Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt gru 10, 2019 22:00



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
 Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społecznego 
Autor Wiadomość
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społecznego
Tym razem chciałabym poruszyć temat "kocenia", oficjalnie zwanego otrzęsinami, które może zdefiniować (za wikipedią) w następujący sposób:
Cytuj:
Otrzęsiny – rytualna inicjacja do grupy pełniąca niekiedy rolę obrzędu przejścia, czy osiągnięcia dojrzałości; często polega ona na nękaniu, znęcaniu oraz upokarzaniu niższych hierarchią osób, przy czym obejmuje zarówno fizyczną przemoc, jak i psychiczne poniżanie. W zamierzeniu otrzęsiny mają na celu integrację nowego członka z grupą; wtedy otrząsana osoba zwykle staje się pełnoprawnym członkiem danej społeczności, bądź służą one ustaleniu lub zaznaczeniu relacji między nowymi a starymi członkami grupy. Zjawisko to może przyjmować dużą skalę i stanowić niebezpieczeństwo dla otrząsanych, w szczególności, gdy odbywa się bez wiedzy przełożonych lub opiekunów – wtedy proces ten nazywa się pejoratywnym terminem „fala” (zob. fala w wojsku); w szkołach częściej mówi się wtedy o „koceniu” (zob. przemoc w szkole).

O "koceniu" najczęściej się mówi w kontekście pierwszoklasistów (I klasa gimnazjum lub I klasa szkoły średniej), którzy zanim zostaną wkupieni do społeczności szkolnej, muszą przejść coś w rodzaju okresu próbnego, podczas którego mogą się spodziewać różnych wyzwań i psikusów, np. ktoś może im mazakiem domalować wąsy, przykleić do pleców karteczkę z napisem "kot", kazać wypić mleko jednym duszkiem albo nękać zawołaniem "kici, kici". Zwykle oczywiście ma to charakter zabawy i nikomu się żadna krzywda nie dzieje, szkoły są zresztą dość solidnie zaludnione i nie jest tak łatwo zidentyfikować kota, w związku z czym większości pierwszoklasistów się upiecze i żadnych nieoficjalnych otrzęsin nie przyjdzie im doświadczyć. Choć niektórzy tak bardzo się boją kocenia, ze sami sobie domalowują wąsy, doklejają karteczki z napisem "kot", żeby upozorować odbębniony "sakrament" okocenia.

Tyle tytułem wstępu, jako że nie "koceniu" pierwszoklasistów chcę poświęcić ten wątek. Pragnę zwrócić uwagę na "kocenie" w społecznościach zrzeszających ludzi dorosłych - jak się odbywa, jaką pełni funkcję i jakie są konsekwencje pomyślnego i niepomyślnego przejścia przez ten rytuał na przykładzie środowiska pracy oraz społeczności internetowych.

Pierwszym etapem jest aklimatyzacja. Nowicjusz ląduje w zupełnie nowym dla siebie środowisku, czuje się niepewnie, ostrożnie stawia kroki, próbuje się rozeznań w tym, jakie zasady panują, kto jest kim, co można mówić, a czego nie i komu. Uczy się samej struktury miejsca, w którym się znalazł, żeby potrafić się w nim sprawnie poruszać. Na tym etapie stoi przed nim zasadnicze wyzwanie: zjednać sobie sympatię pozostałych członków grupy, a żeby to zrobić musi dostosować się do jej oczekiwań, zatem kluczowym krokiem jest trafne ich rozpoznanie.

Na pierwszy ogień weźmy miejsce pracy. Są firmy, gdzie te oczekiwania są minimalne, wystarczy spełniać jakieś podstawowe wymogi kultury osobistej, być jako tako komunikatywnym, solidarnym ze swoimi współpracownikami, a są i takie, gdzie dodatkowo oczekuje się, że pracownik będzie ze swoimi kolegami z pracy na stopie kumpelskiej, co może się np. przejawiać wspólnym jedzeniem lunchów, chodzeniem razem na kawę, rytualnym plotkowaniem na temat szefa lub szefostwa, śmianiem się z tych samych żartów, popieraniem tej samej partii politycznej czy chodzeniem po pracy na piwo. Łatwo się domyślić, ze wkupienie się w łaski tego drugiego środowiska pracy będzie znacznie trudniejsze. Nie wystarczy po prostu zachowywać się przyzwoicie, trzeba naprawdę z siebie sporo dać, często trzeba postąpić na przekór sobie, a czasem sprzeniewierzyć się własnym zasadom. Jak mówi porzekadło: jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.

