Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest N lis 19, 2017 2:09



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
 potrzeba rewolucji muzycznej w polskim kościele 
Autor Wiadomość
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lip 04, 2006 14:11
Posty: 21
Post Kto z Was układał pieśni na niedzielę choćby raz w życiu
Przeglądając pytania i odpowiedzi, nie znalazłem nigdzie, kto z zabierających gło jest czynnym muzykiem kościelnym. Jeśli jestem "słuchaczem "muzyki koscielnej - i to podczas mszy św., ewentualnie nabożeństw, może sie wzbudzic pewna refleksja na temat poziomu akompaniamentu muzycznego i nad tym można podyskutować, natomiast jeśli uczestnicze w Eucharystii, myśle, że nie będe miał problemów z pragnieniem "pstmodernistycznej" muzyki kościelnej, czy to jako pieśni tradycyjne, czy chorał, czy inna forma. Mogę proponować, jak zrobiłem w mojej parafii, że ludzie piszą, jakie piesni chcoeliby śpiewać najchętniej. I tu niestety przeważają owe "nietologiczne, heretyckie" piesni znane od wielu, wielu lat. A współczesne, są fajne i w treści i melodii. Pewne pokolenie powinno pamietać "Licze na Ciebie Ojcze", czy "Przez szary mrok..", czy też "Dominku. Dominku...". Kto to dzisiaj śpiewa? A młodzież (od 18 w górę) co śpiewa? Chyba, że należy do młodzieżowego parafialnego zespołu to śpiewają, natomist poza zespołem śpiewa starsza młodzież (od 40w górę). Na zakończenie przykład: Na koniec mszy spiewamy(z udziałem dzieci) "Króluj nam Chryste", dzieci -które ucze na lekcji religii (znające tekst nawet na pamięć) milczą, a spiewaja ich rodzice.
A więc jak to jest czy nie lepiej wymagac od organisty (chociaż młodzi Księża - ale to inny temat) i proboszcza, coby wprowadził zasade rożśpiewani przed każdą msza św., a nie szukania treści teologiczno - heretyckich w piesniach.
I jeszcze jedno pytanie - ile osób wypowiadających sie na ten temat jest osobiście zaangażowani w pracę mużyczną - oczywiście w praktyce, a nie w teorii - będąc na jednej mszy św, lub niehcący na ślubie i pogrzebie!
Aniol


Wt lip 04, 2006 23:38
Zobacz profil
Post Re: Kto z Was układał pieśni na niedzielę choćby raz w życiu
aniol58 napisał(a):
I jeszcze jedno pytanie - ile osób wypowiadających sie na ten temat jest osobiście zaangażowani w pracę mużyczną - oczywiście w praktyce, a nie w teorii - będąc na jednej mszy św, lub niehcący na ślubie i pogrzebie!
Aniol


Ja śpiewam w Schola Gregoriana Silesiensis
http://www.ssgs.pl
co oczywiście łączy się z częstym śpiewem liturgicznym.

Oczywiście wszystkie moje tutejsze wypowiedzi są wyłącznie moim prywatnym zdaniem i proszę ich w żaden sposób nie łączyć z pozostałymi scholarzami.


Śr lip 05, 2006 7:36
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N maja 18, 2003 19:49
Posty: 642
Post 
Proboszcz i muzyk (od przeszło 30 lat) w jednej osobie.

Pomijając fakt, że coś takiego, jak muzyka postmodernistyczna nie istnieje. Jest najwyżej muzyka dobra i muzyka kiepska. Pieśń i kawiarniany sztajerek, próbujący pieśń naśladować.

Jak to robię w swojej parafii?

Przede wszystkim kieruję się zasadami, wynikającymi z Ordo cantum Missae (Roma, chyba 1972) i wskazaniami, jaki zostawił Jan Paweł II w Liście na 25 lecie Konstytucji o Liturgii. Czyli śpiew ma być podporządkowany Słowu Bożemu. Sugestie, jakimi kierować się tematami, mamy w antyfonach i śpiewie Alleluja. Oczywiście dochodzi rok liturgiczny.

