Czy można nawrócić Ateistę?
Autor |
Wiadomość |
Anonim (konto usunięte)
|
Kamyk napisał(a): Gwardian, albo wrócisz do pisania konkretów, i to w sposób odpowiedni, albo daruj sobie te kłamstwa, obrażania, przekłamania, ironie - bo są puste, w dodatku nie na temat
Czcigodny!
Daruj sobie zatem czytanie i podejmowanie dyskusji skoro masz takie odczucia. Popadniesz jeszcze w jakąś świętobliwą depresję a nie chciałbym mieć Cie na swoim niepoprawnym ateistycznym sumieniu.
Życzliwość niezasłużona niech będzie z Tobą i duchem którego przejawiasz.... Amen!
|
N lut 25, 2007 21:38 |
|
|
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
Właśnie o tym mówie. Ośmieszaj się dalej 
|
N lut 25, 2007 21:39 |
|
 |
Ateusz, grog.
Dołączył(a): N lut 25, 2007 19:31 Posty: 18
|
E.
Na grzyba nawracać ateistę? I jak nawracanie lubego ma się do przykazania miłości? Sednem miłości jest akceptacja, więc skoro chce się nawracać partnera, nie kocha się go. IMO w nawracaniu partnera nie ma krzty chrześcijaństwa.
|
N lut 25, 2007 21:43 |
|
|
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
Czy kochac znaczy akceptować? Nie sądzę. Kocham czyli chcę dla kogoś jak najlepiej. A więc nie moge zaakceptować wad. A więc w miarę możliwości staram się drugiej osobie te wady uzmysłowić i ją z nich wyprowadzić. Dobrowolnie, nie na siłę
|
N lut 25, 2007 21:45 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
arc napisał(a): Gwardian napisał(a): Nas? To znaczy kogo? Jesteś wieloosobowy? Czymże ja Cie prześladuję? Tym że dociekam tej prawdy ktorą wszem i wobec tak nieudolnie głosicie? Dociekasz prawdy? Przeciez Ty już znasz "prawdę". Zostaw nas (Katolików) w spokoju i pozwól wierzyć w te nasze "kłamstwa". Naprawdę wierzysz w to, że kogoś przekonasz? A jesli nawet, to co? Nie mozesz sobie żyć spokojnie swoim ateistycznym życiem?
Znów wieloosobowośc w jednej osobie.
To jakaś wasza obsesja. Tak chętnie krzyczycie jednym głosem w chórze i chóralnie. Moj "bóg" zalecil mi - "idź w świat i ratuj ludzi z ciemnoty i zabobonu". I tak jestem lepszy bo nie odwracam Was "ogniem i mieczem". Przez wiele lat jechaliście po mnie swoją Ewangelią jak po burej suce - od kiedy stalem się apostatą i ateistą - czyli poznalem prawdę która mnie wyzwiliła z zabobonu - mam poza tym nieodpartą chęć odreagować to świętobliwe upokorzenie. Czynię to również w trosce o zrowie psychiczne bliźniego swego.
Jasne? Nawet jeśli jedną owieczkę "odwrócę" od tej paranoi - to już będzie jakiś wkład w proces oświecania. Nawet jeżeli pobudzę do krytycznego spojrzenia na ten usakralniony obłęd.
|
N lut 25, 2007 22:24 |
|
|
|
 |
arc
Dołączył(a): Pt maja 19, 2006 16:23 Posty: 950
|
Gwardian napisał(a): Znów wieloosobowośc w jednej osobie. To jakaś wasza obsesja. Specjalnie tak napisałem. Ciekawe, czy Ty również celowo użyłeś liczby mnogiej zwracając się do mnie... A może to jakaś Twoja obsesja?  Gwardian napisał(a): mam poza tym nieodpartą chęć odreagować
Ale czy od razu musisz obrażać?
_________________ arcarc
|
N lut 25, 2007 23:44 |
|
 |
Anonim (konto usunięte)
|
arc napisał(a): Gwardian napisał(a): Znów wieloosobowośc w jednej osobie. To jakaś wasza obsesja. Specjalnie tak napisałem. Ciekawe, czy Ty również celowo użyłeś liczby mnogiej zwracając się do mnie... A może to jakaś Twoja obsesja?  Gwardian napisał(a): mam poza tym nieodpartą chęć odreagować Ale czy od razu musisz obrażać?
No świętobliwy obłęd. Czym znów Ciebie obraziłem?
Czy Was już z tym obrażaniem czy urażaniem (bo nawet nie odróżniacie i traktujecie to zamiennie) pokręciło dokumentnie?
Już gdzieś pisałem - moze się powtarzam. Z pewnym zdziwieniem obserwuję manipulacje wokół tak zwanego "urażania uczuć religijnych" bądź też nie urażania kogoś przez coś, kogoś, czy odwrotnie... W końcu dochodzi do zagubienia meritum sprawy, a pozostaje zwykła, "politycznopoprawna" usakralniona sofistyka. Uważam, że każdy ma prawo do wyrażenia swojego poglądu nie przekraczając granicy powszechnie uznanej za wulgarność, brak wychowania, gdzie inwektywa jest argumentem siły, bo komuś zabrakło siły argumentu.
Skończcie zatem z tymi nadwrażliwościami bo dostaniecie świętobliwej wysypki (a maści na to na razie nie wynaleziono) - skoro ktoś jest nadwrażliwy niech w ogóle nie wchodzi na fora, gdzie dyskusja odbywa się w gronie ludzi dojrzałych, emocjonalnych, często przykro przez jakąś doktrynę czy ideologię doświadczonych i skrzywdzonych, jakże często poirytowanych albo oczywistym matołectwem, albo też religijnym zaślepieniem, kołtunerią czy bigoterią w miejsce wiary montującym osobnikowi wierzącemu... uczucia religijne, czyli coś, co - jak pornografia - nigdy i nigdzie nie zostało zdefiniowane!
Amen!
|
N lut 25, 2007 23:59 |
|
 |
Ciasteczkowy Potwór
Dołączył(a): Pt sty 19, 2007 14:55 Posty: 185
|
Kamyk napisał(a): Czy kochac znaczy akceptować? Nie sądzę. Kocham czyli chcę dla kogoś jak najlepiej. A więc nie moge zaakceptować wad. A więc w miarę możliwości staram się drugiej osobie te wady uzmysłowić i ją z nich wyprowadzić. Dobrowolnie, nie na siłę
Wadą jest to że ktoś nie wierzy w to co ty? Mam nadzieję że coś źle zrozumiałem. A czy ja uważam za wadę niejedzenie ciasteczek? 
_________________
AWWWWM-num-num-num-num!
|
Wt lut 27, 2007 11:37 |
|
 |
ToMu
Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49 Posty: 10063 Lokalizacja: Trójmiasto
|
Kamyk napisał(a): Czy kochac znaczy akceptować? Nie sądzę. Kocham czyli chcę dla kogoś jak najlepiej. A więc nie moge zaakceptować wad. A więc w miarę możliwości staram się drugiej osobie te wady uzmysłowić i ją z nich wyprowadzić. Dobrowolnie, nie na siłę
Ale skoro mówisz "dobrowolnie" - to znaczy, że powinieneś ograniczyć się do przedstawienia swoich racji, dyskusji - i jeśli druga strona nie przyjmuje ich i postanawia pozostać przy swoich poglądach, to nie powinieneś się narzucać.
Nie można - rzekomo w imię miłości - narzucać komuś czegoś, czego ta osoba nie chce.
_________________ Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)
Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www
|
Wt lut 27, 2007 13:27 |
|
 |
Paschalis
Dołączył(a): Cz sty 05, 2006 12:24 Posty: 3666
|
ToMu napisał(a): Nie można - rzekomo w imię miłości - narzucać komuś czegoś, czego ta osoba nie chce.
A jeśli matka widzi, ze jej syn zatraca się w uzależnieniu od narkotyków?
_________________ www.onephoto.net
|
Wt lut 27, 2007 14:00 |
|
 |
Ateusz, grog.
Dołączył(a): N lut 25, 2007 19:31 Posty: 18
|
To inna rzecz.
Narkotyki zażywane przez członka rodziny, a nie samotnika - to zawsze czyste zło.
A czy ateizm jest złem? Udowodnić tego nie możesz. Poza tym najważniejsze jest, że ateista jest w swej niewierze szczęśliwy.
Jeśli osoba nie może zaakceptować ateizmu partnera, nawet jeśli ten jest z nim szczęśliwy, znaczy to, że nie dorosła do miłości.
Zgadzam się z ToMu.
|
Wt lut 27, 2007 14:37 |
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
Ciasteczkowy Potwór napisał(a): Kamyk napisał(a): Czy kochac znaczy akceptować? Nie sądzę. Kocham czyli chcę dla kogoś jak najlepiej. A więc nie moge zaakceptować wad. A więc w miarę możliwości staram się drugiej osobie te wady uzmysłowić i ją z nich wyprowadzić. Dobrowolnie, nie na siłę Wadą jest to że ktoś nie wierzy w to co ty? Mam nadzieję że coś źle zrozumiałem. A czy ja uważam za wadę niejedzenie ciasteczek? 
Źle zrozumiałes, bo słowo "wada" miało być tu analogiczne 
|
Wt lut 27, 2007 19:27 |
|
 |
Kamyk
Dołączył(a): N lut 19, 2006 17:18 Posty: 7422
|
ToMu napisał(a): Kamyk napisał(a): Czy kochac znaczy akceptować? Nie sądzę. Kocham czyli chcę dla kogoś jak najlepiej. A więc nie moge zaakceptować wad. A więc w miarę możliwości staram się drugiej osobie te wady uzmysłowić i ją z nich wyprowadzić. Dobrowolnie, nie na siłę Ale skoro mówisz "dobrowolnie" - to znaczy, że powinieneś ograniczyć się do przedstawienia swoich racji, dyskusji - i jeśli druga strona nie przyjmuje ich i postanawia pozostać przy swoich poglądach, to nie powinieneś się narzucać. Nie można - rzekomo w imię miłości - narzucać komuś czegoś, czego ta osoba nie chce.
I ja nigdzie nie mówię o narzucaniu. Chyba że próba przekonania jest narzucaniem
|
Wt lut 27, 2007 19:28 |
|
 |
ToMu
Dołączył(a): Cz kwi 14, 2005 9:49 Posty: 10063 Lokalizacja: Trójmiasto
|
Paschalis napisał(a): ToMu napisał(a): Nie można - rzekomo w imię miłości - narzucać komuś czegoś, czego ta osoba nie chce. A jeśli matka widzi, ze jej syn zatraca się w uzależnieniu od narkotyków? Przepraszam, nie doprecyzowałem - to, co napisałem, odnoś tylko do wiary. Kamyk napisał(a): Chyba że próba przekonania jest narzucaniem
Jeśli jest wielokrotnie ponawiana, pomimo odmów, i równocześnie wbrew wyrażonej wprost woli - t jest to narzucanie.
_________________ Wiara polega na wierzeniu w to, czego jeszcze nie widzisz. Nagrodą wiary jest zobaczenie wreszcie tego, w co wierzysz. (św. Augustyn z Hippony)
Było, więc jest... zawsze w Bożych rękach - blog | www
|
Śr lut 28, 2007 8:31 |
|
|
|
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków Nie możesz odpowiadać w wątkach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników
|
|