Oczywiście, nie ma przymusu, równie dobrze pracownik może sobie odpuścić tę "nadwyżkę" zaangażowania w budowanie team spirit, ale cena tej autystycznej izolacji będzie wysoka. Głosy kolegów nagle milknące jak tylko w pobliżu pojawia się kot, śmichy-chichy za plecami, totalne wyłączenie z życia społecznego, również w tym zdrowym, potrzebnym wymiarze (fajnie jest się czasem razem napić kawy czy poplotkować), samotność w tłumie, słaba komunikacja z zespołem, która odbija się na wynikach, a tym samym utrudnia uzyskanie podwyżki czy awansu. Słowem, nie żyć, umierać. A to i tak wersja soft. W wersji hard dochodzą jeszcze niesnaski z szefem lub szefostwem, kiedy konsekwentnie wbrew oczekiwaniom szefa oraz presji grupy odmawiasz zostawania w pracy po godzinach, nie wypruwasz sobie żył, żeby się podlizać szefowi, za to jesteś bardzo roszczeniowy, męcząc szefa pytaniami, kiedy będziesz mógł wybrać zaległy urlop, bo tak w ogóle to już jesteś trochę zmęczony. Ten nieugięty nonkonformizm kota natychmiast zostanie odebrany jako zadzieranie nosa, radykalna odmowa bycia „pierwszym lepszym”. Dowiesz się, ze „jesteś do przodu”, bo nie zależy Ci w dostatecznym stopniu na akceptacji grupy. Więc grupa zrobi co w swojej mocy, żeby Ci uzmysłowić, że od ich akceptacji zależy Twoje być albo nie być. Doprowadzi Cię do psychicznej ruiny, stanu, w którym sam na kolanach będziesz żebrać o ochłap uznania, choć przelotne „cześć” rzucone na korytarzu prowadzącym do toalet, bezinteresowne zaproszenie do wspólnego napicia się kawy albo wtajemniczenie w którąś z sensacyjnych plotek, którymi żyje cała firma. I już cię mają. Opcjonalnie możesz zmienić pracę jak tylko atmosfera stanie się zbyt gęsta, ale to będzie oznaczać, że ponownie będziesz musieć przechodzić przez rytuał kocenia. W związku z tym zwykle w pewnym momencie każdy kot wymięka. Przestaje chodzić własnymi drogami, ot, dla świętego spokoju.

Analogiczną drogę musi przejść np. kot internetowy, który postanowił dobrowolnie dołączyć do jakiejś grupy dyskusyjnej, np. forum, która ma raczej kameralny charakter, a więc udziela się tam względnie niewielka liczba osób. Jest to ważne z tego względu, że fora zrzeszające dużą liczbę dyskutantów, w których jest duża rotacja, nie zmieniają się w „forumowe rodziny”. Na takich dużych forach dyskutanci są anonimowi, skupiają się raczej na rzeczowej dyskusji, bez wściubiania nosa w prywatę. Natomiast tam, gdzie mamy nieliczną grupę osób, które regularnie ze sobą rozmawiają, w sposób naturalny dochodzi do zacieśnienia więzi. Dyskutantom przestaje wystarczać samo dyskutowanie, chcą stworzyć naturalne środowisko społeczne, dzielić swoim życiem prywatnym, wymieniać nie tylko poglądami, ale również emocjami, wkrótce pojawia się pomysł zorganizowania jakiegoś chata forumowego, gry albo nawet zlotu. Wszystko po to, żeby grupa się lepiej zintegrowała.

Oznaką silnie zintegrowanej grupy będzie wykształcenie się slangu, którym posługuje się grupa, a który będzie obejmował pewne nośne hasła, półsłówka, skojarzenia, automatyzmy, niepisane zasady, które w dużej mierze przestaną być uświadamiane przez członków tak dobrze zespolonej społeczności. W ich odczuciu to będzie „naturalne” zachowanie, naturalne w znaczeniu słuszne, nie podlegające kwestionowaniu, dogmatyczne. Po prostu tak się robi. Kiedy pewnego razu do tej dobrze zgranej ferajny trafi kot, to mając to świeże spojrzenie człowieka z zewnątrz, szybko dostrzeże te różne mechanizmy, które rządzą forumową społecznością i dla niego nie będą one oczywiste, święte, nietykalne, więc jest duże prawdopodobieństwo, że albo w przypływie nieostrożności albo (jeśli kot zdecyduje się na wejście smoka) nonszalancji, naruszy tę uświęconą sferę forumowej społeczności, kwestionując przyjęte normy bądź panującą na forum hierarchię. Na praktycznie każdym takim forum są tzw. święte krowy, użytkownicy z jakiegoś powodu zasłużeni, np. mają jedną z najwyższych reputacji albo rang, długi staż pisania na forum, są osobami publicznymi i uznanymi albo np. mają apodyktyczną osobowość (samiec alfa). Jeśli nasz kot nadepnie na ten przykład takiej świętej krowie na odcisk (a warto pamiętać, że święte krowy są szczególnie drażliwe na swoim punkcie, zresztą nie tylko one, cała społeczność forumowa jest drażliwa na punkcie świętych krów, co z pewnością można wyjaśnić jakimś mechanizmem ewolucyjnym), to forumowa społeczność zrobi wszystko, żeby gagatek pożałował, że go matka ziemia w swoim łonie nosi. Zależnie od forum i możliwości, jakie daje, niesforny kotek zostanie ukarany adekwatnie do przewinienia (szykanami, atakami personalnymi, trollowaniem jego tematów, ostrzeżeniami, banami, zamykaniem tematów, zaniżaniem reputacji, szczuciem). Będzie chrzczony do skutku. Ryj w kubeł, sedes, niech pies zna swoje miejsce w stadzie, niech nie szczeka niepytany. Albo przestanie fikać albo zrobią mu z d. jesień średniowiecza. Jak łatwo można się domyślić, mało który kot nie wymięka, bo tortury, którym poddaje się kota są po prostu nie do zniesienia. Trzeba naprawdę być herkulesem, żeby nie dać się złamać. Jednak sytuacja forumowego kota jest o tyle bardziej komfortowa, że na forum pisać nie trzeba żadnym, a na niechodzenie do pracy mogą sobie pozwolić nieliczni.

Po tym obszernym przedstawieniu przebiegu oraz skutków kocenia na przykładzie środowiska pracy oraz społeczności forumowej chciałabym odpowiedzieć sobie na pytanie o funkcję tego kocenia. Czemu to wszystko w zasadzie ma służyć? Podpowiedź znajduje się w tytule wątku. Chodzi oczywiście o utrwalenie, obronę ładu społecznego. Rytuał kocenia, który jest uniwersalny dla każdej jednej zintegrowanej społeczności, ma na celu zabezpieczenie stada przed „chorobotwórczym” intruzem. Wyobraźmy sobie, ze żyjemy sobie od urodzenia w małej, przytulenie wiosce, prowadząc sielankowe życie, wszyscy się znają, każdy zna swoje miejsce, istnieje trwały porządek, wszystko jest do bólu przewidywalne, życie toczy się swoim rytmem, aż tu nagle wkracza jakiś element niewiadomej proweniencji i zaczyna ten nasz „odwieczny ład świata” kwestionować, krytykować, proponuje przemeblowania, zmiany, rewolucje. Szczyt bezczelności! Chłopiec się prosi o manto. Brać go i sprać dupsko! Niech równo puchnie! Po paru razach nabierze respektu. Ktoś pomyśli – ksenofobia, zaściankowość, niechęć do zmian, sztywność, konserwatyzm. Ale to niczego nie wyjaśnia, bo wymienione zachowania czy postawy nie są pozbawione racjonalnych podstaw. Są częścią pierwotnego mechanizmu zachowania ładu społecznego. Natura broni się przed rewolucją, nagłą nieoczekiwaną zmianą, która może okazać się niebezpieczna. Niechęć do „innego”, lęk przed zmianami, sztywność nie są absolutne. Po prostu wszystko musi się odbyć w swoim czasie. Musi wpasować się kontekst, aktualną sytuację. Wszelkie nowinki muszą być wprowadzane stopniowo, dawkowane w sposób, który nie zaburzy równowagi organizmu społecznego. Innymi słowy: ewolucja - tak, rewolucja - nie.

Słowem zakończenia, koty są jak dzieci – głosu nie mają, ale nie na zawsze, bo każde dziecko kiedyś stanie się dorosłym, tak jak każdy kot w końcu wrośnie w społeczność, której stanie się częścią i nim się obejrzy, sam zacznie kocić nowo przybyłych członków społeczności. I może tylko (jeśli tak się składa, że był jednym z tych typów niepokornych), czasem wyłamie się ze stada w przypływie nostalgii za kotem, którym sam kiedyś był.

Tyle ode mnie. Oddaję mikrofon współdyskutantom.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz lis 14, 2019 10:15
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
W zasadzie nie ma tutaj wiele do dodania, bo wszystko, co mówisz jest sensowne. Ale jeden rzeczy nie zauważasz.

Otóż nie każda społeczność jest naturalną, oddolnie kształtowaną wioską. I nie każda społeczność istnieje „sama dla siebie”. O ile wioska istnieje dla mieszkańców wioski, a forum dla dyskutantów, o tyle firma istnieje dla zysku, a wojsko – dla obronnego i zaczepnego potencjału państwa. I teraz, jeśli jesteś właścicielem firmy, albo dowódcą wojska, to masz pewną koncepcję, jak powinna być kształtowana kultura Twoich podwładnych i jak powinna przebiegać formacja „nowych”. I niekoniecznie chcesz, żeby na Twoim podwórku funkcjonowała subkultura, która tworzy własne hierarchie, własne rytuały przejścia i własne prawa. Bowiem taka subkultura będzie siłą rzeczy służyła swoim członkom, a nie celom, jakie są stawiane przed organizacją, którą budujesz.

EDIT: jeszcze innej rzeczy nie zauważasz. Otóż w niektórych firmach normalnym jest to, że osoba wchodząca do społeczności posiada kwalifikacje, których w tej firmie brakuje (w końcu po to się pracowników zatrudnia). Jeśli mamy w firmie funkcjonującą „tradycyjną społeczność”, to taki „kot” zamiast implementować zmiany według swoich kompetencji będzie parzył kawę dla „dziadka”, który robi wszystko tak, jak się robiło 10 lat temu. A tego też, jako zarządzający firmą możesz nie chcieć.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Cz lis 14, 2019 10:27
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
zefciu napisał(a):
W zasadzie nie ma tutaj wiele do dodania, bo wszystko, co mówisz jest sensowne. Ale jeden rzeczy nie zauważasz.

Otóż nie każda społeczność jest naturalną, oddolnie kształtowaną wioską. I nie każda społeczność istnieje „sama dla siebie”. O ile wioska istnieje dla mieszkańców wioski, a forum dla dyskutantów, o tyle firma istnieje dla zysku, a wojsko – dla obronnego i zaczepnego potencjału państwa. I teraz, jeśli jesteś właścicielem firmy, albo dowódcą wojska, to masz pewną koncepcję, jak powinna być kształtowana kultura Twoich podwładnych i jak powinna przebiegać formacja „nowych”. I niekoniecznie chcesz, żeby na Twoim podwórku funkcjonowała subkultura, która tworzy własne hierarchie, własne rytuały przejścia i własne prawa. Bowiem taka subkultura będzie siłą rzeczy służyła swoim członkom, a nie celom, jakie są stawiane przed organizacją, którą budujesz.

To, że niektóre społeczności zostają powołane w konkretnym celu wcale nie znaczy, że wszystko co do joty jest w nich z góry zaplanowane i nie ma miejsca na działanie czynników oddolnych. Raczej nigdy tak nie jest. Miejsce pracy jest stworzone po to, by firma osiągała interesy, ale kwestia tego, jaka w tej firmie będzie atmosfera zależy w dużym stopniu od charakteru pracowników, których się do firmy zatrudnia. Jeśli ktoś stwarza firmę IT i akurat zgłaszają się praktycznie same aspołeczne nerdy płci męskiej, to mało prawdopodobne, że właściciel firmy zmusi ich do tego, żeby tworzyli krejzolską paczkę, bo tak sobie uwidział. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że bardzo można zyskać na takim zacieśnieniu więzi pomiędzy pracownikami, to głową muru nie przebije. Będzie musiał inaczej tych nerdów motywować. W tym aspekcie będzie również znaczna różnica pomiędzy startupami, gdzie zespół dopiero się tworzy, a wraz z nim kultura firmy, a korporacjami, w których już kultura jest ustalona. W tym drugim wypadku idzie się na gotowe i trzeba się bardziej dostosować do firmy niż firmę do siebie.

Tak samo będzie z forami. Celem istnienia forum internetowego jest dyskusja, wymiana zdań. Ograniczeniem jest tylko regulamin. A przecież doskonale wiemy, że poza wymogami regulaminowymi istnieją jeszcze wymogi niepisane. Jeśli nowoprzybyły, co prawda zachowuje się regulaminowo i wywiązuje z swojej funkcji – dyskutuje, nie obraża oponentów etc., ale łamie te niepisane zasady, które ja we wstępniaku określiłam jako „slang”, wówczas ma przesrane. I może się okazać, ze zyska łatkę trolla, mimo że to nie on, a ci go trollem mianowali, zachowują się w stosunku do niego w sposób trollerski, np. atakując go personalnie.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz lis 14, 2019 15:38
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
To, że niektóre społeczności zostają powołane w konkretnym celu wcale nie znaczy, że wszystko co do joty jest w nich z góry zaplanowane i nie ma miejsca na działanie czynników oddolnych. Raczej nigdy tak nie jest. Miejsce pracy jest stworzone po to, by firma osiągała interesy, ale kwestia tego, jaka w tej firmie będzie atmosfera zależy w dużym stopniu od charakteru pracowników, których się do firmy zatrudnia. Jeśli ktoś stwarza firmę IT i akurat zgłaszają się praktycznie same aspołeczne nerdy płci męskiej, to mało prawdopodobne, że właściciel firmy zmusi ich do tego, żeby tworzyli krejzolską paczkę, bo tak sobie uwidział. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że bardzo można zyskać na takim zacieśnieniu więzi pomiędzy pracownikami, to głową muru nie przebije. Będzie musiał inaczej tych nerdów motywować. W tym aspekcie będzie również znaczna różnica pomiędzy startupami, gdzie zespół dopiero się tworzy, a wraz z nim kultura firmy, a korporacjami, w których już kultura jest ustalona. W tym drugim wypadku idzie się na gotowe i trzeba się bardziej dostosować do firmy niż firmę do siebie.
No dobra, wszystko pięknie i fajnie, ale gdzie tutaj jest jakiekolwiek uzasadnienie dla tolerowania zjawiska „fali” w korporacji?

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Cz lis 14, 2019 15:42
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
Korporacji zależy na tym, żeby pracownicy byli ze sobą zżyci i lojalni wobec wartości firmy. Jeśli nowy pracownik nie umie się zintegrować, to nie będzie dobrym korposzczurem, więc niech zginie śmiercią naturalną przez wycieńczenie psychiczne, czytaj: trzeba go sprowokować do rzucenia papierami.

Wyjątek mogą stanowić pracownicy o bardzo rzadkich umiejętnościach, kompetencjach, którym można wybaczyć to, że są trochę z boku i ochronić ich przed dokuczliwym koceniem, np. szybko ich przenosząc do innego zespołu, na bardziej samodzielne stanowisko albo nawet awansować.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Cz lis 14, 2019 19:39
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
Korporacji zależy na tym, żeby pracownicy byli ze sobą zżyci i lojalni wobec wartości firmy.
No właśnie. Wobec wartości firmy. A nie wobec wartości subkultury, którą sobie wybudowała stara gwardia.
Cytuj:
Jeśli nowy pracownik nie umie się zintegrować
To trzeba ustalić, kto jest winny tej nieumiejętności. Czy winny jest pracownik, czy winna jest kultura firmy. Zauważ, że dla „starej gwardii” w firmie opłacalnym może być stworzenie kultury toksycznej, która utrudnia nowym zintegrowanie się. To bowiem obniża ryzyko, że znajdzie się ktoś, kto ich zastąpi, zmusi do zmiany przyzwyczajeń, wykaże, że mogą być wydajniejsi etc.

Dla właścicieli firmy zatem, im kultura firmy będzie bardziej inkluzywna, tym lepiej. I nie ma w tym żadnego lewactwa, jak by niektórzy chcieli widzieć.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pt lis 15, 2019 7:51
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
zefciu napisał(a):
No właśnie. Wobec wartości firmy. A nie wobec wartości subkultury, którą sobie wybudowała stara gwardia.

Tak jak pisałam, te wartości nie są tworzone całkowicie odgórnie, tylko wynikają również z charakteru zatrudnionych osób. Chodzi o to, żeby pracownika jak najbardziej przywiązać do firmy, a to już jest kwestia osobnicza, co pracownika przywiąże. Korporacje celują w młodych ludzi, którzy mają pracować na open space, a wiec muszą czuć się dobrze wśród ludzi. Taka firma przywiązuje pracownika poprzez przywiązanie go do współpracowników, czyli kwestią kluczową jest silna integracja pracowników.
Cytuj:
To trzeba ustalić, kto jest winny tej nieumiejętności. Czy winny jest pracownik, czy winna jest kultura firmy. Zauważ, że dla „starej gwardii” w firmie opłacalnym może być stworzenie kultury toksycznej, która utrudnia nowym zintegrowanie się. To bowiem obniża ryzyko, że znajdzie się ktoś, kto ich zastąpi, zmusi do zmiany przyzwyczajeń, wykaże, że mogą być wydajniejsi etc.

Nie da się odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, kto jest winny, bo to zależy od tego, czy uważamy, ze większą wartością dla pracownika powinno być dobro firmy, nawet jeśli kosztem współpracowników, czy jednak lojalność wobec współpracowników kosztem firmy. Pamiętajmy, że korporacja często służy wyzyskiwaniu taniej siły roboczej. Jeśli przychodzi koleś, który daje z siebie 200%, nawet jeśli robi to w dobrej wierze, to podpada całej reszcie, która wie, ze z tego powodu korporacja im zwiększy wymagania, ale to raczej zachęca "starą gwardię" do integracji z nowym, bo jak się z nimi skuma, od razu będzie wiedział, ze ma się nie przepracowywać. Niezintegrowany pracownik może być bardziej wydajny w porównaniu do zintegrowanej reszty, ale negatywnie wpływa na motywację grupy, co summa summarum obniża wydajność całego zespołu.
Cytuj:
Dla właścicieli firmy zatem, im kultura firmy będzie bardziej inkluzywna, tym lepiej. I nie ma w tym żadnego lewactwa, jak by niektórzy chcieli widzieć.

Co masz na myśli przez inkluzywność?

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Pt lis 15, 2019 16:44
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
Jeśli przychodzi koleś, który daje z siebie 200%, nawet jeśli robi to w dobrej wierze, to podpada całej reszcie, która wie, ze z tego powodu korporacja im zwiększy wymagania, ale to raczej zachęca "starą gwardię" do integracji z nowym, bo jak się z nimi skuma, od razu będzie wiedział, ze ma się nie przepracowywać. Niezintegrowany pracownik może być bardziej wydajny w porównaniu do zintegrowanej reszty, ale negatywnie wpływa na motywację grupy, co summa summarum obniża wydajność całego zespołu.
A to jest śmieszny argument – pracownicy lepiej od pracodawcy wiedzą, co jest lepsze dla firmy, więc będą pracować gorzej, niż oczekuje pracodawca, bo to dla firmy lepiej.
Cytuj:
Co masz na myśli przez inkluzywność?
Przez inkluzywność mam na myśli inkluzywność. Taką cechę kultury, która sprawia, że jak największy odsetek ludzi może do tej kultury wniknąć i dobrze się w niej czuć.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pt lis 15, 2019 17:59
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
zefciu napisał(a):
A to jest śmieszny argument – pracownicy lepiej od pracodawcy wiedzą, co jest lepsze dla firmy, więc będą pracować gorzej, niż oczekuje pracodawca, bo to dla firmy lepiej.

Życie to sztuka kompromisu. Dla pracodawcy najlepiej, jak ma największy zysk, a więc pracownicy są maksymalnie wydajni, ale i dla pracownika jest najlepiej, jak ma największy zysk, co oznacza: jak najwyższe wynagrodzenie jak najniższym kosztem, czyli chodzi o to, żeby zarobić, ale się nie narobić. Jak widzisz, zachodzi sprzeczność interesów. Pracodawca nie jest głupi i wie, że jak wyśrubuje wymagania np. ograniczając liczbę etatów, powiększając zakres obowiązków, to dla pracownika będzie to się wiązać z większym kosztem pracy, a z mniejszym wynagrodzeniem, a tym samym obniży jego motywację do pracy. W związku z tym pracodawca celuje w złoty środek. Woli, żeby jego pracownicy byli zapracowani w stopniu umiarkowanym, ale za to mieli większą motywację do pracy, dłuzej pozostali w firmie, chętniej się socjalizowali z kolegami. Biorąc pod uwagę, jakim kapitałem dysponują korporacje oraz gdzie budują swoje centra outsourcingowe, trzeba zauważyć, że korporacja i tak prowadzi działalność bardzo tanim kosztem i te "nadmiarowe etaty" owocują długoterminowym zyskiem.
Cytuj:
Przez inkluzywność mam na myśli inkluzywność. Taką cechę kultury, która sprawia, że jak największy odsetek ludzi może do tej kultury wniknąć i dobrze się w niej czuć.

Wiem, co oznacza pojęcie inkluzywności. Pytam o to, co rozumiesz pod nim w praktyce. Zwykle o inkluzywności mówi się w kontekście np. zatrudniania osób różnej płci, koloru skóry, pochodzenia, orientacji seksualnej, wieku etc. Natomiast inkluzywność znacznie rzadziej obejmuje mniejszości np. osobowościowe. Moim ulubionym przykładem jest introwersja. W mojej firmie teoretycznie inkluzywność obejmuje również introwertyków, organizuje się nawet specjalne eventy, które mają uwrażliwić społeczność firmową na potrzeby introwertyków, ale gdybym aplikując do firmy zachowywała się introwertycznie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, najprawdopodobniej nigdy bym nie dostała etatu. No chyba, ze posiadałabym jakąś rzadką umiejętność albo aplikowała na stanowisko samodzielne, IT etc. Stąd będąc introwertykiem jestem zmuszona udawać ekstrawertyka za każdym razem jak składam gdzieś papiery, dopiero jak już zostanę wkupiona, mogę wyluzować kitę, pokazać swoją introwertyczną twarz i wtedy już się mnie akceptuje. Nagle introwertyzm przestaje być przeszkodą.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


So lis 16, 2019 13:16
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
W związku z tym pracodawca celuje w złoty środek.
No właśnie. Pracodawca celuje w złoty środek. On, a nie klika stworzona przez jego pracowników.
Cytuj:
Wiem, co oznacza pojęcie inkluzywności. Pytam o to, co rozumiesz pod nim w praktyce. Zwykle o inkluzywności mówi się w kontekście np. zatrudniania osób różnej płci, koloru skóry, pochodzenia, orientacji seksualnej, wieku etc.
Nie chodzi mi tutaj o zatrudnianie homoseksualisty, dlatego, że jest homoseksualistą. Chodzi o taką kulturę firmową, w której jak się zatrudni homoseksualistę, to nie będzie on z tego powodu szykanowany.
Cytuj:
Natomiast inkluzywność znacznie rzadziej obejmuje mniejszości np. osobowościowe.
No to jest prawda. Bo są to cechy mniej uchwytne. Ale dobra kultura firmowa powinna pozwolić funkcjonować też np. introwertykom.
Cytuj:
Moim ulubionym przykładem jest introwersja. W mojej firmie teoretycznie inkluzywność obejmuje również introwertyków, organizuje się nawet specjalne eventy, które mają uwrażliwić społeczność firmową na potrzeby introwertyków, ale gdybym aplikując do firmy zachowywała się introwertycznie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, najprawdopodobniej nigdy bym nie dostała etatu. No chyba, ze posiadałabym jakąś rzadką umiejętność albo aplikowała na stanowisko samodzielne, IT etc. Stąd będąc introwertykiem jestem zmuszona udawać ekstrawertyka za każdym razem jak składam gdzieś papiery, dopiero jak już zostanę wkupiona, mogę wyluzować kitę, pokazać swoją introwertyczną twarz i wtedy już się mnie akceptuje. Nagle introwertyzm przestaje być przeszkodą.
Odpłynęłaś od tematu. Nigdzie nie pisałem, że procedury rekrutacyjne są perfekcyjne. Zatem nie wiem, co chcesz mi udowodnić.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pn lis 18, 2019 7:48
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
zefciu napisał(a):
No właśnie. Pracodawca celuje w złoty środek. On, a nie klika stworzona przez jego pracowników..

Celuje, uwzględniając potrzeby stworzonej przez siebie kliki.
Cytuj:
Nie chodzi mi tutaj o zatrudnianie homoseksualisty, dlatego, że jest homoseksualistą. Chodzi o taką kulturę firmową, w której jak się zatrudni homoseksualistę, to nie będzie on z tego powodu szykanowany.

A w jaki sposób pracodawca ma stworzyć taką kulturę firmy?
Cytuj:
No to jest prawda. Bo są to cechy mniej uchwytne. Ale dobra kultura firmowa powinna pozwolić funkcjonować też np. introwertykom.

jw. w jaki sposób?
Cytuj:
Odpłynęłaś od tematu. Nigdzie nie pisałem, że procedury rekrutacyjne są perfekcyjne. Zatem nie wiem, co chcesz mi udowodnić.

Przecież nie chodzi tylko o same procedury rekrutacyjne, tylko o to, że inkluzyjność jest fikcją. Wszyscy mają być przekonani, że wszyscy mogą się czuć w firmie komfortowo, a w praktyce wychodzi, że już na samym etapie rekrutacji zaczyna się selekcja, która celuje w stworzenie jak najbardziej jednolitego środowiska. I wówczas rzeczywiście wszyscy mogą się czuć komfortowo, skoro należą do tej samej kliki. Jednak świadomi tego aplikanci próbują obejść ten system np. oszukując na rozmowie kwalifikacyjnej, więc w tym z grubsza jednogłośnym tłumie znajdują się jednostki odstające, na których wywiera się presje, żeby upodobniły się do reszty, nazywając to integracją.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Pn lis 18, 2019 9:48
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
Celuje, uwzględniając potrzeby stworzonej przez siebie kliki.
Chyba inaczej definiujemy pojęcie „klika”.
Cytuj:
A w jaki sposób pracodawca ma stworzyć taką kulturę firmy?
Po pierwsze – przez odpowiednią politykę zatrudnienia. Po drugie, trzecie i dziesiąte – przez wszystkie decyzje, począwszy od tego, jak ma wyglądać biuro, po to, jaką kawę kupić do ekspresu.
Cytuj:
jw. w jaki sposób?
A to już chyba Ty lepiej wiesz, czego oczekujesz, jako introwertyczka od kultury korporacyjnej.
Cytuj:
tylko o to, że inkluzyjność jest fikcją
Nie jest fikcją, bo to nie jest sprawa zero-jedynkowa „albo będziemy mieli 100% inkluzywność, albo 100% zamknięcie”. Inkluzywność to coś, o co się walczy i co się doskonali, ale nie magiczny przełącznik „pstryk, teraz jesteśmy ekskluzywni i już nic nie trzeba zmieniać”.
Cytuj:
która celuje w stworzenie jak najbardziej jednolitego środowiska
No nie. Celem jest stworzenie środowiska jak najbardziej kompetentnego. Jeśli przez swoje uprzedzenia rekruter buduje środowisko jednolite, a suboptymalnie kompetentne, to wykonuje swoją pracę źle.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pn lis 18, 2019 10:20
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So cze 30, 2018 19:45
Posty: 753
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
zefciu napisał(a):
Chyba inaczej definiujemy pojęcie „klika”.

Zatem mała poprawka. Celuje, uwzględniając potrzeby stworzonego przez siebie środowiska pracowniczego, które przekształca się z czasem w klikę. Teraz lepiej?
Cytuj:
Po pierwsze – przez odpowiednią politykę zatrudnienia. Po drugie, trzecie i dziesiąte – przez wszystkie decyzje, począwszy od tego, jak ma wyglądać biuro, po to, jaką kawę kupić do ekspresu.

A w ramach tej polityki zatrudnienia, to np. co masz konkretnie na myśli?
Cytuj:
Nie jest fikcją, bo to nie jest sprawa zero-jedynkowa „albo będziemy mieli 100% inkluzywność, albo 100% zamknięcie”. Inkluzywność to coś, o co się walczy i co się doskonali, ale nie magiczny przełącznik „pstryk, teraz jesteśmy ekskluzywni i już nic nie trzeba zmieniać”.

Zgadzam się, że nie od razu Kraków zbudowano, ale ja pisząc o tym, że inkluzywność jest fikcją mam na mysli, że w rzeczywistości ani się o to nie walczy, ani się tego nie doskonali. Jedyne co się robi, to dodaje inkluzywność do zbioru wartości firmy i mówi o tym, jak inkluzywność jest ważna. Nie idą a tym żadne realne zmiany.
Cytuj:
No nie. Celem jest stworzenie środowiska jak najbardziej kompetentnego. Jeśli przez swoje uprzedzenia rekruter buduje środowisko jednolite, a suboptymalnie kompetentne, to wykonuje swoją pracę źle.

Są stanowiska i firmy, gdzie najważniejsze są kompetencje twarde, ale w korporacjach w większości przypadków jednak znacznie większe znaczenie mają kompetencje miękkie, ponieważ zadania, które mają do wykonania pracownicy, nie wymagają ani wykształcenia specjalistycznego, ani trudnych do nabycia umiejętności i kompetencji, za to wymagają pracy zespołowej. Lepiej zatrudnić osoby mniej twardo kompetentne, ale bardzo socjalne niż osoby bardziej twardo kompetentne ale za to mniej socjalne.

_________________
"W miarę możliwości przyczyniać się do wzrostu ogólnego zaniepokojenia" E. Cioran


Pn lis 18, 2019 11:24
Zobacz profil
Moderator

Dołączył(a): Pn cze 21, 2004 18:27
Posty: 7602
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
towarzyski_pelikan napisał(a):
Zatem mała poprawka. Celuje, uwzględniając potrzeby stworzonego przez siebie środowiska pracowniczego, które przekształca się z czasem w klikę. Teraz lepiej?
Nie. Bo przekształcenie tego środowiska w klikę to nie jest cel, ale wręcz przeciwnie – porażka strategii.
Cytuj:
A w ramach tej polityki zatrudnienia, to np. co masz konkretnie na myśli?
To, że zatrudnia się osoby, co do których przewiduje się, że będą budować taką, a nie inną kulturę. Tutaj wchodzi „paradoks tolerancji”. Nie można w imię inkluzywności zatrudniać ludzi, którzy nie będą sami tej inkluzywności praktykować.
Cytuj:
Zgadzam się, że nie od razu Kraków zbudowano, ale ja pisząc o tym, że inkluzywność jest fikcją mam na mysli, że w rzeczywistości ani się o to nie walczy, ani się tego nie doskonali. Jedyne co się robi, to dodaje inkluzywność do zbioru wartości firmy i mówi o tym, jak inkluzywność jest ważna. Nie idą a tym żadne realne zmiany.
No cóż. Ty masz takie doświadczenia, ja inne.
Cytuj:
Cytuj:
Są stanowiska i firmy, gdzie najważniejsze są kompetencje twarde, ale w korporacjach w większości przypadków jednak znacznie większe znaczenie mają kompetencje miękkie, ponieważ zadania, które mają do wykonania pracownicy, nie wymagają ani wykształcenia specjalistycznego, ani trudnych do nabycia umiejętności i kompetencji, za to wymagają pracy zespołowej. Lepiej zatrudnić osoby mniej twardo kompetentne, ale bardzo socjalne niż osoby bardziej twardo kompetentne ale za to mniej socjalne.
Znowu różnica doświadczeń.

_________________
მიჯნურობა სხვა რამეა, არ სიძვისა დასადარი:
იგი სხვაა, სიძვა სხვაა, შუა უზის დიდი მზღვარი


Pn lis 18, 2019 11:27
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt maja 29, 2018 15:10
Posty: 4027
Post Re: Kici, kici, miau - rola kocenia w obronie ładu społeczne
A dlaczego inkluzywność w firmie miałaby być atutem?- gdybym miała zatrudnić pracowników zamiast jak dotychczas pracować sama dla siebie potrzebowałabym ludzi o konkretnych cechach, którzy podołają konkretnym zadaniom czyli z konkretnymi kompetencjami adekwatnymi do specyfiki pracy. Wręcz ludzi z odpowiedną osobowością, bo pewne typy osobowościowe zwyczajnie się szybko wypalą i będzie to rzutować na zespół. I mówiąc o kompetencjach mam na myśli zarówno twarde jak i miękkie, szczególnie interpersonalne.

Każda firma jest inna i potrzebuje innych ludzi i dążenie do różnorodności pod każdym względem może być tragiczne w skutkach, ważne aby brać pod uwagę umiejętności autentycznie istotne na danym stanowisku a nie opierać się na stereotypach i uprzedzeniach. Skrajna jednolitość też będzie zazwyczaj tragiczna w skutkach, ale serio wszystko zależy od specyfiki firmy.

_________________
'Ja' to tylko zaimek wygodny w konwersacji ;)

Nazwanie czegoś/kogoś głupim lub mądrym, dobrym lub złym, prawdziwym czy fałszywym, itd, nie ma na to wpływu, tylko na to jak to subiektywnie odbieramy i jak to odbiorą inni...


Pn lis 18, 2019 11:42
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL