 1043. Dokonał go patriarcha Bizancjum Michał Cerulariusz, korzystając w głównej mierze z kryzysu, jaki przeżywało w tym czasie papiestwo.

To pierwsze rozbicie Kościoła trwa do dziś. Patriarcha Konstantynopola, czyli dawnego Bizancjum przyjął tytuł patriarchy ekumenicznego i jest honorowym zwierzchnikiem całego prawosławia. Szkoda, że tylko honorowym a nie faktycznym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego. Przysługuje mu tylko pierwszeństwo wśród innych niezależnych patriarchów i biskupów. Brak jednej centralnej władzy w prawosławiu był jedną z przyczyn tego, że na przykład Patriarchat Moskiewski był kontrolowany i uzależniony od komunistycznych władz Związku Sowieckiego.

Początkowo nie istniały różnice dogmatyczne pomiędzy Kościołem katolickim a prawosławnym. Z czasem jednak różnice takie zaczęły się pojawiać. Prawosławie nie przyjmowało późniejszych orzeczeń papieży czy soborów powszechnych. Z upływem wieków oba Kościoły oddaliły się od siebie. Narastała niechęć, a czasem nawet i wrogość. Rozdarcie pogłębiało się.

Protestantyzm

Drugim wielkim ciosem dla jedności chrześcijaństwa był ruch zapoczątkowany przez Marcina Lutra w XVI wieku. Tu już mamy do czynienia nie tylko z brakiem dyscypliny kościelnej, jak w przypadku prawosławia, lecz z poważnymi błędami doktrynalnymi. Twórcy reformacji odrzucili lub zniekształcili dogmaty katolickie o grzechu pierworodnym, łasce, usprawiedliwieniu, prymacie papieża, kapłaństwie i mszy św. Odrzucono prawie wszystkie sakramenty oraz Tradycję, jako źródło Objawienia.

Protestantyzm, uderzając w jedność Kościoła, nie potrafił sam zachować jedności. Oprócz dwóch jego podstawowych nurtów – luterańskiego i reformowanego – na gruncie protestantyzmu poczęły wyrastać kolejne odłamy. Swobodna interpretacja Pisma św. i nauki katolickiej stworzyła możliwość podziałów w nieskończoność. Proces ten trwa nieustannie. Ciągle mamy do czynienia z powstawaniem nowych “kościołów”, bo w każdej epoce może pojawić się człowiek, który zechce innym narzucić swą własną interpretację, własne przekonania i własną wiarę. W tym procesie nieustannego podziału chrześcijaństwa, twórcy nowych sekt zapominają o odpowiedzialności przed Bogiem, który kiedyś upomni się u nich o tych, których zwiedli i oderwali od Kościoła.

Na bazie protestantyzmu powstał również Kościół Anglikański. W wieku XVI, król angielski Henryk VIII, nie uzyskawszy unieważnienia swego małżeństwa z Katarzyną Aragońską, wypowiedział wierność papieżowi i sam ogłosił się głową Kościoła angielskiego. Przez wiele wieków Kościół Anglikański był jakby w połowie drogi między katolicyzmem a protestantyzmem. Ale i tu niemożliwe okazało się zachowanie jedności. Ponieważ głową Kościoła Anglikańskiego jest panujący władca Anglii, to wraz z uniezależnieniem się Ameryki powstał w Stanach Zjednoczonych Kościół Episkopalny, a z niego wywiedli się metodyści itd., itd.

Ekumenizm

Świadomość, że rozbicie chrześcijaństwa jest złem, dało początek ruchowi ekumenicznemu, zapoczątkowanemu już w wieku XVI. Ruch ten zrodził się w łonie protestantyzmu, który pierwszy dostrzegł niebezpieczeństwo dalszych podziałów. Niestety, mimo wielu prób i starań, nigdy nie doszło do pełnego zjednoczenia choćby dwóch wyznań protestanckich. Utworzona w roku 1948 Światowa Rada Kościołów, do której należy blisko 200 różnych wyznań chrześcijańskich, także nie może się pochwalić większymi sukcesami.

Kościół katolicki nie przystąpił do Ekumenicznej Rady Kościołów. W trosce o zachowanie nienaruszonego depozytu wiary, odnosił się z rezerwą do prób zjednoczenia. Słusznie odrzucając tolerancję dogmatyczną, dopuszczał się różnych form nietolerancji. Nie odróżniano błędu od człowieka, który wyznawał błędne poglądy, kierując się albo fałszywym przekonaniem, albo też ignorancją w zakresie religii lub moralności. Chętniej przyjmowano postawę: “kto nie jest z nami, jest przeciwko nam” niż Chrystusowe: “kto nie jest przeciwko wam, jest z wami”.

Zasadniczy przełom nastąpił, gdy na Stolicy św. Piotra w Rzymie zasiadł Jan XXIII. “Papież dobroci”, jak go nazwano, w swej epokowej encyklice Pacem in terris, o pokoju między wszystkimi narodami opartym na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności napisał: Człowiek żyjący w błędzie nie przestaje posiadać człowieczeństwa ani nie wyzbywa się swej godności osoby.
Tak przewartościowane spojrzenie na człowieka uaktywniło ruch ekumeniczny w łonie katolicyzmu. Już nie schizmatykami czy heretykami poczęto nazywać wyznawców prawosławia i protestantyzmu, lecz “braćmi odłączonymi”. Ci, którzy chlubią się mianem katolików – pisał Jan XXIII w encyklice o Kościele “Mater et Magistra” (Matka i Nauczycielka) – muszą jak najbardziej dbać o to, aby postępować zawsze zgodnie z własnym sumieniem i nie uciekać się do takich kompromisów, z powodu których bądź religia, bądź też nieskazitelność obyczajów mogłyby ponieść szkodę. Równocześnie jednak winni przyjąć postawę pełną obiektywnej życzliwości dla poglądów innych, nie starać się obracać wszystkiego na własną korzyść i okazywać gotowość do lojalnej współpracy w dążeniu do osiągnięcia wspólnymi siłami tego, co albo jest dobre, albo też do dobrego prowadzi.

Aby byli jedno

Wiele razy spotykałem się ze zdaniem, że zjednoczenie chrześcijan jest sprawą łatwą. Wystarczy się spotkać i uznać to, co nas łączy, a zapomnieć o tym, co dzieli. Jest to pogląd tyleż uproszczony, co nieprawdziwy. Zakłada bowiem, że możliwa jest jak najdalej posunięta tolerancja doktrynalna. A tak nie jest. Tolerancja w zakresie doktryny jest zawsze zdradą prawdy. Ktoś na przykład twierdzi, że pod postaciami chleba i wina obecny jest rzeczywiście Chrystus, a ktoś inny uważa, że chleb i wino są tylko symbolami obecności Chrystusa. Oba te zdania nie mogą być jednocześnie prawdziwe, ponieważ wzajemnie się wykluczają. Gdzie tu więc miejsce na kompromis?

Dlatego pełne zjednoczenie chrześcijan jest sprawą tak trudną, że przez wieki całe nie udało się niczego istotnego osiągnąć. Nie zwalnia to wszak z obowiązku poszukiwania prawdy tak, by wreszcie nastała jedna owczarnia i jeden Pasterz. Nikt nie jest zwolniony z tego obowiązku, ponieważ wszyscy ponoszą odpowiedzialność za rozbicie chrześcijaństwa – zarówno Kościół katolicki jak i kościoły, które kiedykolwiek zerwały łączność ze Stolicą Apostolską. Nikt nie jest wolny od winy, a więc nikt nie może być zwolniony z obowiązku naprawienia błędu.

* * *

Ostatnia Wieczerza. Już tylko godziny dzielą Chrystusa od ostatniego aktu Tajemnicy Odkupienia – męki i śmierci. Ale jeszcze jest wśród swoich, wśród przyjaciół. Wszak zdrajca opuścił już Wieczernik. W obliczu własnej śmierci, której szczegóły tak dobrze znał, znajduje słowa pociechy: Niech się nie trwoży serce wasze. To mowa pożegnalna, to testament, którego nie sposób pominąć. Padają ostatnie pouczenia i przestrogi i wreszcie słowa Arcykapłañskiej Modlitwy Chrystusa: Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17,21).

Czy można nie wypełnić ostatniej woli zmarłego, matki, ojca, kogoś, kogo się kocha? Każdy przyzna, że byłoby to niegodziwością. A cóż powiedzieć o ostatniej woli Chrystusa? Jak nazwać to bolesne rozdarcie chrześcijaństwa, podział, który jest zaprzeczeniem i zaparciem się Testamentu Miłości?

Całe chrześcijaństwo żyje więc w stanie nieustannego “grzechu śmiertelnego”. Próby tłumaczenia tego mają sens jedynie na gruncie filozofii czy historii, nigdy na gruncie wiary. Ale sami już nie możemy wrócić. Za bardzo rozeszły się nasze drogi. Zjednoczenie, jeśli nastąpi, będzie dziełem Ducha Świętego, a nie ludzi. Tu potrzeba cudu większego, niż uzdrowienie z największego kalectwa. Czymże jest bowiem przywrócenie komuś wzroku wobec spowodowania przebudowy mentalności, wyostrzenia wzroku wiary, rezygnacji z ludzkich ambicji, wyzbycia się pychy i uprzedzeń, pragnienia władzy i potęgi. Ale póki się to nie stanie, świat nie uwierzy, że Chrystus, którego wyznają chrześcijanie jest tym, który miał przyjść, posłanym przez Ojca całej rodziny ludzkiej.

A. Orsini


N sty 15, 2006 1:30
Zobacz profil

Dołączył(a): N sie 01, 2004 6:57
Posty: 2427
Post 
O czym chcesz dyskutować?


N sty 15, 2006 7:31
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 2 ] 

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL