|
Strona 1 z 1
|
[ Posty: 9 ] |
|
Czy ujawnić konfidentów z moich akt SB otrzym. z IPN ?
Autor |
Wiadomość |
Stanisław Adam
Dołączył(a): Śr sty 11, 2006 14:23 Posty: 3613
|
 Czy ujawnić konfidentów z moich akt SB otrzym. z IPN ?
Przyjmijmy, że jako osoba uznana przez IPN za 'pokrzywdzoną' (w świetle obecnych przepisów) uzyskałem wgląd do swojej 'teczki'.
Znajduję tam wyszczególnione (wprost z imienia i nazwiska lub rozpoznaję je z kontekstu: czasu, miejsca itp.) osoby, które na mnie w tych ponurych czasach kablowały.
Podzielmy osoby z którymi wówczas los krzyżował moją drogę na dwie kategorie:
1. Takie, co do których wówczas przypuszczałem, że pełnią rolę donosicieli, lecz dziś okazuje się, że niesłusznie.
2. Takie, które podejrzewałem słusznie i takie, o których nigdy bym nie pomyślał, że mogą być tak podłe.
Co do pierwszej kategorii - wiem jak należy postąpić. Mimo że wtedy aż do dziś, podejrzenia te zachowałem tylko dla siebie i żadnych działań im szkodzących nie podejmowałem, to jednak nie powiem im "Podejrzewałem niesłusznie. Wstyd mi. Żałuję". Bo wstyd.
Jest jednak ta druga kategoria osób.
Zapewne motywy ich ówczesnego postępowania były różnorodne: może wierzyli w komunizm i możliwość odejścia od kolejnych 'wypaczeń', może dorabiali 'na boku' dla polepszenia bytu rodziny lub by mieć na hulszcze zachcianki, może zostali podstępem przymuszeni. Prawdziwych motywów nie znam i chyba nie poznam.
Zapewne wszyscy przez lata trwali w mniejszej lub większej obawie ujawnienia swoich czynów.
Zapewne niektóre z tych osób podejmowały działania mające tę prawdę zakłamać np. głosujac na partie to gwarantujące.
Być może o niektórych z nich wiem lub się dowiem, że później żyły uczciwie, a nawet starały się w dostępny im sposób wyrządzone zło naprawić.
Wiem też, że żadnej z tych osób nie starczyło odwagi by przed tym ujawnieniem powiedzieć: czyniłem zło, wyrządziłem szkodę, żałuję, przepraszam, wybacz.
Mam problem etyczny. Co mam uczynić z tą wiedzą ?
Na poziomie Wiary - odpowiedź jest oczywista: wybaczyć. Ale wybaczenie 'w sercu' nie implikuje żadnego zaniechania. Tu nie ma żadnego automatu! Są inne równie ważne etyczne konieczności np. bycia 'z' i 'w' Prawdzie, wychowawczego oddziaływania na młodszych - zobacz nie warto być draniem, itd.
Proszę o radę.
Ktoś powie: Zawierz sumieniu. Ale sumienie, jak i intuicja, muszą mieć tworzywo do dokonywania słusznych wyborów.
Proszę o udział w dyskusji. Szczególnie tych osób, które mają podobny problem.
To jest problem realny. Nie na użytek pustego gadania lub 'zaistnienia' w i-necie.
|
Pn lut 27, 2006 12:45 |
|
|
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
Zagadnienie jest mi obce. Traktuję je tylko teoretycznie. Ponieważ najchętniej byś oczekiwał by wyraziła opinię osoba mające równe Tobie doświadczenie życiowe, mój zupełnie chłodny stosunek do sprawy będzie dla Ciebie owym "pustym gadaniem" wynikającym z chęci "zaistnienia w internecie".
-----------------------------------------------
Dokonałeś następującego rozróżnienia osób, które donosiły: 1. Osoby, które nie donosiły, a sądziłeś, że donosiły 2a. Osoby, które donosiły, a sądziłeś, że donosiły 2b. Osoby, które donosiły, a nie sądziłeś, że donosiły
Stwierdziłeś, że wybaczenie nie pociąga za sobą nie wyciągania konsekwencji (*) i tego się trzymajmy. Wybaczenie wyrzucamy więc poza nawias i skupiamy się nad wyciągnięciem konsekwencji.
W przypadku grupy (1) stwierdziłeś, że tak jak wcześniej nie komentowałeś swoich podejrzeń, tak i teraz nie skomentujesz, że się mylilłeś i przepraszasz. Jest to spójne z (*), bo nieprzewidywalna jest reakcja osoby, której się złoży takie wyznanie, bez względu na to czy wybaczy czy też nie.
Zastanawia Cię jakie kroki należy poczynić w stosunku do 2a i 2b. Wyliczyłeś następujące czynniki, które mogły popchnąć donosicieli do donoszenia: A) wiara w komunizm B) zdobycie pieniędzy w celu polepszenia bytu rodziny C) zdobycie pieniędzy na hulaszcze zachcianki D) podstępne przymuszenie
Stwierdziłeś, że prawdziwych motywacji nie znasz i nie poznasz (#). To Twoja ocena sytuacji, ja się jej mogę tylko trzymać.
Wyliczyłeś też szereg interesujących Ciebie okoliczności tej sprawy: I. Podejrzewasz, że donosiciele żyli potem w obawie o ujawnienie ich poczynań II. Podejrzewasz, że niektórzy donosiciele podejmowali działania mogące ich poczynania ukryć III. Przewidujesz, że być może o niektórych donosicielach się dowiesz, że próbowali żyć uczciwiej i/lub zło naprawić IV. Stwierdzasz, że donosicielom nie starczyło odwagi by prosić o wybaczenie
Zadajesz pytanie co masz zrobić z nabytą wiedzą o poczynaniach ludzi, którzy donosili (%).
-----------------------------------------------
Stawiasz forumowiczów przed problemem nierozwiązywalnym, co wynika po prostu z założeń, które sam postawiłeś.
Okoliczności (A), (B), (C) i (D) są różne i nakazują zupełnie odmienne działania w stosunku do donosicieli należących do tych, różnych, grup. Aby móc przyporządkować donosicieli do tych 4 grup, potrzebna jest wiedza o ich motywacjach. Z (#) wynika, że nie jest to możliwe, a zatem nie da się odpowiedzieć na pytanie (%).
Istnieją więc trzy drogi, którymi możesz poprowadzić dalsze rozważania: <a> Zrezygnować z kategorycznego (#) i zacząć zbierać wiedzę o motywacjach donosicieli <b> W stosunku do wszystkich donosicieli zachować się tak, jakbyś się zachował w stosunku do osoby, która donosiła, bo została do tego zmuszona - jeśli byś nie chciał nikogo skrzywdzić, a jakieś konsekwencje wyciągnąć <d> Milczeć, ponieważ ogranicza Cię warunek (#).
Moim zdaniem, jeśli chcesz ustalić z kimkolwiek przez internet jak masz wyciągnąć, sprawiedliwie, konsekwencje w stosunku do donosicieli, to musisz ująć te zagadnienie tak, by warunki, które stawiasz same z siebie nie powodowały, że problem nie jest rozwiązywalny. No chyba, że rzeczywiście takim jest.
|
Pn lut 27, 2006 14:13 |
|
 |
Awa
Dołączył(a): Pt sie 05, 2005 12:10 Posty: 1239
|
Ja tez tylko teoretycznie.Jako ,ze jestem zwolennikierm lustracji ,,od zawsze''mysle ,z e powinienes ujawnic te wiedze.
Materia jest delikatna ale przeciez ,,prawda was wyzwoli"
Przyklad Filoska ,ktory sam sie przyznal pokazuje ,ze tym ludziom tez takie przyznanie było potrzebne.
Wybaczenie nie stoi przeciez w sprzecznosci z prawda o czlowieku.
|
Pn lut 27, 2006 15:20 |
|
|
|
 |
Stanisław Adam
Dołączył(a): Śr sty 11, 2006 14:23 Posty: 3613
|
 Re: Czy ujawnić konfidentów z moich akt SB otrzym. z IPN ?
Stanisław Adam napisał(a): ... Nie na użytek pustego gadania lub 'zaistnienia' w i-necie.
Miałem siebie na myśli. Więc chyba wyszło co najmniej niezręcznie.
Kto się poczuł urażony - szczerze przepraszam.
|
Pn lut 27, 2006 15:49 |
|
 |
jo_tka
Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19 Posty: 12722
|
Co do pierwszej sytuacji
Jeśli ten człowiek nie miał powodu się domyslać, że go podejrzewam, nie powiem. W ten sposób go o tych podejrzeniach poinformuję. Natomiast mogę/ powinnam próbować mu te podejrzenia pośrednio wynagrodzić - choćby mówieniem o nim dobrze...
Co do drugiej sytuacji
Z jednej strony prawda wyzwala. Świadomość, że ktoś wie i przebacza ma szansę przynieść olbrzymią ulgę. Wybaczenie milczące tego nie da - delikwent dalej sam w sobie będzie się gryzł z prawdą. A jeśli zechce postąpić tak jak Filosek - trzeba go w tym wesprzeć...
Z drugiej - nie wiem, czy trzeba to robić publicznie. Czy nie lepiej porozmawiać z człowiekiem w cztery oczy.
Z trzeciej - w rozmowie można zapytać "dlaczego". A pewnie często chciałoby się to wiedzieć, zrozumieć. Być może - to przecież naturalne - w takiej rozmowie usłyszeć "przepraszam". Nie wymuszone na zasadzie "teraz przeproś!"...
Z czwartej - tego wszystkiego może nie być, próba takiej rozmowy może być dla mnie bolesna. Można się spotkać z odrzuceniem, zamknięciem, ucieczką. Ale nawet wtedy nie wydaje mi się, żeby konieczne było upublicznianie sprawy, "żeby się nawrócił".
Z piątej - w ogóle można nie mieć siły do takiego spotkania - rozmowy. I to też naturalne...
I bardziej ogólnie, o upublicznianiu. Część ludzi po teczki nie sięga. Zakładam, że po prostu wiedzieć nie chce. I jest to dla mnie zrozumiałe - nie jest łatwo przekonać się, że ktoś bliski zdradził. Nie jest łatwo przeżyć ten ból - bo to jest ból i wstrząs. Nie jest łatwo wybaczyć. Nie jest łatwo podjąć decyzję, co dalej - utrzymać relację? przebudować? zerwać? Każde boli, każde wymaga wysiłku...
Dążę do tego - nie każdy chce wiedzieć. Jeśli się to pojawi w mediach - zostanie mu ta wiedza narzucona. Czy trzeba obarczać nią ludzi na nią niegotowych - mam wątpliwości...
Prawda wyzwala. Tylko czasem w długiej perspektywie. Czasem najpierw przynosi cierpienie. I nie wydaje mi się, by zmuszanie ludzi do tego, by ją przyjęli (nie o sobie - o swoim otoczeniu, w końcu) było zawsze dobre. I - czy to czasem nie jest wołanie, by inni tę prawdę nieśli wraz ze mną, bo sam sobie z nią poradzić nie mogę? To też naturalne i ludzkie...
_________________ Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony
|
Cz mar 09, 2006 10:29 |
|
|
|
 |
Paschalis
Dołączył(a): Cz sty 05, 2006 12:24 Posty: 3666
|
PTRqwerty napisał(a): Wyliczyłeś następujące czynniki, które mogły popchnąć donosicieli do donoszenia: A) wiara w komunizm B) zdobycie pieniędzy w celu polepszenia bytu rodziny C) zdobycie pieniędzy na hulaszcze zachcianki D) podstępne przymuszenie
O. Hejmo chyba się nie zalicza do żadnej z tych kategorii. Najpierw donosił by pomóc miesięcznikowi "W Drodze". Później dla kasy, ale raczej nie wykorzystywał jej "na hulaszcze zachcianki".
_________________ www.onephoto.net
|
Wt mar 14, 2006 19:17 |
|
 |
Stanisław Adam
Dołączył(a): Śr sty 11, 2006 14:23 Posty: 3613
|
Tzw. sprawa O. Hejmo ma swój wątek tu:
sprawa o. Konrada Hejmo OP : http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=3536
ewentualnie można o niej wypowiadać się tam:
SAMOOCZYSZCZENIE : http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=6862
_________________
Gdy rozum śpi, budzą się po.twory.
|
Wt mar 14, 2006 19:41 |
|
 |
jo_tka
Dołączył(a): Cz sie 21, 2008 19:19 Posty: 12722
|
Stanisław - nie wiem, czy widziałeś ten tekst z Tygodnika Powszechnego
Cytuj: Ks. Zaleski: – Od 6 października musiałem wycofać się z wielu rzeczy, bo nie dawałem rady. Wziąłem na kilka tygodni urlop w Fundacji. Zgłaszają się ludzie, którzy otrzymali „swoje" akta, przeczytali i nie wiedzą, jak poradzić sobie z nową wiedzą: że donosił na nich ktoś, komu ufali. Ks. Zaleski jest dla nich wiarygodny. Widzieli go w telewizji, czytali w gazetach. Pytają: co zrobić? Jak się zachować wobec przyjaciół, którzy okazali się zdrajcami? Dziś Tadeusz Zaleski jest zmęczony. Zwykle to on był inicjatorem. Coś rozkręcał, tworzył. Teraz historia dogoniła go. Wciągnęła. Od czterech miesięcy żyje pod ciśnieniem. Ludzie przychodzą. Media pytają. IPN nabrał wody w usta. Politycy dzwonią („Wiem, że jestem dla nich łakomym kąskiem" – mówi). Przełożeni kościelni. No i jeszcze mechanizmy publicznej dyskusji o lustracji, w której od lat każdy odgrywa swą rolę („za", „przeciw", „za, a nawet przeciw" itd.). To wszystko ma swoją dynamikę, czasem kryją się za tym jakieś interesy. Wszyscy czegoś od niego oczekują. Że wejdzie w jakąś rolę. Oczywiście: mógł nie odbierać telefonów. Mógł odesłać z kwitkiem dawnego kolegę z Huty, jak się okazało, agenta SB, który poprosił go, aby był przy nim, gdy ten będzie ujawniać swoją przeszłość. Mógł powiedzieć, że nic go nie obchodzi, gdy zaczęli się zgłaszać po radę znajomi i nieznajomi z dokumentami, z których wynikało, że donosił na nich jakiś duchowny. Mógł nie spotykać się z przyjaciółmi z opozycji, którzy opowiadali, jak wyczytane w aktach kryptonimy zyskują twarz. Mógł. Ale gdyby tak uczynił, zaprzeczyłby samemu sobie. Zaprzeczyłby też – tak to widzi – swemu kapłaństwu. [...] Znowu więc, jak 20 lat temu, został „instytucją". Tyle że wtedy był młodszy. Nie miał tyle odpowiedzialności: za Fundację, za polskich Ormian. Wtedy miał 30 lat. Nie miał wrzodów. Lepiej znosił stres. No i wreszcie nie czuł się sam. Był kardynał, który go chronił. Był Kazek Jancarz. Było ich kilku, nazywanych w Nowej Hucie kapelanami „Solidarności". Ale ich już nie ma. Większość nie żyje. [...] Zaleski został sam. Prawie sam. 11 lutego rzecznik krakowskiej Kurii Metropolitalnej ogłasza, że zostanie powołana kościelna komisja, która zbada archiwa bezpieki pod kątem współpracy duchownych z SB. Może skończy się samotność.
I tu jest problem - jak pomóc ludziom, którzy muszą zmierzyć się z prawdą? Cały artykuł o ks. Zaleskim tutaj
_________________ Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony
|
Cz mar 23, 2006 9:40 |
|
 |
Awa
Dołączył(a): Pt sie 05, 2005 12:10 Posty: 1239
|
Wczoraj telewizyjna jedynka o 22 nadała program o księzach przesladowanych przez agentów.Był wśrod nich ks .Zalewski.
Pokazano także ludzi z departamentu IV odpowiedzialnych z a walkę z kościołem.Uderzyła mnie jedna rzeczw ich wypowiedziach: ani cienia poczucia winy,wstydu,świadomosci ,że robili coś złego.
Wręcz przeciwnie -pani stwierdziła ,ze przysłużyła sie kościołowi rugując z niego ,,słabe jednostki" Drugi pan powiedział: ,,dzieki nam kościół urósł w siłę"Oczywiscie jak jeden mąż wszyscy oświadczyli,iż nie słyszeli o morderstwach, rozbojach i aktach przemocy.Oni tylko prowadzili dialog.
Słysząc dzis butę tych ludzi utwierdzam się w przekonaniu-
NALEZY UJAWNIAC NAZWISKA .
|
Cz mar 23, 2006 10:41 |
|
|
|
Strona 1 z 1
|
[ Posty: 9 ] |
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|