W praktyce wygląda to tak. Zestaw śpiewów obejmuje w tej chwili przeszło 1000 slajdów i jest ciągle uzupełniany. Po przygotowaniu kazania szukam odpowiednich śpiewów i konsultuję to z organistami, jak trzeba, dając im czas na nauczenie się nowej pieśni. W niedzielę, 10 minut przed rozpoczęciem liturgii nauka śpiewu. Jeśli jest to nowa pieśń, połączona z krótką katechezą, dlaczego ten śpiew jest wprowadzany. Docelowo widzę repertuar około 500-800 pieśni na cały rok liturgiczny.

Cały czas używam słowo pieśń, bo na piosenkę to mamy miejsce na wieczorach Jana Pawła II, spotkaniach modlitewnych etc.

Schola odpada z prozaicznego powodu. Dzieciaki codziennie spędzają 35 km w autobusie, w drodze do szkoły i spowrotem. Młodzież 72 km. Od połowy jesieni do połowy wiosny nikt nie przyjdzie kilka kilometrów przez pola i lasy wieczorem na próbę. A w soboty wszystkiego równocześnie w parafii zrobić się nie da. No i na parafii 240 rodzin (średnio 4 śluby i 4 pogrzeby w ciągu roku) organisty zawodowego nie da się utrzymać, w związku z czym zdany jestem na samouków, dla których posługa organisty jest dodatkowym zajęciem. Niestety, jest to choroba większości małych parafii w Polsce. Co też w tej dyskusji uwzględnić trzeba.

_________________
"Spójrzcie na Pana, a rozpromienicie się radością. Oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał. I uwolnił od wszelkiego ucisku." /Ps 34/


Śr lip 05, 2006 10:02
Zobacz profil WWW

Dołączył(a): Pn wrz 12, 2005 7:31
Posty: 301
Post 
Roszwor napisał(a):
Zapominacie o tych, ktorzy najpierw przychodza dla tego, ze fajnie brzekaja, a potem zostaja juz dla Boga i staraja sie zaczac wnikac w Jego tajemnice. Moim zdaniem, dla jednej takiej duszy warto urzadzac czasem msze w innym podkladem muzycznym, niz tradycyjny.

Od przyciągania dusz są nabożeństwa paraliturgiczne, spotkania modlitewne, koncerty itd.
We Mszę świętą należy wtajemniczać, a nie ją uatrakcyjniać.
Takie jest zdanie Kościoła, zawarte np. w soborowej Konstytucji o Świętej Liturgii (zwłaszcza pkt. 9 i 10) czy zarządzeniach naszego Episkopatu.


Śr lip 05, 2006 10:02
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 20:10
Posty: 3347
Lokalizacja: Kraków
Post 
W kościele, do którego chodzę, przed mszą rozdawane są kartki z tekstami pieśni na dany dzień. Jeśli wchodzi jakaś nowa pieśń czy nowy sposób wykonania to 10-15 minut przed mszą odbywa się nauka śpiewu. Na mszy spiewają wszyscy, chociaż część uworów jest dość trudnych (np. trochę chorału gregoriańskiego, trochę łaciny).


Śr lip 05, 2006 10:36
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt lip 04, 2006 14:11
Posty: 21
Post Pieśni niedzielne - rewolucja w spiewnikach
Jak sie doczytałem tylko jeden Człowiek sam układa piesni i jest włączony aktywnie w nauke piesni koscielnych. Nie wiem jak ale, mimo, że mój kościół jest bardzo jasny zawsze używam slajdów z tekstami, ktore znam i, co zauwazyłem, że mimo dobrych chęci nauczenia ludzoi nowych piesni - Oni jak "rzepy" ciągną do "starych" piesni. wielokrotnie mówiono mi,(przez ludzi z parafii - oddanych kościołaow, zresztą) cobym grał "stare" piesni, bo młodzi sie nauczą. Ile wojny stoczyłem z księżmi o np. nieszpory do Naj świętszego Sakramentu - po co nalezy spiewac Nieszpory Niedzielnie, po co Antyfony. A jak od roku pajawił sie nowo - falowy kapłan, zabronił mi grania Chwały, bo przedłuża sie msza św., a kazanie? u tegoż księdza trwa 41, 40min. I jest mowa o ptaszkach z drzewa, o pyłku, o chmurach, ktore są na niebie, o gołębiach, ktore wpadły do kościoła,o kropli krwi, itp.itd (ale musze przyznac, że potrafi "mówić"), ale spiewać nie, nie potrzeba.
A co do jasnego kościoła, otóż wprowadzone zostały kartki, które odruchowo zosatły włożone w kieszeń, aby w domu przeczytać - a nauka przed maszą nie ma senssu, bo ludzię chcą się modlić! a nie uczyć śpiewać. Pan śpiewa, ludzie sie nauczą!
A tak na koniec dzisiaj - uderzająć sie we "własne piersi" zapewne lepiej byłoby w niejednej parafii, gdyby organista był lepiej kantorem (bez mikrofonu) niż liturgicznym organistą!. Mam wakacje i niestety w niedziele byłem poza swoim kościołem. Ludzie - kto naprodukował tych "muzyków", tzn. na mszy, bo po mszy można ich słuchać (ludzie po akademiach). Starczy, bo za dużo piszę!
A całkiem na koniec, proponuje co poniektórym zajrzeć do Rubrycelii warszawskiej, jakie jest zestaw piesni na niedzielę (od 4, lub 5 lat ten sam - a odpowiedzialnym jest Ks. Wiesław sam Kądziela!!!!!), a nie lepiej powierzyc to studentom Instytutów Organistowskich,np.
Starczy: z Panem i Aniołami


Śr lip 05, 2006 21:26
Zobacz profil

Dołączył(a): So lip 08, 2006 9:11
Posty: 26
Post 
Mam pytanie do wszystkich rewolucjonistów muzycznych.
Czy urzadzilibyście w Wielki Piątek dyskotekę albo koncert rockowy na Golgocie?
Otóż ja nie.
Co to ma do tematu?
Msza święta jest uobecnieniem Ofiary Chrystusa na Krzyżu.
I nikt tego nie zmienił, bo nikt nie miał prawa. Dalej można to znaleźć choćby w Kompenium Katechizmu Kościoła Katolickiego.
Dlatego nawet muzyka z okresów radosnych winna mieć w sobie powagę.

P. Lech, Jan:
cóż to za mityczne zmiany?
Czyzby Sobór chciał się pozbyć muzyki, o której pisze tak:
Cytuj:
KL 112. Tradycja muzyczna całego Kościoła stanowi skarbiec nieocenionej wartości, wybijający się ponad inne sztuki, przede wszystkim przez to, że śpiew kościelny związany ze słowami jest nieodzowną oraz integralną częścią uroczystej liturgii. Śpiewowi kościelnemu nie szczędzili pochwał Pismo święte, Ojcowie Kościoła i papieże, którzy w naszych czasach, począwszy od św. Piusa X, bardzo jasno określili służebną funkcję muzyki w liturgii.


Cytuj:
KL 116. Śpiew gregoriański Kościół uznaje za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w czynnościach liturgicznych powinien on zajmować pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu.
Nie wyklucza się ze służby Bożej innych rodzajów muzyki kościelnej, zwłaszcza polifonii, byleby odpowiadały duchowi czynności liturgicznej, zgodnie z art. 30.


Wt lip 11, 2006 14:14
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt paź 11, 2005 7:59
Posty: 17
Post Wywiad z Bertoluccim
Kto to jest Bertolucci: http://www.oecumene.radiovaticana.org/p ... sp?c=84669
Poniżej tłumaczenie tego artykułu: http://www.chiesa.espressonline.it/dett ... 2901&eng=y


MIAŁEM SEN: MUZYKA PALESTRINY I GRZEGORZA WIELKIEGO POWRÓCIŁY

Specjalny wywiad z mistrzem Domenico Bertoluccim. Kto zabił chorał Gregoriański i polifonię – i dlaczego. I jak je przywrócić do życia. Benedykt XVI? „Napoleon bez generałów”

Sandro Magister

Rzym, 21 lipca 2006 – Koncert, który odbył się pod koniec czerwca w Kaplicy Sykstyńskiej, kiedy dyrygował mistrz Domenico Bertolucci, na cześć Benedykta XVI i w jego obecności, z pewnością wyznaczył punkt zwrotny w dyskusji nad tym, jaką rolę ma i będzie mieć ta muzyka w katolickiej liturgii.

Ale jak na razie ten punkt zwrotny jest zaledwie symboliczny.

Ten nowy kierunek został wskazany autorytatywnie. „Prawdziwa odnowa muzyki kościelnej może nadejść jedynie w ślad za wielką tradycją przeszłości, chorału Gregoriańskiego i kościelnej polifonii,” powiedział przy tej okazji Benedykt XVI. To jest papież, którego „wielka miłość do liturgii, a stąd także do muzyki kościelnej, znana jest wszystkim,” podkreślił Bertolucci w swoim pozdrowieniu na wstępie.

Jednak cel wciąż wydaje się odległy. Bertolucci, który ma już ponad 90 lat, jest pierwszej klasy świadkiem nieszczęść, których plaga dręczyła muzykę kościelną przez ostatnie pół wieku. Wybitny interpretator chorału Gregoriańskiego oraz polifonii Giovanniego Pierluigi da Palestrina, jest jednocześnie ofiarą prawie całkowitego ich unicestwienia.

Kiedy kuria Jana Pawła II zaplanowała i przeprowadziła zwolnienie Bertolucciego ze stanowiska dyrygenta chóru Kaplicy Sykstyńskiej, tylko Józef Ratzinger, wtedy kardynał, był po jego stronie.

Teraz, po wyborze Ratzingera na papieża, jest realna szansa, że odwrócą się losy tego dramatu i chorał Gregoriański oraz polifonia zostaną przywrócone na ich centralne miejsce w Kościele. Ale ani Benedykt XVI, ani Bertolucci nie są na tyle naiwni, żeby nie dostrzegać ogromnej trudności tego przedsięwzięcia.

Aby Kościół raz jeszcze zaczerpnął ze skarbca swojej wspaniałej muzyki sakralnej, w rzeczywistości jest potrzeba niebywałego wysiłku reedukacji, nawet reedukacji liturgicznej uprzednio w stosunku do muzycznej.

Właśnie to wyraźnie stwierdza Bertolucci w swym wywiadzie dla numeru 29. „L’espresso”, który poniżej podajemy w całości.

W wywiadzie mówi między innymi:

„Jestem z natury optymistą, ale obecną sytuację oceniam realnie i uważam, że Napoleon bez generałów zdziała niewiele.”

To, że Benedykt XVI jest na tym polu „Napoleonem bez generałów” było widoczne na przykład podczas czuwania i Mszy, którym przewodniczył i celebrował w Walencji 8-9 lipca, a które zorganizowały Papieska Rada do spraw Rodziny i hiszpańska konferencja episkopatu.

Czuwanie niewolniczo naśladowało kanony telewizyjnych show, z prezenterami, gośćmi, komikami, piosenkarzami i tancerzami.

Także pieśni podczas Mszy odzwierciedlały „przystępny” styl, który przypuścił inwazję w czasie pontyfikatu Jana Pawła II: styl bezceremonialnie opisany i oceniony przez Bertolucciego w poniższym wywiadzie, przeprowadzonym przez eksperta ds. muzyki klasycznej tygodnika „L’espresso”, Ricardo Lenziego.


KIEDY KANTOR BYŁ JAK KAPŁAN
Wywiad z Domenico Bertoluccim

P: Mistrzu, nie mniej jak sześciu papieży słuchało Pana koncertów. W którym z nich widział Pan najwięcej wiedzy muzycznej?

O: W ostatnim, Benedykcie XVI. Gra na pianinie, wykazuje głębokie zrozumienie Mozarta, kocha liturgię Kościoła, a w konsekwencji kładzie wielki nacisk na muzykę. Pius XII również wielce kochał muzykę i często grał na skrzypcach. Kaplica Sykstyńska wiele zawdzięcza Janowi XXIII. W 1959 udzielił mi pozwolenia na restaurację Sykstyny, która niestety była w złej formie, częściowo z powodu choroby poprzedniego dyrygenta, Lorenzo Perosiego. Nie miała już stałego członkostwa, archiwum muzycznego ani biura. Więc znalazło się biuro, falseciści zostali zwolnieni, a skład chóru i wynagrodzenie dla jego członków zostały ustalone. I w końcu udało się także utworzyć chór dziecięcy. Potem nastał Paweł VI, ale ten nie miał słuchu i nie wiem na ile cenił muzykę.

P: Czy Perosi był tak zwanym konserwatorem włoskiego oratorium?

O: Perosi był autentycznym muzykiem, człowiekiem bardzo pochłoniętym przez muzykę. Miał to szczęście, że kierował Sykstyną w czasach motu proprio na temat muzyki kościelnej, ale słusznie chciał oczyścić ją z teatralności, którą była nasycona. Mógł dać nowy impuls muzyce Kościoła, ale niestety nie posiadał wystarczającego rozumienia polifonii w tradycji Palestriny oraz tradycji Sykstyny. Powierzył także kierowanie chorałem Gregoriańskim swojemu zastępcy! Jego kompozycje liturgiczne często zasługiwały na uwagę ze względu na swój powierzchowny styl Cecyliański, daleki ideałowi połączenia tekstu i muzyki.

P: Perosi naśladował Pucciniego...

O: Ale Puccini był człowiekiem inteligentnym. A jego fugi dalece przewyższają fugi Perosiego.

P: Czy Perosi był w jakimś sensie zwiastunem obecnej trywializacji muzyki sakralnej?

O: Nie zupełnie. Dziś jest w kościołach moda na piosenki inspirowane popem i brzdąkanie na gitarach, ale błąd jest przede wszystkim po stronie pseudointelektualistów, którzy skonstruowali tę degenerację liturgii a stąd także i muzyki, doprowadzając do upadku i gardząc dziedzictwem przeszłości dla idei uzyskania nie wiadomo jakich korzyści dla ludu. Jeśli sztuka muzyki zamiast powracać do swej wielkości przedstawia sobą dostosowanie albo produkt uboczny, nie ma sensu pytać o jej funkcję w Kościele. Jestem przeciwny gitarom, ale jestem też przeciwny powierzchowności ruchu Cecyliańskiego w muzyce – to mniej więcej ta sama rzecz. Nasze hasło musi brzmieć: powróćmy do chorału Gregoriańskiego i do polifonii w tradycji Palestriny i podążajmy tą drogą!

P: Jakie inicjatywy powinien podjąć Benedykt XVI aby zrealizować ten plan w świecie dyskotek i iPodów?

O: Ten wielki repertuar muzyki sakralnej, który przekazała nam przeszłość składa się z Mszy, ofertoriów, responsoriów: kiedyś nie było czegoś takiego jak liturgia bez muzyki. Dziś nie ma miejsca dla tego repertuaru w nowej liturgii, która jest nieharmonijnym zgiełkiem – i nie ma sensu udawać że nim nie jest. To tak, jakby poprosić Michała Anioła żeby namalował sąd ostateczny na znaczku pocztowym! Proszę, niech mi pan powie, jak jest dziś możliwe wykonać Credo albo chociaż Gloria. Najpierw musielibyśmy powrócić, przynajmniej w Mszach w uroczystości albo święta, do liturgii która przyznaje muzyce jej właściwe miejsce i wyraża się powszechnym językiem Kościoła, łaciną. W Sykstynie, po reformie liturgii, byłem w stanie utrzymać tradycyjny repertuar przy życiu tylko w koncertach. Proszę tylko pomyśleć – Missa Papae Marcelli Palestriny nie została zaśpiewana w Bazylice Świętego Piotra od czasu papieża Jana XXIII! Łaskawie udzielono nam pozwolenia na wykonanie jej podczas rocznicy śmierci Palestriny i chcieli żeby była bez Credo, ale nie ustąpiłem wtedy i zostało wykonane całe dzieło.

P: Czy uważa pan, że zgromadzenie wiernych powinno uczestniczyć w śpiewaniu chorału Gregoriańskiego podczas celebracji liturgicznych?

O: Musimy poczynić rozróżnienia w wykonywaniu chorału Gregoriańskiego. Część repertuaru, na przykład introity albo ofertoria, wymaga niezwykle wyrafinowanego poziomu artyzmu i może zostać zinterpretowana właściwie jedynie przez prawdziwych artystów. Jest też część repertuaru, która jest śpiewana przez lud: mam na myśli Mszę „o Aniołach”, muzykę procesyjną, hymny. Było kiedyś rzeczą bardzo poruszającą gdy się słyszało jak zgromadzenie śpiewa Te Deum, Magnificat, litanie - muzykę, którą ludzie przyswoili i uczynili swoją, ale dziś już nawet z tego niewiele zostało. Co więcej, chorał Gregoriański został zniekształcony przez rytmiczne i estetyczne teorie Benedyktynów z Solesmes. Chorał Gregoriański narodził się w gwałtownych czasach i powinien być męski i silny, a nie jak te słodkie i pocieszające adaptacje naszych własnych dni.

P: Czy myśli pan, że tradycje muzyczne przeszłości znikają?

O: Wszyscy się z tym zgodzą: jeśli nie ma ciągłości, która utrzyma je przy życiu, są skazane na zapomnienie, a obecna liturgia z pewnością im nie sprzyja... Jestem z natury optymistą, ale obecną sytuację oceniam realnie i uważam, że Napoleon bez generałów zdziała niewiele. Dziś hasłem jest „idź do ludzi, spójrz im w oczy,” ale to wszystko to pusta gadanina! Gdy tak robimy to kończy się na tym, że celebrujemy samych siebie, a tajemnica i piękno Boga są przed nami ukryte. W rzeczywistości jesteśmy świadkami upadku Zachodu. Pewien afrykański biskup powiedział mi kiedyś: „Mamy nadzieję, że Sobór nie zabierze łaciny z liturgii, bo w przeciwnym razie w moim kraju utwierdzi się wieża Babel dialektów.”

P: Czy Jan Paweł II był w jakiś sposób pomocny w tych sprawach?

O: Pomimo pewnej liczby apeli, kryzys liturgiczny zakorzenił się głębiej podczas jego pontyfikatu. Czasami to właśnie papieskie celebracje przykładały się do tej nowej tendencji z tańczeniem i bębnami. Pewnego razu wyszedłem mówiąc „zawołajcie mnie jak skończy się show!” Dobrze pan rozumie, że jeśli takie przykłady idą od Bazyliki Świętego Piotra, apele i skargi na nic się nie zdadzą. Zawsze się tym rzeczom sprzeciwiałem. I nawet pomimo tego że mnie wywalili, rzekomo dlatego że przekroczyłem osiemdziesiątkę [Pius XII mianował Bertolucciego kapelmistrzem dożywotnio – tłum.], nie żałuję tego co zrobiłem.

P: Co to kiedyś znaczyło: śpiewać w Kaplicy Sykstyńskiej?

O: Miejsce i chór tworzyły jedność, tak jak jedność tworzyły muzyka i liturgia. Muzyka nie była byle ozdobą, ale przywodziła tekst liturgiczny do życia, a kantor był czymś na kształt kapłana.

P: Ale czy jest dziś możliwe komponować w stylu Gregoriańskim?

O: Po pierwsze, musielibyśmy przywrócić ducha stałości. Ale Kościół dokonał czegoś odwrotnego, faworyzując uproszczone, inspirowane popem melodyjki łatwe dla uszu. Myślał, że to ludzi uszczęśliwi, a wyszło tak jak wyszło. Ale to nie jest sztuka. Wielka sztuka to spoistość.

P: Czy nie widzi pan dziś żadnych kompozytorów, którzy byliby zdolni przywrócić taką tradycję do życia?

O: To nie jest kwestia zdolności; po prostu nie ma atmosfery. Problem nie dotyczy muzyków, ale tego, czego się od nich chce.

P: A jednak mnisi z Santo Domingo de Silos sprzedali miliony płyt z chorałem Gregoriańskim. Jest też Trzecia Symfonia Henryka Góreckiego z jej średniowiecznymi odniesieniami...

O: To są zjawiska konsumenckie, które niewiele mnie interesują.

P: Ale są szanowani kompozytorzy, którzy postawili wiarę na centralnym miejscu, jak Pärt czy Penderecki...

O: Oni nie mają poczucia liturgii. Mozart też był wielki, ale nie wydaje mi się żeby jego muzyka sakralna czuła się dobrze w katedrze (? – tłum.) Za to chorał Gregoriański i Palestrina pasują do liturgii jak ulał.

P: W efekcie, listy (? - tłum.) Mozarta nie niosą żadnego wielkiego uczucia religijnego. A jednak w „et incarnatus est” z jego Mszy w C-moll, fraza sopranowa instrumentów dętych doskonale wyjaśnia nam tajemnice wcielenia...

O: Niech pan nie zapomina, że ojciec Mozarta był kapelmistrzem. I tak, czy chciał tego czy nie, głęboko oddychał powietrzem Kościoła. Zawsze jest coś bardzo konkretnego, zwłaszcza w młodości człowieka, co wyjaśnia taką duchową głębię. Niech pan pomyśli o Verdim, który jako dziecko miał księdza za swojego pierwszego nauczyciela muzyki i grał na organach do Mszy.

P: Czy czuje się pan trochę samotny, bez następców?

O: Nie pozostał nikt. Myślę, że jestem ostatnim kapelmistrzem.

P: Ale w Lipsku, w kościele św. Tomasza, jest szesnasty kantor od czasu Bacha...

O: W Niemczech, na arenie protestanckiej, dzieci kompozytora koncertów Brandenburskich zazdrośnie strzegą swojej tożsamości. Verdi słusznie powiedział, że Niemcy są wiernymi dziećmi Bacha, podczas gdy my Włosi jesteśmy zwyrodniałymi dziećmi Palestriny.

P: Jeśli już mówimy o Verdim, wielka muzyka sakralna nie zawsze współgra z liturgią...

O: Z pewnością. Mszy Requiem Verdiego nie można nazwać Mszą stosowną dla liturgii, ale proszę pomyśleć o mocy, z jaką znaczenie tekstu się przebija! Beethoven też: niech pan posłucha otwarcia Credo. Z ruchem Cecyliańskim jest zupełnie inaczej. To są arcydzieła muzyki sakralnej, które mają słuszne miejsce w wykonaniach koncertowych.

P: Bruckner także był bardzo natchniony...

O: On ma wadę rozwlekłości. Jego Msza na instrumenty dęte, ta w E-moll, jest raczej nudna.

P: Czy Mahler miał rację mówiąc, że jest „pół-bogiem i pół-głupolem”?

O: To prawda. Miał pewne nadzwyczajne momenty, jak jego mistrzowskie traktowanie łuku. Ale potem zaczął przesadzać, a potem...

P: A czy pan lubi Mahlera?

O: On jest jak Bruckner – niektóre momenty piękne, ale raczej się powtarzał. W pewnych miejscach chciałoby się na niego nakrzyczeć: daj spokój! już załapaliśmy!

P: Według Ratzingera, jest muzyka jako zjawisko masowe, muzyka pop, którą mierzy się wartościami rynku. I jest ta muzyka uczona, celebracyjna, która jest skierowana do małej elity...

O: To jest muzyka współczesnych, począwszy od Schönberga, ale muzyka kościelna musi podążać za duchem chorału Gregoriańskiego i szanować liturgię. Kantor jest w kościele nie jako artysta, ale jako kaznodzieja, czy też jako ktoś, kto naucza poprzez śpiew.

P: Czy w ogóle zazdrości pan Kościołom Wschodnim?

O: Oni nie zmienili niczego, i dobrze zrobili. Kościół Katolicki wyrzekł się siebie i swojego szczególnego wizerunku, jak te kobiety, które przechodzą operację plastyczną: stają się nierozpoznawalne i czasem są poważne konsekwencje.

P: Czy to pana ojciec zbliżył pana do muzyki?

O: Był robotnikiem w fabryce cegieł w Borgo San Lorenzo, w prowincji Florencja. Uwielbiał śpiewać w kościele. I uwielbiał romanse Verdiego i Donizettiego. Ale w tamtych czasach wszyscy śpiewali: rolnicy podczas pielęgnacji winnicy, szewcy gdy podzelowywali buty. Były zespoły na ulicach, podczas wakacji reżyserzy muzyczni przyjeżdżali z Florencji i każdego roku teatr miał dwa sezony operowe. Teraz tego wszystkiego już nie ma.

P: We Włoszech władze poobcinały budżety orkiestrom i teatrom...

O: I słusznie. Te organizacje mają zbyt wielu ludzi, którzy są po prostu martwym balastem. Niech pan weźmie na przykład urzędy administracji: na początku było czterech czy pięciu ludzi, a teraz jest ich dwadzieścia czy dwadzieścia pięć.

P: W jakim sensie można uważać Palestrinę, Lasso czy Victorię za powiązanych ze sobą?

O: Ze względu na ich muzyczną spoistość. Palestrina jest ojcem-założycielem, który jako pierwszy zrozumiał, co to znaczy tworzyć muzykę. Przeczuł konieczność kompozycji kontrapunktowej powiązanej z tekstem, w przeciwieństwie do złożoności i reguł kompozycji flamandzkiej.

P: Dla filozofa Schopenhauera muzyka jest szczytem wszystkich sztuk, natychmiastową obiektywizacją Woli. Czy dla katolików może być ona zdefiniowana jako bezpośrednie wyrażenie Boga, jako Słowo?

O: Muzyka jest Sztuką przez duże S. Rzeźba ma marmur, a architektura ma gmach. Muzykę widzi się tylko oczyma ducha; ona wchodzi do wnętrza. I Kościół ma tę zasługę, że pielęgnował ją w swoich śpiewach (?-tłum.), że dał jej gramatykę i składnię. Muzyka jest duszą słowa które staje się sztuką. Z całą pewnością usposabia do odkrycia i przyjęcia piękna Boga. Z tego powodu teraz bardziej niż kiedykolwiek Kościół musi się nauczyć ją odbierać.


So lip 22, 2006 22:06
Zobacz profil
Post 
wielkie dzięki za ten tekst. bardzo ciekawy wywiad.


So lip 22, 2006 22:21

Dołączył(a): Wt paź 11, 2005 7:59
Posty: 17
Post 
Do tłumaczenia wkradł się "mały" błąd: nie Bertolucci, a BArtolucci.


N lip 23, 2006 10:15
Zobacz profil

Dołączył(a): Wt paź 11, 2005 7:59
Posty: 17
Post 
Tenże nie jest "panem", tylko księdzem.


N lip 23, 2006 11:46
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N kwi 17, 2005 18:30
Posty: 268
Lokalizacja: Gdańsk
Post 
To se ne wrati - mawiaja nasi bracia zza gór.
Wyobrażacie sobie Mszę św, na której wierni spiewają "Alleluja" w stylu old-roman chant - za czym właśnie tęskni x. Bartolucci?
Chcecie? To posłuchajcie: http://www.romancatholicism.org/chant/old-roman-06.mp3
Chorału gregoriańskiego mozna sobie posłuchać na koncercie - do współczenej liturgii pasuje jak róża do kożucha.

_________________
Obrazek
Błogosławiony jesteś Panie, Boże ojców naszych,*
pełen chwały i wywyższony na wieki.
Dn 3,52


Wt lip 25, 2006 9:26
Zobacz profil WWW
Post 
Kyllyan napisał(a):
To se ne wrati - mawiaja nasi bracia zza gór.


Wrati se, spoko.

Na szczęście coraz więcej młodych ludzi ma dość posoborowego dziadostwa liturgicznego


Wt lip 25, 2006 9:31
Post 
Kyllyan napisał(a):
Wyobrażacie sobie Mszę św, na której wierni spiewają "Alleluja" w stylu old-roman chant - za czym właśnie tęskni x. Bartolucci?


No nie wiem, czy za tym tęskni. Bo byłem w swoim życiu na kilkuset Mszach Trydenckich i na ŻADNEJ z nich wierni nie śpiewali Alleluja :)


Wt lip 25, 2006 9:38
Post 
Kyllyan napisał(a):
współczenej liturgii pasuje jak róża do kożucha.

Mam więc jedno malutkie pytanie: co w takim wypadku jest nie w porządku? współczesna liturgia czy półotorej tysiąca lat wyśmianej przez Ciebie tradycji muzycznej Kościoła?

Po za tym do "Novusordofobów": Nie każda Msza Novus Ordo jest wypaczeniem.


Wt lip 25, 2006 11:13
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by Vjacheslav Trushkin for Free Forums/DivisionCore.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL